Zaczęłam procesować emocje, ponieważ moje życie było usiane z wybuchów złości, bądź gdy nie wybuchałam, bo „się kontrolowałam” to zachowywałam się pasywno agresywnie. Czasami byłam wręcz z siebie dumna, że umiałam powiedzieć komuś do wiwatu z uśmiechem na twarzy, bo w kocu nie krzyczałam, tak? Za tymi destrukcyjnymi zachowaniami kryła się niewysłuchana złość, domagająca się uwagi. Ochrona moich granic wiązała się z byciem niemiłą bądź krzykiem, tylko takie sposoby znałam z mojego domu rodzinnego. Byłam tak oddalona od moich emocji, że gdy zaczęłam się z nimi kontaktować i chciałam nazwać to, co czuje, pojawiała się złość, bo nie umiałam stwierdzić czy czuję smutek, złość, rozdrażnienie, odrzucenie… Emocjonalny huragan. To było jak podróż po księżycu. Dużo czasu i energii kosztowało mnie kontaktowanie się z emocjami, których się bałam i rozpoznawanie nowych rejonów, ale fakt jest jeden. OPŁACAŁO SIĘ!

Emocje to dla mnie przede wszystkimi informacje:

  • złość to znaczy, że jest czas na postawienie granic bądź działam wbrew sobie. Może to być nawet działanie nieświadome, np. w sytuacji, gdy zależy nam na kimś i chcemy spełnić oczekiwania drugiej osoby rezygnujemy z rzeczy, które są dla nas ważne, to może być bardzo subtelne i delikatne i czasami wystarczy tylko zakomunikować i zaproponować małą zmianę,
  • smutek, to znaczy, że straciłam coś, co było dla mnie ważne,
  • strach, że jestem w sytuacji zagrożenia, chociaż strach i lęk długo się ze sobą przeplatały w moim życiu,
  • zazdrość, pokazuje nasze marzenia, kiedyś przeze mnie znienawidzona a teraz kłaniam się jej nisko, bo pokazała mi drogę w życiu, którą chcę iść. Nie mówię tutaj o toksycznej zazdrości, bo taką też miałam i zintegrowałam ją już jakiś czas temu, mam na myśli zdrową zazdrość, która nawiguje i pcha do działania, gdy wsłuchałam się w to, co miała mi do powiedzenia i zaczęłam realizować pasję czuję jakbym obudziła się na nowo po długim letargu.

Żadna z naszych emocji nie jest nowa, emocje towarzyszą nam od początku naszego życia i jeśli jesteśmy od nich oddaleni to one domagają się wysłuchania, czasami w dość ekspresyjny sposób. Złość niewysłuchana wybucha, złość stłamszona skutkuje zachowaniami pasywno-agresywnymi. Niewysłuchany, nieutulony smutek prowadzi do stanów depresyjnych a traumy seksualne do ciągłego życia w strachu, poczuciu zagrożenia. Czy kiedyś czuliście, że z pozoru mała sytuacja spowodowała w Was straszny wybuch złości? Wtedy trudno kontrolować słowa i łatwo się rani innych, bo to właśnie te niewysłuchane emocje przejmują nad nami kontrole albo tak tłamsimy ten wybuch, że później pojawiają się ściski w sercu i jesteśmy bez sił, bo całą naszą energię użyliśmy do kontroli tej fali emocji, która się pojawiła.

Ciało jest nośnikiem emocji, ważne jest, żeby się wsłuchać w to, co ma do powiedzenia i podczas procesowania mogą pojawić się nowe odczucia, łatwo jest się tego wystraszyć, ale dajmy sobie przestrzeń na nowe stany, doznania i postarajmy się do nich podchodzić z ciekawością, bez oceniania. To jest bardzo ważne, żebyśmy nie reagowali strachem. W sytuacji, gdy np. procesujemy strach i czujemy ścisk w gardle, czasem może nawet paraliż, zamrożenie to nie pospieszając tego stanu, dajmy temu przestrzeń. To na początku będzie nowe, nieznane, ale wraz z praktyką poznamy swoje ciało i procesy staną się przyjemniejsze, a nie straszne jak to może być na początku. Każdy z nas jest inny i może daną emocję czuć w innej części ciała, to jest naturalne, bo każdy z nas miał inną przeszłość.

Emocje dzielimy na takie, które trzeba wyrzucić, wywalić, wykrzyczeć- np. złość- bądź zintegrować, poczuć i dać tej emocji miejsce w naszym ciele- np. smutek. Tak jak wspominałam wcześniej za emocjami kryją się informacje, bo zintegrowana złość daje przestrzeń do kreacji, a zintegrowana zazdrość pokazuje marzenia. Każdy z nas nosi w sobie emocje, co nie oznacza, że my jesteśmy emocją, bo jeśli ja jestem zdenerwowana, smutna to nie znaczy, że jestem złym człowiekiem bądź smutkiem, ja go odczuwam a nim nie jestem. To są nasze odczucia, a nie nasza tożsamość. Każdy z nas w środku jest dobry tylko często działamy z pozycji niewysłuchanych emocji i zranionego dziecka. Starając się zepchnąć te „złe” emocje na drugi plan to te „dobre” emocje też tam spychamy, nie da się czuć miłości, wdzięczności, radości przy odrzuconym smutku, złości, poczuciu odrzucenia. W naszym ciele jest miejsce na wszystkie emocje i są one potrzebne do prawidłowego funkcjonowania.

Podchodźmy do wszystkiego, co się w nas dzieje z zainteresowaniem, ciekawością, bez oceniania, bez strachu. Nie jesteśmy w stanie naszych emocji przeprocesować umysłem, nasz umysł jest bardzo mądry, ale emocje są osadzone w ciele. Nasz umysł może przyjąć nowe informacje bardzo szybko, w jednej sekundzie czegoś nie umiemy a w kolejnej już tak, ale nasze ciało potrzebuje więcej czasu do przystosowania się do nowego języka, nowej rzeczywistości, którą sami świadomie kreujemy.

A co jeśli pozwolę tym emocją wyjść? Czy wtedy nie zaleję całego świata złością i nie padnę od depresji? Takie pytanie pojawiało się na mojej drodze, gdy zaczęłam się interesować pracą z emocjami. Jak widzicie ciągle tu jestem i do Was piszę, czyli przeżyłam 😊 Miałam sporo momentów, gdy ból, smutek, strach, poczucie odrzucenia, poczucie gorszości, straszne wyrzuty sumienia rozsadzały moje serce, dałam sobie na przeżywanie emocji dużo czasu, tyle ile potrzebowało moje ciało. Dla przykładu ok. 2 miesiące płakałam praktycznie codziennie, aż zaczęłam myśleć, czy na pewno idę w dobrą stronę, teraz już wiem, że tak i że ja potrzebowałam wypłakać ten ból, cierpienie, które było w moim sercu. Nie wyrażałam swoich emocji od maluszka więc potrzebowałam sporo czasu, żeby zaadaptować się do nowej rzeczywistości, w której wybrałam żyć. Rzeczywistości, w której nie jestem niewolnikiem emocji a one są moim sprzymierzeńcem.

Etapy procesowania emocji.

  1. Znaleźć ciche, ustronne miejsce, gdzie będziemy mieli przestrzeń tylko dla siebie i tak długo, jak potrzebujemy.
  2. Czujemy emocje. Przyglądamy się jej i pozwalamy zaistnieć w naszym ciele. Możemy wyobrazić sobie strużkę światła, która przechodzi przez nasze ciało, od góry do dołu, tyle razy ile potrzebujemy. Gdy poczujemy jakąś zmianę, uczucie, nie boimy się tego, zauważmy, że jest, a jeśli nie czujemy zmiany w ciele to też jest okay.
  3. Może pojawić się bariera- dajemy jej przestrzeń. Umysł może też zacząć uciekać w myśli i wtedy z intencją, świadomie je oddalamy, zaważamy, że są, ale nie zatrzymujemy się. Na przykład: myśl- muszę jeszcze zrobić obiad- widzę ją, akceptuje, ale nie idę dalej, czyli nie zatrzymuje się na tym konkretnym obiedzie i nie zastanawiam się co ugotuję i jak. Możemy potraktować je jak reklamy w telewizji, są, mijają i pojawiają się kolejne do momentu wyciszenia.
  4. Kierujemy oddech w miejsce, w którym czujemy ucisk bądź ból. Wyobrażamy sobie, jakby ta emocja była w balonie i staramy się naszym oddechem napompować ten balon, jak balon osiągnie największą objętość to pęknie. Emocja w ciele zintegrowana i możemy poczuć zmęczenie bądź lekkość.

Nasze ciało jest mądre i nie pozwoli nam przyjąć więcej niż jesteśmy w stanie na dany moment przeprocesować więc zaufajmy mu i pozwólmy sobie na doświadczanie. Pamiętajmy, żeby podchodzić to tego z ciekawością, zrozumieniem, zainteresowaniem, co takiego się kryję pod tą emocją, co ona chce mi powiedzieć. Odsuńmy umysł na chwilę i dajmy przestrzeń na kontakt z naszą podświadomością, która jest kluczem do naszego ciała a ciało kompasem dla emocji. Procesujcie emocje tak często, jak czujecie to za stosowne, nie zmuszajcie się do tego, bo wyznacznikiem jest ciało i to ono dyktuje czas. Nie bójcie się zapytać o pomoc, na początku praktyka może wydawać się dość trudna, ale u boku wspierającej osoby możemy bardzo szybko nauczyć się tego procesu. Każde nasze spotkanie ze sobą, z emocjami pozwoli nam rozbudzić to piękne światło, które jest w każdym z nas. Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do kontaktu.


W poniższym nagraniu opowiadam o ecmojach i ich procewaniu. Zachęcam po obejrzenia:

Całuję Was mocno,

Joanna Skalska