Dzisiaj jest taka ogromna mgła w mojej ulubionej części lasu. Przypomniało mi się, że w ten sam sposób czułam się na początku mojego procesu. Ten las znam i wiem, gdzie chcę iść ale w procesie czułam jakbym wkroczyła w ogromną mgłę. Nie wiedziałam co mnie czeka za kilka kroków, czy ogromna przepaść czy może wielka góra, gdzie będę musiała wspiąć się na jej szczyt żeby iść dalej. Nigdy nie wiedziałam co się wydarzy… wiedziałam, że chce żeby te nagromadzone emocje ze mnie wyszły, dlatego tez umawiałam się na kolejne sesje i kolejne i kolejne. Nauczyłam się pracować sama, pisałam dużo w pamiętniku, uczyłam się nowych metod, czytałam dużo książek i artykułów. Co najważniejsze uczyłam się słuchać siebie, tego „wiedzenia” ze środka, czasami robiłam inaczej niż ktoś mi sugerował bo wiedziałam, że to co czuję w sobie nigdy mnie nie okłamie, czasami też sugerowałam się umysłem: bo tak powinnam, bo tak wypada, bo inni tak robią i często te decyzje dla mnie były nietrafione.

Bo tak ciężko jest zaufać… zaufać sobie i temu wołaniu z wnętrza, gdy byliśmy od najmłodszych lat uczeni, że to co czuje nie jest prawdziwe bo mama wie lepiej, bo tata mówi inaczej, bo Pani w szkole to wszystko wie, bo skończyła długie studia… Oni mają swoje doświadczenia, często zbudowane bez kontaktu ze sobą, w większości oparte na wiedzy przyjętej z zewnątrz. Dlatego nauczyłam się walk na argumenty, że jedna osoba w konflikcie czy nawet konwersacji zawsze wygrywa, że żeby doszło do porozumienia musi ktoś zrezygnować z czegoś. Do tej pory pamiętam jak dawno temu słuchałam wykładów John’a Bradshow, gdzie mówił jak sam słyszał „My way or the hallway”. Tak też się czułam w moim życiu, albo ja się dostosuje albo ktoś inny ma się dostosować do mnie.

W tej mgle, gdzie widziałam tylko kilka metrów przed sobą nauczyłam się ufać swojemu prowadzeniu, wewnętrznego kompasowi. Powoli ta mgła zaczęła opadać. Teraz w życiu idę swoją indywidualną ścieżką, gdzie czasami też się potykam i wpadam w dołek. Mijam ścieżki innych i spotykam się z nimi, gdzie następuje wymiana, czasami są to miłe doświadczenia czasami mniej. Czasami te doświadczenia otwierają mnie na wewnętrzny proces, gdzie spotykam się ze sobą w większej świadomości.

Nie bój się, gdy masz wrażenie, że coś z Tobą jest nie tak, że idziesz w zła stronę, że błądzisz. To jest naturalne, gdy uczymy się kontaktu ze sobą w nowej jakości. Z Tobą jest wszystko w porządku, zapytaj siebie czyj to był głos z przeszłości, który mówił bądź sugerował, że jesteś niewystarczający/niewystarczająca. I co najważniejsze ufaj sobie! Bądź ze sobą codziennie chociażby na chwilę! Ta mgła będzie powoli opadała a Ty nauczysz się iść do przodu w zaufaniu do siebie.

Całuję,

Joanna Skalska