Jestem złością,
Jestem nienawiścią,
Jestem zazdrością,
Jestem strachem,
Jestem frustracją,
Jestem melancholią,
Jestem niepokojem,
Jestem wstydem,
Jestem pogardą,
Jestem załamaniem,
Jestem rozczarowaniem,
Jestem nieufnością,
Jestem szałem,

Jestem miłością,
Jestem czułością,
Jestem spokojem,
Jestem rozbawieniem,
Jestem akceptacją,
Jestem kompetencją,
Jestem zaciekawieniem,
Jestem zachwytem,
Jestem bezpieczeństwem,
Jestem wielkodusznością,
Jestem empatią,
Jestem nadzieją,
Jestem radością,
Jestem namiętnością,
Jestem dumą,
Jestem przyjemnością,

Jestem czy nie jestem?
Jestem czy czuję?

A to, że tym nie jestem a czuję to znaczy, że kim jestem?

Jestem osobą, w której przestrzeni pojawiają się wszystkie emocje.
Mam wybór albo utożsamię się z emocjami, które się we mnie pojawiają albo stanę się narracją umysłu albo będę w akceptacji do tego co się pojawia ze świadomością, że tym nie jestem.

Większość moje życia myślałam, że jestem zła, niedobra, a czy to była prawda? Nie.
Czy jest prawdą, że jestem tylko dobra i wspaniała? Nie.

Odczuwam wszystkie emocje i te „dobre i niedobre” ale nie znaczy, że nimi jestem.

Traumy zasłaniają nam sposób patrzenia na rzeczywistość. W interpretacji do naszej historii utożsamiamy się z pewnymi częściami bardziej a z innymi mniej. Możemy się z nimi spotkać, przepuścić je przez ciało i pozwolić odpaść iluzji.

A co jakby mieć akceptację do wszystkiego?
Do każdej części mnie?
Tej miłej, przyjemniej, którą znajduje poklask u innych.
Ale też tej mrocznej, zabójczej, na którą społeczeństwo nie lubi patrzeć.

Jak jesteśmy w przestrzeni akceptacji dla siebie, mamy automatycznie więcej przestrzeni dla innych.

Ja po roku wróciłam do napisania listu do mamy i zaakceptowałam tą część z którą się utożsamiłam. Nawet nie wiedziałam, że ona tam ciągle jest… ale była i już wiem, że nią nie jestem😁

Ponad rok temu poszłam nad morze, zachęcona książką „Toksyczni Rodzice” Susan Forward spalić list. Nasz umysł uwielbia rytuały. Myślałam a co mi tam, spróbuje, pewnie mi nie zaszkodzi a co jeśli pomoże?

Dzisiaj wróciłam w to samo miejsce znając moc intencji i spaliłam z intencją oczyszczenia się z narracji umysłu, tych które uwierzyłam, że są częścią mnie i które przejęłam ze słów mamy.

Nad morzem.
Morze ma przestrzeń na wszystko, nie przywiązuje się do pogody ale robi się cieplejsze, gdy jest więcej słońca i zimniejsze w zimę. Czy ono nad tym ubolewa? Nie…
Po prostu jest.

Pozdrawiam serdecznie ❤

Jako dziecko uczyłam się jak wygląda świat, testowałam, sprawdzałam, popełniałam też błędy. Błędy, które są naturalnym etapem procesu poznawczego. Czasami mi ktoś wytłumaczył konsekwencje niektórych zachowań, ale często odbijałam się od złości matki. Nie wiedziałam czemu moje przepraszam nie działa… czemu ona jest ciągle zła skoro przeprosiłam?

Pamiętam siebie w wieku ok. 6 lat jak coś zrobiłam, nawet nie pamiętam już co… matka nakrzyczała na mnie, bez wyjaśnień co zrobiłam źle i była wściekła. Wtedy myślałam, że cała jej złość jest przez moje zachowanie… wzięłam ją całą na sobie. Zresztą często takie sytuacje miały miejsce…

Przeprosiłam. Bałam się, że odrzuci mnie najważniejsza osoba na świecie, osoba, bez której myślałam, że nie przeżyje. Pomimo tego, że starałam się bardzo złagodzić, nadrobić ciągle spotykałam się z jej złością. Odbijałam się od niej. Jak bardzo się nie starałam, ona ciągle była zła a ja myślałam, że to wszystko moja wina…

Wtedy nie rozumiałam, że ta złość, którą matka na mnie przelewa tak naprawdę jest jej niewyrażoną złością… Miała ogrom na głowie i nie umiała sobie z tymi emocjami poradzić co też nie oznacza, że miała prawo wyrażać ją w ten sposób. Przelewając na bezbronne, zależne od niej dziecko…

Ja byłam niewinna. Nie zrobiłam jej specjalnie krzywdy, ale z jej punkt widzenia byłam tym zapalnikiem, gdzie ta złość została skierowana. Nie ważne było co dalej robiłam, ona kierowała swoją złość na mnie.

Spotkałam się z moją małą Asią i zobaczyłam jej ból. Zobaczyłam ten strach… Zobaczyłam ten moment traumy. Moment, gdzie nie widziałam w ogóle wyjścia z sytuacji. Gdzie cokolwiek by się nie wydarzyło i tak z pozycji oceny matki byłam skazana na porażkę… Tam nie było empatii, tam nie było zrozumienia, tam nie było tej nici porozumienia. Za to był ogrom emocji bardzo wrażliwej dziewczynki, która musiała się od siebie odciąć… na tamten moment było to jedyne rozwiązanie.

Teraz jest inaczej, teraz moje Wewnętrzne Dziecko nie jest już samo. Teraz moje Wewnętrzne Dziecko ma swojego Idealnego Rodzica, którym jestem ja sama. Ja siebie wysłuchałam, wyraziłam wszystko, co wtedy nie mogłam powiedzieć i zaakceptowałam tę ogromną wrażliwość, która jest we mnie. Tę samą wrażliwość, której nie akceptowali moi rodzice, bo była dla nich zbyt konfrontująca.

Zobaczyłam z innej strony tę sytuację i jak bardzo ona była destrukcyjna dla mnie i jak też wpływała na moje dorosłe życie.

Wysoka wrażliwość wymaga też wysokiej obrony granic. Bez tych granic, ona nie będzie czuła się bezpieczna, żeby się pokazać.

Całuję,

Joanna Skalska