Często wracałam pamięcią do gaf, które popełniłam. Teraz wiem, że to obwinianie siebie było z powodu toksycznego wstydu.

Osądzałam siebie jak najgorszy wróg…

A co z sytuacjami, gdzie naprawdę coś zrobiłam niefajnie, zraniłam drugą osobę?

Wracając do tych sytuacji, wracałam do emocji jakie wtedy mi towarzyszyły. To był wulkan złości, strachu, braku bezpieczeństwa. Emocje, których nie umiałam opanować, brały nade mną kontrolę.

Przyglądałam się przekonaniom jakie miałam na temat świata i siebie. Boże jak ja źle o sobie myślałam…

Wierzymy w to co druga osoba o nas mówi, rzadko zatrzymujemy się na pochwałach ale często na tych negatywnych słowach, tym bardziej, że niestety często jest ich więcej…
-że źle robisz,
-że źle myślisz,
-że nie umiesz,
-że niewystarczająco dobra,
-że głupia,
-że brzydka,
-że koleżanka z ławki jest lepsza a ja gorsza,
-że…

I te przekonania brzmią w umyśle i bolą…

A jak osoba, która myśli o sobie, że jest zła, niedobra, itd. że nie ważne co zrobi i jak zrobi i tak spotka się z krytyką, i tak nie zrobi czegoś idealnie, żeby zasłużyć(!)?

Zasłużyć wreszcie na tą akceptacje, szacunek, miłość…

Bo w środku jest wypełniona cała tą krytyką a nie miłymi słowami a za tym idą emocje.

Spójrz na sytuację, gdzie Twoje zachowanie nie było takie jakie byś chciała. Zobacz, czy emocje przejęły nad Tobą kontrolę i w którą stronę były ukierunkowane Twoje myśli. Zobacz w jakiej świadomości był Twój umysł. Wróć do tamtej sytuacji, jakbyś cofnęła się w czasie.
Czy byłaś przepełniona miłością, akceptacją do siebie?
Czy może przekonaniami, które były niszczące?

Co teraz możesz zrobić z tą świadomością, którą masz?
Co wybierasz?

Czy wrócić do siebie, objąć siebie świadomością i miłością.

Zobaczyć przekonanie, które Tobą kierowało, pójść krok dalej, do źródła i zobaczyć miejsce, gdzie ono powstało i jak z Tobą szło przez całe życie i jak podejmowałaś decyzje na jego podstawie… Zastąpić je na nowe sprzyjające Tobie.

Zobacz w sobie Wewnętrzne Dziecko, pozwól na uwolnienie emocji z ciała…
I obejmij świadomością i miłością siebie z tego czasu, gdy powstało to przekonanie i gdy popełniłaś błąd już jako starsza osoba…

Teraz Ty możesz dać sobie tą akceptację, szacunek, poczucie bezpieczeństwa i miłość, tego co tak bardzo było potrzebne.

Masz inny wybór…
Możesz pozostać tu, gdzie jesteś i obwiniać się dalej…

Co wybierasz?

Pozdrawiam ciepło,

Joanna Skalska

Dzisiaj usłyszałam te słowa na sesji i z nimi zostałam na dłużej.

Zdałam sobie sprawę, że teraz często słyszę to zdanie. Inni pokazują mi to co się we mnie zmieniło. Kiedyś z cierpliwością nie miałam nic wspólnego. Wszystko musiało być na już, a jeśli nie było czaił się stres i strach.

Wróciłam pamięcią do wspomnień, gdy ja coś chciałam i gdy ode mnie coś chcieli. Wszystko musiało być na już, na teraz.
Gdy oczekiwano ode mnie coś w domu, np. sprzątania, musiałam to zrobić od razu bo inaczej bura.
Gdy ja coś chciałam i zostało mi obiecane to chciałam to od razu bo inaczej wiedziałam, że nie będzie w ogóle. Bo mama zmieni zdanie. Bo będzie miała inne wydatki. Bo tych bo, było zawsze dużo.

Zakorzenił się we mnie program, który mówił, że jeśli jest pragnienie, oczekiwanie, prośba to chcę to od razu bez czekania bo inaczej moje potrzeby będą nie spełnione a za tym myśl, że nie zasługuję albo w drugą stronę, ja zostanę obarczona winą za niespełnienie oczekiwań innych. Moi pracodawcy byli zachwyceni, bo pracowałam ponad moje siły, żeby tylko nie ponieść kary, w tym przypadku zwolnienia. Sama też w moim procesie chciałam wszystko jak najszybciej i efektowniej co skończyło się miesiącem wegetacji, gdzie nie potrafiłam się spotkać z żadną z emocji.

W pewnym momencie przestałam mówić o moich pragnieniach na głos, bo spotykały się z tekstami typu: ty to byś wszystko chciała, a może do tego gwiazdkę z nieba, skąd ja Ci na to wszystko wezmę pieniędzy itd. Gdy mówiłam na głos co chce osiągnąć a moje małe marzenie nie doszło do skutku czułam ogromny wstyd i zaprzestałam w ogóle marzyć. Bo jak mam marzenie i będę mówiła o nim na głos to inni będą pytać i oczekiwać, że je spełnię, będę czuła ogromny wstyd i porażkę, gdy mi nie wyjdzie. Tak samo, gdy byłam małą dziewczynką i rodzice mi coś obiecali, ja się tym chwaliłam przed rówieśnikami a później czułam wstyd, że jednak to nie doszło do skutku.

Jeszcze 2 lata temu, jak np. gdzieś wyjeżdżałam na długo planowany wyjazd czułam się odcięta od siebie, jakbym nie była w swoim ciele, byłam w totalnym odcięciu od tego co mnie otacza. Pamiętam jak siedziałam w samolocie lecąc do Włoch i mówiłam sama do siebie: „Tak wiem, pamiętam jak nawet przestałam marzyć o wyjeździe na wakacje za granicę ale teraz lecę, teraz tu jestem, zwiedzę Toskanie i Rzym. Jestem.”. „Jestem” to było słowo, które powtarzałam jak mantra. Żeby poczuć, że to co kiedyś nie miało szans zaistnieć, teraz jest i mnie dotyczy, bo moje ciało nie musi się już zamrażać i odcinać od uczuć. Teraz jestem tu i teraz, jestem bezpieczna.

Ta cierpliwość powstała jako jeden z tych małych cudów, które miały miejsce podczas odkrywania siebie. Że jednak cierpliwość jest w mojej naturze. Jak sięgam pamięcią, nie pracowałam nad tym konkretnie tematem a dawałam sobie akceptację, miłość, bezpieczeństwo i poczucie, że moje potrzeby sa ważne i zasługują na to, żeby zostały spełnione. Wracałam do siebie tysiące razy i pokazywałam sobie, że ja teraz mam sprawczość w swoich rękach i mogę tego dokonać. Teraz to co czuję jest ważne i mam na to przestrzeń, tyle przestrzeni ile mi potrzeba.

Jakiś czas temu otworzyłam się na kolejny proces, zdobywam wiele informacji, które testuje ze sobą. Cześć z nich integruje i poszerzają moje widzenie a część odrzucam bo tego nie czuję. I fakt, łatwiej byłoby być już ten krok dalej, z tym rozpoznaniem ale celebruję to dojrzewanie. Żeby można było zjeść dojrzały owoc, on potrzebuje swojego czasu, żeby urosnąć i dojrzeć. Surowe jabłka są twarde i kwaśne a dojrzałe soczyste i słodziudkie. Tak jak teraz wiem i potrafię czekać, żeby jabłko dojrzało, tak też mam świadomość i zaufanie do tego co się pojawia w moim życiu. I fakt czasami chcę przyspieszyć czas i tupię nóżkami z niecierpliwością ale nie mam już tej presji za plecami, która towarzyszyła mi wcześniej.

Pozdrawiam serdecznie z miejsca w którym dzisiaj celebruję tu i teraz. Zatrzymanie w sobie, zatrzymanie w tej pięknej przestrzeni.

Pozdrawiam ciepło,
Joanna Skalska

Podczas mojej terapii wiele razy zadawałam sobie to pytanie po cichu, kilka razy na sesji. Najpierw bardzo nieśmiało, później już coraz głośniej.

W spotkaniach z Klientami słyszę to samo:
-nie chcę, żebyś źle o mnie pomyślała, ale…
-coś ze mną jest nie tak…
-boję się, że ja mam jakąś chorobę psychiczną i nic mi nie pomoże…
-wiesz, normalna osoba pewnie zareagowałaby inaczej…

Jak zaczynamy rozpoznawać schematy plus zaczynamy coś z nimi robić, to nagle przestajemy pasować do różnorakich „ról”, które na sobie nosiliśmy. Żyliśmy dopasowani do innych, do otaczającej nas rzeczywistości a nagle myślimy inaczej. Inaczej niż wszyscy, widzimy programy, schematy, przekonania. Może jest kilka osób w Internecie, które mają podobne przemyślenia, ale nikogo wokół nas. Czujemy się wyalienowani, nierozumiani.

Jak zaczynamy się kontaktować z emocjami po 20, 30, 40, 50 latach życia w wyparciu, to czujemy ich natłok i przytłoczenie. Nagle pojawia się silna złość, która była w wyparciu i mamy ochotę rozwalić pół mieszkania, smutek zalewa, że nie można ogarnąć łez, poczucie odrzucenia wierci dziurę w sercu, strach spłyca oddech. Naprzemiennie.

Jest wir uczuć, są nowe wglądy, umysł podważa działania i nowe przemyślenia. Boi się i za wszelką cenę chce wrócić do starego, przytulnego miejsca komfortu, gdzie wszystko było znajome. Bo to, co jest nowe jest dla niego niebezpieczne, chce nas chronić za wszelką cenę i podsyła straszne scenariusze obwiniając nas o wszystko.

BO NIE BOLI PRAWDA A ODPADANIE ILUZJI.

Tej iluzji, w której żyliśmy wiele lat.

Wiec co ja teraz mogę zrobić?

Spotkać się z tym strachem, który stoi tuż za rogiem.
Zaprosić go i spojrzeć mu prosto w oczy.
Pozwolić mu przepłynąć przez ciało.
Podziękować, że powstał, bo pojawił się kiedyś i z nami został, żeby nam służyć, żeby nas chronić.
Pozwolić mu odejść w akceptacji i zintegrować kolejną część nas, która była w wyparciu.
Umysł działa z przestrzeni lęku a serce z przestrzeni miłości, więc wypełnij tą uwolnioną przestrzeń miłością do siebie przytulając swoje Wewnętrzne Dziecko. Z czasem umysł przyzwyczai się do nowej rzeczywistości i nie będzie działał z przestrzeni ran, traum a zacznie ufać sercu, które jest pełne miłości. Które jest miłością tak samo, jak i my.

Całuję,

Joanna Skalska