Dzisiaj mam poranek refleksji.

Po emigracji z Polski moja zbroja pewnej siebie, silnej Asi rozpadła się, towarzyszył mi ciągły strach…
Mieszkałam w Londynie więc dodatkowo byłam przytłoczona dynamiką miasta…
Bałam się odezwać do obcej osoby, nigdy nie wiedziałam jakim akcentem, słownictwem mnie zaskoczy…
Bałam się krzyczących, przepychających się nastolatków…
Bałam się zatłoczonych miejsc…
Bałam się przechodzić przejściem podziemnym przez ulicę, bez ciągłego oglądania się za siebie, gdzie za nim znajdował się najbliższy supermarket…
Bałam się za każdym razem, gdy jakiś mężczyzna na mnie dłużej spojrzał…
Zaniedbałam mój wygląd zewnętrzny…
Bałam się jak miałam drzwi uchylone na ogródek, że zaraz ktoś wejdzie i coś mi zrobi…
Bałam się otworzyć drzwi, gdy zadzwonił dzwonek…
Moją pierwszą pracą w Londynie była praca w polskiej firmie w administracji, gdzie za wszystko co źle zrobili w fabryce obarczali mnie winą, gdzie dziewczyna przy biurku obok podkładała mi świnie…
Następnie pracowałam dla silnie narcystycznej kobiety, która na początku była miła, chciała mnie poznać, dużo ze mną rozmawiała a później, jak już znała moje słabe punkty to je wykorzystywała przeciwko mnie…
W domu z partnerem ciągle się kłóciłam, ciągle mi coś nie pasowało…
Nie wiedziałam co chce, jak chce a jak pojawiały się jakieś marzenia to wewnętrzny krytyk szybko sprowadzał je do parteru…

Wystraszona, nic nie warta, gruba, głupia idiotka, która nic nie umie i nic nie potrafi.

Przywołując te wspomnienia, przywołałam też emocje.

Czułam się jak w klatce. Zobaczyłam siebie, jak wracałam na pieszo z pracy do domu. Cieszyłam się, że z niej wyszłam bo było ciężko. Nie chciałam iść do domu bo wiedziałam jaka mnie tam spotka atmosfera. Na dworze było zimno i padał deszcz. Stałam przed kawiarnią i bałam się do niej wejść, czułam się przytłoczona przez ludzi… nie miałam miejsca, w które mogłabym iść i czuć się bezpiecznie. Wróciłam teraz do siebie z tamtego czasu i dałam sobie to czego wtedy zabrakło… wsparcia i miłości.

Wracając do historii…


Ponad trzy lata temu rozmawiałam z koleżanką, która dała mi zadanie żeby wypisać 10 rzeczy, za które się kocham. To zadanie wywołało we mnie ogrom poczucia winy i potwierdzenie, że do niczego się nie nadaje i na nic nie zasługuję. Ta osoba była pierwszym światełkiem na mojej drodze. Poleciła mi filmiki na yt odnośnie relacji z Wewnętrznym Dzieckiem. Zobaczyłam nadzieję. Słuchałam, czytałam książki cały czas. Zaczęłam terapię. Myślę, że o tym jak się czułam podczas terapii napiszę oddzielny post bo był to ogromny roller coaster. Czym chce się dzisiaj podzielić to tym, że byłam przy sobie cały czas. Zrezygnowałam z pracy i skupiłam się na sobie. Wykorzystywałam oszczędności i korzystałam ze wsparcia mojego Partnera. Przeprowadziliśmy się z Londynu nad morze, które zawsze potrafi ukoić moje myśli i emocje. Rozmawiałam z moim Wewnętrznym Dzieckiem codziennie, często siebie nie rozumiałam i zdarzały mi się wpadki, wewnętrzny krytyk wygrywał. Towarzyszyły też wyrzuty sumienia, bo widziałam jak raniłam innych. To była bardzo wyboista droga i mimo ogromu wątpliwości szłam dalej. Czułam, że nie ma powrotu do tego co było wcześniej. Zapłaciłam za terapię, kursy, warsztaty, książki dużo pieniędzy ale wiem, że było warto. To była inwestycja we mnie. Wiem, że zrobiłabym tak samo dla ratowania zdrowia fizycznego.

W moim życiu zaczęło pojawiać się coraz więcej chwil w których, czułam się szczęśliwa. Zaczęłam widzieć opcje, które były tuż obok ale byłam na nie zamknięta. Relacje z bliskimi przeszły na całkowicie inny poziom. Zaczęłam rozumieć moją wrażliwość, która też pokazuję się coraz bardziej i bardziej. Znam swoje granice. Potrafię być w tu i teraz, zanurzyć się w chwili. Widzę otaczające mnie piękno i obfitość. Uwielbiam śmiać się spontanicznie, złościć z wnętrza brzucha i płakać do momentu ukojenia. Nie dążę już do „naprawienia” siebie, bo wiem, że wewnętrzny proces nie ma końca. Zawszę mogę zajrzeć w siebie głębiej, ode mnie zależy w jakich okolicznościach i z jakim podejściem to zrobię. Popełniam też błędy, nie uciekam od nich, biorę za nie odpowiedzialność i staram się, nie odwracać się w tych momentach od siebie.

W pewnym momencie zaczęłam szukać mojej drogi zawodowej. Wiedziałam, że kocham dzieci, zawsze okazywałam im ogrom miłości. Z tą myślą zaczęłam tworzyć przestrzeń, gdzie sprzedawałam dziecięce ubranka. Chyba nie muszę mówić, że przy tym też się nieźle namęczyłam… to uczucie ciężkości, gdy tylko myślałam o dokumentach… zaczęłam się poddawać…

Zobaczyłam w Internecie, że jedna z dziewczyn, która przeszła taką drogę co ja zaczęła pracować z innymi. Pojawiła się zazdrość, bo w końcu ja nie pozwalałam sobie nawet o tym myśleć! Zajrzałam w to bardzo głęboko. Otworzyłam się na głęboki proces, w którym zrozumiałam, że ta zazdrość pojawiła się, bo ja chce robić to samo! Podczas medytacji usłyszałam głos mojego serca.

Ja chce pracować z dziećmi! Z Wewnętrznymi Dziećmi!

Poświęciłam ogrom czasu, energii, pieniędzy na zdobywanie wiedzy, doświadczenia i właśnie tę wartość wykorzystuję w dalszym życiu. Rozwijam siebie w tym co kocham robić i tym też się dzielę z innymi. Przynosi mi to ogromną satysfakcję i radość. Cieszę się, gdy osoby w przestrzeni, którą tworzę mają głębokie procesy. Nigdy się tak nie czułam. Zawsze traktowałam pracę jako coś, co trzeba zrobić w przestrzeni od-do, i wrócić do domu, i dopiero wtedy, robić to co się chcę. Teraz wiem, że gdybym poszła gdzieś do pracy, nie miałabym sił na dzielenie się wiedzą, sesje z innymi. Dlatego połączyłam to co kocham robić z energią wymiany. Dlatego jestem tu i teraz i oferuję moje wsparcie innym.

W tym co robię jest moje serce i moja droga życia doprowadziła mnie do tego momentu.

Całuję,

Joanna Skalska

Widzę, jak moje wewnętrzne dziecko krzyczy do całego świata słowo: DOŚĆ!

Jak moja podświadomość krzyczy DOŚĆ w moim ciele, czuję jak budzi się coś nowego! Coś wielkiego, niezwykłego. W tym pięknym astrologicznie czasie gdzie po 7 latach Chiron wyszedł z Ryb i przeszedł do Barana, mojego znaku, znaku wspieranego przez Marsa, energii męskiej, energii działania-ja mam DOŚĆ niedziałania. Ja CZUJĘ jakby wszystkie znaki na ziemi i niebie pokazywały- Aśka zacznij działać, przecież jesteś gotowa! Ja CZUJĘ tę energię, ja CZUJĘ tę wielką moc, ja CZUJĘ te zmiany, ja CZUJĘ jak mocno ewoluuję, jak zmieniam siebie, jak CZUJĘ się gotowa, żeby wyjść w świat i pokazać prawdziwą mnie! Bo ja jestem wspaniała, bo ja jestem niewinna, bo ja jestem czysta! Ja urodziłam się czysta, tak jak każdy z nas, ale urodziłam się w świecie, gdzie, moje naturalne emocje nie były mile widziane, gdzie, gdy jako dziecko je pokazywałam, to spotykałam się z krytyką najbliższych i krzywymi spojrzeniami od obcych na ulicy. Nie było tam przestrzeni na bycie sobą, musiałam się dostosować do tych zasad, które panują w naszej kulturze, gdzie naturalność nie jest mile widziana, a zbyt duża ilość pytań jest męcząca. Ale czy ja mam iść w świat z tymi nagonkami, czując ten wzrok na sobie? O nie! Chodziłam upaprana w tym błocie przez tyle lat i wreszcie mówię, krzyczę DOŚĆ! DOŚĆ wstydzenia się, że jestem taka, jaka jestem, DOŚĆ wstrzymywania siebie, bo co powiedzą inni jak zobaczą, mnie prawdziwą, czym się interesuje i co robię w swoim życiu! DOŚĆ wstrzymywania się o mówieniu, że jestem szczęśliwa, bo moi bliscy nie są szczęśliwi, ukrywania tego i spychania w niewidzianą przestrzeń, żeby tylko ktoś tego nie zauważył! DOŚĆ blokowania siebie, ale przecież ta blokada jest we mnie! Przecież jeśli ktoś mnie kocha i szanuje, nie będzie mi zazdrościł mojego szczęścia, co oczywiście nie oznacza, że będę smutnej osobie krzyczeć o moim szczęściu w twarz, wszystko z przestrzeni poszanowania innych. Mam dość blokowania mojej kreacji, mówienia głośno o tym, co mam i czuję, bo czuję się lojalna wobec osób, które tego nie mają. To jest nasz świadomy wybór, mój pracy ze sobą, pracy z przekonaniami i cieszenia się efektami i innych i ich życiu w miejscu, gdzie znajdują się obecnie. Zaczyna się od decyzji- „Tak, teraz zaczynam działać”. Czy jest łatwo? Nie, nie jest. Czy jest o warto? O TAK!

Ja jestem miłością, ja jestem wsparciem, ja jestem szacunkiem, ja widzę w ludziach dobro, ja widzę w każdym z nas Światło! Wiele razy mój partner powtarzał mi, że ja myślę idealistycznie i ja widzę tylko pozytywy, a nie widzę tego zła na świecie, teraz to rozumiem. Jestem świadoma zła, które jest, ale jestem tutaj na tym świecie, żeby widzieć w ludziach dobro, żeby szerzyć dobro dookoła i przypominać o tym pięknym Świetle, które czasami może być niewidoczne i może się wydawać, że zgasło. Ono jest w nas od momentu narodzin, poczęcia do ostatniego tchu naszego życia.

Całuję,

Joanna Skalska