Siedzę właśnie w autobusie. Pojawiły się pewne komplikacje, nikt nic nie wiedział, nikt nic nie mówił. Wiele zawirowań i pasażerowie, którzy nie mają pojęcia czy dojadą do celu, zdenerwowanie, irytacja i narzekanie dookoła.

Zabrakło bardzo ważnej rzeczy, którą jest komunikacja.

Niektórzy z pasażerów byli zdenerwowani i odreagowywali na kierowcach, inni narzekali po cichu przez telefon, jeszcze inni komentowali głośno, szukali punktu zaczepienia i dawali upust swojej frustracji, gdzie tylko się dało i do osoby, która chciały tylko słuchać. Byli też tacy, którzy nie wiedzieli co robić i czy aby na pewno dobrze zrozumieli komunikat o przesiadce i podpytywali naokoło czy aby na pewno, ten autobus będzie dla nich, po tym jak zajęłam miejsce jeden z pasażerów martwił się o walizkę, czy na pewno ją przeniosą.

Każdego z nas dotyczyła ta sama sytuacja, a wiele osób zareagowało kompletnie inaczej. Odezwały się stare mechanizmy. Fakt, nikt nie chciał zostać sam na parkingi przy autostradzie bez punktu zaczepienia i możliwości zmiany środka komunikacji. Strach, zdenerwowanie, frustracja, niespełnione oczekiwania.

A co wystarczyło zrobić, żeby uspokoić o wiele tą sytuację? Zakomunikować, że kierowcy, ustalają z biurem różne możliwości i jak sytuacja się wyklaruje, dadzą nam znać. Co usłyszeliśmy? Przerwa i stoimy i tyle. Kierowcy mają doświadczenie w tego typu sytuacjach i znają możliwości rozwiązań, natomiast wielu z pasażerów nie ma takiej wiedzy, w tym ja:)

Tak samo jest w codziennym życiu. Czasami nam się wydaje, że druga osoba powinna wiedzieć co siedzi nam w głowie albo jakie są wg. nas możliwości wyjścia z konkretnej sytuacji a jest zupełnie inaczej. Ile ja miałam złości w sobie, że mój partner nie spełnia moich oczekiwań, które powinien się domyśleć, że je mam! To była ogromna projekcja.

Może być ciężko powiedzieć nawet samemu sobie, że nie wiem, że jest mi trudno podjąć decyzję bądź kolejne kroki, bo… bo odzywają się stare mechanizmy. Strach, poczucie winy, toksyczny wstyd, które blokują przed działaniem, szczerą komunikacją, słuchaniem wewnętrznego wołania.

Może być ciężko powiedzieć drugiej osobie, że po prostu jeszcze nie wiem, bo czuję strach przed osądem, odrzuceniem. Ten strach małego dziecka, które tego doświadczyło, gdy komunikowało swoje potrzeby i dostawało bury, gdy czegoś nie wiedziało. Kto z nas nie doświadczył zawstydzenia w szkole ze strony rówieśników albo nauczycieli za brak określonej wiedzy.

Właśnie w takich sytuacjach jak dzisiaj, pozornie drobnych ale jakże wymownych pokazują się te zranienia, które nosimy w sercu. Tyle różnych zachowań w tak małej grupie osób, gdzie spotkało nas to samo.

Od nas zależy, czy poszukam winy w innych, kierowcy, firmie przewozowej i będę mieć straszny dzień do samego końca, bo tak się uwieszę na tej sytuacji.

Czy może zobaczę co we mnie powoduje ta sytuacja, zachowania innych, jakie emocje się we mnie rodzą i która mała ja, tego już wcześniej doświadczyła, czego ona potrzebuje? Co ja dorosła teraz mogę zrobić a czego nie mogłam zrobić kiedyś. Jak mogę o siebie zadbać pozostając cały czas przy sobie w kontakcie ze swoimi emocjami?

Ja kilka lat temu w takiej sytuacji byłabym kłębkiem nerwów, wkurw nie z tej ziemi, dzisiaj obserwowałam siebie i innych. Mogłam to zrobić, dlatego że spotkałam się z moją złością, strachem, odrzuceniem w moim procesie. Zapewniłam mojej wewnętrznej dziewczynce opiekę, którą tak bardzo potrzebowała.

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna Skalska

Dzisiaj usłyszałam te słowa na sesji i z nimi zostałam na dłużej.

Zdałam sobie sprawę, że teraz często słyszę to zdanie. Inni pokazują mi to co się we mnie zmieniło. Kiedyś z cierpliwością nie miałam nic wspólnego. Wszystko musiało być na już, a jeśli nie było czaił się stres i strach.

Wróciłam pamięcią do wspomnień, gdy ja coś chciałam i gdy ode mnie coś chcieli. Wszystko musiało być na już, na teraz.
Gdy oczekiwano ode mnie coś w domu, np. sprzątania, musiałam to zrobić od razu bo inaczej bura.
Gdy ja coś chciałam i zostało mi obiecane to chciałam to od razu bo inaczej wiedziałam, że nie będzie w ogóle. Bo mama zmieni zdanie. Bo będzie miała inne wydatki. Bo tych bo, było zawsze dużo.

Zakorzenił się we mnie program, który mówił, że jeśli jest pragnienie, oczekiwanie, prośba to chcę to od razu bez czekania bo inaczej moje potrzeby będą nie spełnione a za tym myśl, że nie zasługuję albo w drugą stronę, ja zostanę obarczona winą za niespełnienie oczekiwań innych. Moi pracodawcy byli zachwyceni, bo pracowałam ponad moje siły, żeby tylko nie ponieść kary, w tym przypadku zwolnienia. Sama też w moim procesie chciałam wszystko jak najszybciej i efektowniej co skończyło się miesiącem wegetacji, gdzie nie potrafiłam się spotkać z żadną z emocji.

W pewnym momencie przestałam mówić o moich pragnieniach na głos, bo spotykały się z tekstami typu: ty to byś wszystko chciała, a może do tego gwiazdkę z nieba, skąd ja Ci na to wszystko wezmę pieniędzy itd. Gdy mówiłam na głos co chce osiągnąć a moje małe marzenie nie doszło do skutku czułam ogromny wstyd i zaprzestałam w ogóle marzyć. Bo jak mam marzenie i będę mówiła o nim na głos to inni będą pytać i oczekiwać, że je spełnię, będę czuła ogromny wstyd i porażkę, gdy mi nie wyjdzie. Tak samo, gdy byłam małą dziewczynką i rodzice mi coś obiecali, ja się tym chwaliłam przed rówieśnikami a później czułam wstyd, że jednak to nie doszło do skutku.

Jeszcze 2 lata temu, jak np. gdzieś wyjeżdżałam na długo planowany wyjazd czułam się odcięta od siebie, jakbym nie była w swoim ciele, byłam w totalnym odcięciu od tego co mnie otacza. Pamiętam jak siedziałam w samolocie lecąc do Włoch i mówiłam sama do siebie: „Tak wiem, pamiętam jak nawet przestałam marzyć o wyjeździe na wakacje za granicę ale teraz lecę, teraz tu jestem, zwiedzę Toskanie i Rzym. Jestem.”. „Jestem” to było słowo, które powtarzałam jak mantra. Żeby poczuć, że to co kiedyś nie miało szans zaistnieć, teraz jest i mnie dotyczy, bo moje ciało nie musi się już zamrażać i odcinać od uczuć. Teraz jestem tu i teraz, jestem bezpieczna.

Ta cierpliwość powstała jako jeden z tych małych cudów, które miały miejsce podczas odkrywania siebie. Że jednak cierpliwość jest w mojej naturze. Jak sięgam pamięcią, nie pracowałam nad tym konkretnie tematem a dawałam sobie akceptację, miłość, bezpieczeństwo i poczucie, że moje potrzeby sa ważne i zasługują na to, żeby zostały spełnione. Wracałam do siebie tysiące razy i pokazywałam sobie, że ja teraz mam sprawczość w swoich rękach i mogę tego dokonać. Teraz to co czuję jest ważne i mam na to przestrzeń, tyle przestrzeni ile mi potrzeba.

Jakiś czas temu otworzyłam się na kolejny proces, zdobywam wiele informacji, które testuje ze sobą. Cześć z nich integruje i poszerzają moje widzenie a część odrzucam bo tego nie czuję. I fakt, łatwiej byłoby być już ten krok dalej, z tym rozpoznaniem ale celebruję to dojrzewanie. Żeby można było zjeść dojrzały owoc, on potrzebuje swojego czasu, żeby urosnąć i dojrzeć. Surowe jabłka są twarde i kwaśne a dojrzałe soczyste i słodziudkie. Tak jak teraz wiem i potrafię czekać, żeby jabłko dojrzało, tak też mam świadomość i zaufanie do tego co się pojawia w moim życiu. I fakt czasami chcę przyspieszyć czas i tupię nóżkami z niecierpliwością ale nie mam już tej presji za plecami, która towarzyszyła mi wcześniej.

Pozdrawiam serdecznie z miejsca w którym dzisiaj celebruję tu i teraz. Zatrzymanie w sobie, zatrzymanie w tej pięknej przestrzeni.

Pozdrawiam ciepło,
Joanna Skalska

Dzisiaj jest taka ogromna mgła w mojej ulubionej części lasu. Przypomniało mi się, że w ten sam sposób czułam się na początku mojego procesu. Ten las znam i wiem, gdzie chcę iść ale w procesie czułam jakbym wkroczyła w ogromną mgłę. Nie wiedziałam co mnie czeka za kilka kroków, czy ogromna przepaść czy może wielka góra, gdzie będę musiała wspiąć się na jej szczyt żeby iść dalej. Nigdy nie wiedziałam co się wydarzy… wiedziałam, że chce żeby te nagromadzone emocje ze mnie wyszły, dlatego tez umawiałam się na kolejne sesje i kolejne i kolejne. Nauczyłam się pracować sama, pisałam dużo w pamiętniku, uczyłam się nowych metod, czytałam dużo książek i artykułów. Co najważniejsze uczyłam się słuchać siebie, tego „wiedzenia” ze środka, czasami robiłam inaczej niż ktoś mi sugerował bo wiedziałam, że to co czuję w sobie nigdy mnie nie okłamie, czasami też sugerowałam się umysłem: bo tak powinnam, bo tak wypada, bo inni tak robią i często te decyzje dla mnie były nietrafione.

Bo tak ciężko jest zaufać… zaufać sobie i temu wołaniu z wnętrza, gdy byliśmy od najmłodszych lat uczeni, że to co czuje nie jest prawdziwe bo mama wie lepiej, bo tata mówi inaczej, bo Pani w szkole to wszystko wie, bo skończyła długie studia… Oni mają swoje doświadczenia, często zbudowane bez kontaktu ze sobą, w większości oparte na wiedzy przyjętej z zewnątrz. Dlatego nauczyłam się walk na argumenty, że jedna osoba w konflikcie czy nawet konwersacji zawsze wygrywa, że żeby doszło do porozumienia musi ktoś zrezygnować z czegoś. Do tej pory pamiętam jak dawno temu słuchałam wykładów John’a Bradshow, gdzie mówił jak sam słyszał „My way or the hallway”. Tak też się czułam w moim życiu, albo ja się dostosuje albo ktoś inny ma się dostosować do mnie.

W tej mgle, gdzie widziałam tylko kilka metrów przed sobą nauczyłam się ufać swojemu prowadzeniu, wewnętrznego kompasowi. Powoli ta mgła zaczęła opadać. Teraz w życiu idę swoją indywidualną ścieżką, gdzie czasami też się potykam i wpadam w dołek. Mijam ścieżki innych i spotykam się z nimi, gdzie następuje wymiana, czasami są to miłe doświadczenia czasami mniej. Czasami te doświadczenia otwierają mnie na wewnętrzny proces, gdzie spotykam się ze sobą w większej świadomości.

Nie bój się, gdy masz wrażenie, że coś z Tobą jest nie tak, że idziesz w zła stronę, że błądzisz. To jest naturalne, gdy uczymy się kontaktu ze sobą w nowej jakości. Z Tobą jest wszystko w porządku, zapytaj siebie czyj to był głos z przeszłości, który mówił bądź sugerował, że jesteś niewystarczający/niewystarczająca. I co najważniejsze ufaj sobie! Bądź ze sobą codziennie chociażby na chwilę! Ta mgła będzie powoli opadała a Ty nauczysz się iść do przodu w zaufaniu do siebie.

Całuję,

Joanna Skalska