Od dziecka jesteśmy programowani na wiedzę, logiczne myślenie, analizę. Jak byłam mała, często słyszałam: „myśl o tym, co mówisz”, „zastanów się, zanim coś powiesz” jak wypowiadałam jakieś moje opinie, prawdy na temat otaczającego mnie świata, które były niewygodne dla dorosłych. Bez filtrów, których na tamten moment jeszcze nie znałam. Oni byli nauczeni je ignorować, pomijać, żeby np. nikogo nie urazić, być zawsze miłym i uśmiechniętym, nie narażać się nikomu swoją opinią.

A dzieci? Dzieci, jakie są? Prawdziwe!

Mówią to, co myślą bez filtrów nałożonych przez świat patriarchalny. Wypowiadają słowa prosto z serca, które nie są filtrowane. Dziecko jak widzi pięknego motyla, to się zachwyci całym swoim ciałem, a jak widzi coś brzydkiego nazwie to wprost, a nie opowie wymijająco, delikatnie, bez nazywania stanu rzeczy albo pominie wypowiedź. Dziecko mówi z serca. Prosto i wyraźnie.

Do około 5, 6 roku życia dzieci działają na innych falach mózgowych, gdzie nie jest jeszcze wykształcony umysł analityczny, logiczny, wtedy też przyswajamy przekonania otaczających nas osób. Umysł analityczny kształtuję się do około 12, 13 roku życia. W tym czasie, często też kierowane są do nas słowa: nie rób tak, nie myśl tak, takie myślenie jest dobre a takie nie, jak możesz tego jeszcze nie wiedzieć? Moje dzieciństwo było usłane z tego typu wypowiedzi, czy to w szkole, czy w domu, a Twoje? Uczymy się nie usłuchać tego głosu serca, intuicji, który jest w środku, bo uznanie przychodziło wtedy, gdy wypowiedzi były przefiltrowane. W szkole też najważniejsze jest myślenie odtwórcze, im więcej się uczysz, im więcej wiesz, tym lepsze dostaniesz oceny. W mojej tak było, jedyny przedmiot, gdzie mogła zaszaleć wyobraźnia to była plastyka, ale to też do pewnego momentu, ponieważ w późniejszych klasach weszła wiedza na temat malarzy, dzieł itd.

Wszystko sprowadza się do umysłu, więc gdy w procesie odnajdywania siebie mamy zacząć znowu słuchać swojego serca to umysł to neguje. Umysł jest nastawiony na ochronę, chroni przed tym, co nie jest znane. On nie wie, że tylko słuchając głosu swojego serca, działając w zgodzie ze sobą, możemy być szczęśliwi. Umysł myśli, że jak zdobędę super auto, pojadę na mega wakacje, kupię nieziemską sukienkę ,to wtedy będę szczęśliwa. Pojawia się szczęście na jakiś czas, ale za tym też pojawiają się kolejne rzeczy do spełniania, bo szczęście jest warunkowe i czasowe. Gdy działam w zgodzie z sercem, z głębi serca, czy to jest spacer po bułki, czy sprzątanie, czy wyjazd na wakacje to czuję zadowolenie cały czas.

Ale jak zacząć słuchać intuicji, serca, głosu mojej duszy?

Jest to proces, gdzie uczymy umysł, że jest bezpieczny, że nie grozi nam niebezpieczeństwo, porażka, gdy działamy w zgodzie z tym wewnętrznym głosem. Jak to wygląda u mnie w praktyce? Szkic do tego tekstu napisałam w tamtym tygodniu, miałam zamiar, żeby wypuścić go jak najszybciej. Po napisaniu przyszedł impuls, żeby pójść na spacer. Tak też zrobiłam. Wróciłam do domu, zabrałam się za obiad i dni mijały. Dzisiaj rano zaczęłam oglądać świetne nagranie, gdzie słuchałam o umyśle i przypominały mi się wypisane wcześniej zagadnienia. Poszukałam je, wzięłam się za pisanie i słowa same się układają. Akapit za akapitem. Z pozycji umysłu jest to nielogiczne, bo skoro stworzyłam szkic, powinnam od razu usiąść i napisać wersję, z którą mogę wyjść, a nie zajmować się innymi sprawami, np. pójść na grzyby i później je czyścić przez 2 dni. Swoją drogą spotkała nas taka obfitość, że mieliśmy całą wannę grzybów, które teraz powolutku suszę 😊 Wiem też, że jeśli usiądziesz i wykonasz sugestię, które Ci tutaj proponuje to będzie się to wiązało z poszerzeniem punktu widzenia. Tak samo, gdy ja robiłam taką pracę prowadzoną w podobnym procesie.

Tak jak wspominałam wcześniej, umysł nas chroni przed tym, co nie jest znane, co uznaje, że jest niebezpieczne. Kiedyś pod nagonkami otoczenia podświadomość uznała, że właśnie słuchanie serca nie jest dla nas dobre, dlatego została wyeliminowana. Kontaktując się z tym lękiem przed słuchaniem intuicji, pojawiają się różne scenariusze. U mnie np. było to, że bałam się, że ktoś mi zarzuci, że działam nielogicznie. Wystarczy, że usiądziesz z kartką papieru i zadasz sobie pytanie, co to za lęk? Przed czym się boję? Mogą wypłynąć przekonania, o których nawet nie wiedziałaś, że masz albo nie zdawałaś sobie sprawy z tego, że są powiązane z tym tematem.

Skoro w sercu mamy prawdę, autentyczność, intuicję to warto też zadać sobie sprawę, czym jest dla Ciebie prawda? Z czym Ci się kojarzy? Jakie usłyszałaś zdania na ten temat, w jakie przekonania uwierzyłaś. Ja często słyszałam, że prawda w oczy kole, ale też, że prawda prowadzi do uwolnienia. Zauważ, jaka jest to sprzeczna informacja, która we mnie była. Z jednej strony bałam się poznać prawdę, a jednak podświadomie w cierpieniach (bo w oczy kole) dążyłam do uwolnienia. Czyli sama sobie torowałam drogę cierpienia do prawdy, a co jeśli w dzieciństwie rodzice zapoznaliby mnie z przekonaniem, że prawda jest lekka, miła i przyjemna a podążanie w zgodzie z nią jest najprzyjemniejsze na świecie. Gdy przyjęłam to przekonanie za moje, dużo łatwiej było mi skontaktować się z moim sercem i zobaczyć to, co jest w środku. Nie stało to też się z dnia na dzień.

A co musi się wydarzyć, żeby zobaczyć i podążać za tą prawdą płynącą z serca? Trzeba nauczyć się ufać sobie. Tej wiedzy, uczuciom, które są w nas. Tak jak wspominałam, jesteśmy uczeni od dziecka logicznego myślenia w określony sposób, a często głos naszej duszy, nie jest logiczny w znanych nam ramach. Często mam ogromne efekty właśnie działając w sposób nielogiczny. Bo jak to wpływa na rozwijanie mojego bloga, że pójdę na grzyby? Ano tak, że zaufałam sobie, zrobiłam to, co bardzo chciałam, co zaowocowało ogromną obfitością i w grzybach i słowach. Logiczne? Nie bardzo 😊A jak jest u Ciebie? Jakie masz przekonania na temat zaufania?

Gdy pojawia się chęć zrobienia czegoś, ale w rolę wchodzi umysł i racjonalizuje, to wtedy czujemy taki wewnętrzny rozjazd. Przypomnij sobie, jak bardzo chciałaś coś zrobić, pojawiła się logika, że nie, że jeszcze nie czas, że jeszcze nie jestem gotowa, że jeszcze muszę się dużo dowiedzieć, to obejrzeć, to przeczytać i dopiero będę mogła zrobić to, co chcę zrobić, że jak nie wyjdzie, to będzie klęska i tyle spraw może pójść nie po myśli. Gdy już przeczytamy i obejrzymy to, co chcieliśmy pojawiają się kolejne rzeczy, które powinniśmy przyswoić. To uczucie, że nie czuję się jeszcze gotowa, może się nigdy nie skończyć choć serce krzyczy inaczej. Takie właśnie mam odczucia odnośnie do warsztatu, który chodzi mi po głowie od 2 tygodni, ale ciągle go odwlekam. Dzisiaj postanowiłam, że na pewno go zrobię po powrocie z wakacji, czyli pod koniec września. Wiem, że na dany moment będzie najlepszy, jaki może być i przyniesie transformacje mi i innym.

Każdy z nas przeszedł swoją indywidualną drogę, dzieciństwo i ma inny zestaw przekonań. Każdy z nas pomimo tego, że odczuwa te same uczucia, czuje je inaczej. Dlatego warto ufać sobie i temu, co się w nas pojawia. Nie jesteśmy w stanie, być szczęśliwym robiąc to samo co inni, co np. nasz autorytet o ile to nie wypływa z serca. Bo ten wewnętrzny kompas jest najważniejszy, to właśnie uczucia, które mamy mówią nam, czy jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi robiąc coś, spotykając się z kimś. A czy czujemy się ciężko i pojawia się myśl: „o coś tu jest nie tak”. Słuchając siebie, mamy to wewnętrzne prowadzenie, gdy je tracimy, wchodzi umysł z analizą: „To jest nie tak, tamto nie tak, to może nie wyjść, a tamto nie ma sensu”. Od nas zależy czy posłuchamy tego głosu umysłu, czy też skierujemy uwagę do serca i będziemy działać mimo lęku i może na początku też niezrozumienia dla tego, co się dzieje. Tak jak wspominałam, to nie jest proces kilkugodzinny, uczymy się na nowo zaufania do siebie. Pokazujemy naszemu Wewnętrznemu Dziecku, że może nam ufać, że jego głos jest ważny. Zapraszam do zaczęcia praktyki od małych rzeczy, czy to będzie spontaniczna drzemka w ciągu dnia, czy też zakup ubrania w całkowicie innym stylu.

Jak zmieni się Twoje życie, gdy w pełni zaufasz sobie?

Całuję,

Joanna Skalska

Kiedyś postrzegałam energię jako kolorowe obłoczki wokół ludzi wdziane przez wybranych, nadprzyrodzone zjawisko, wymyślone, mało realne. Kojarzyłam ją z medium, które potrafi wszystko o Tobie się dowiedzieć poprzez dotyk bądź głębokie spojrzenie w oczy, wrażenie wykreowane na podstawie filmów, książek, które podążało za mną w życie dorosłe.


Na jednej sesji z Frankiem Bock, gdy powiedziałam mu, że z moim partnerem przechodzimy przez trudny czas zapytał mnie, jaką energią go darzę? Nie wiedziałam co powiedzieć więc poprosił mnie, żebym zaczęła opowiadać o mojej relacji. Fakt był taki, że w relacji romantycznej widziałam tylko jego, najważniejsze dla mnie było to, żeby on mnie widział, kochał, ja dawałam wszystko, żeby choć trochę tej miłości otrzymać. Również na innych płaszczyznach mojego życia uwagę koncentrowałam na otaczające mnie osoby, tych, którzy w pewien sposób mi imponowali, jak oni mnie postrzegają, co o mnie myślą, czy mnie lubią, co ja mam zrobić i czym sobie zasłużyć, żeby to dostać. Nie było tam miejsca na mnie, wtedy nie zadawałam sobie pytań, czy ja kogoś lubię, czy ja chcę poświęcić mój czas i moją uwagę, byłam ciągle gotowa, by choć trochę tej uwagi dostać. Mała chwila z sesji a pozwoliła mi zmienić całkowicie postrzeganie, pamiętam, że pozostałam w tym zdumieniu przez kilka dni i obserwowałam siebie, moje zachowania.

Rozdawałam moją siłę, uwagę, energię w usłudze innym i nic nie zostawało dla mnie, wraz z moją wiedzą i rozwojem zrozumiałam jakie schematy odgrywałam i zaczęłam je procesować. Moje życie zaczęło się zmieniać, małymi kroczkami szłam do przodu, starałam się znaleźć każdego dnia chwilę na to, by poświęcić czas dla siebie, swojej przyjemności, czy to był samotny spacer, wyjście na siłownie czy nawet po mleko, ale wykonane z przyjemnością i w zgodzie ze mną. Polubiłam spędzać czas sama, to było dla mnie ogromne odkrycie, bo do tamtej pory zawsze próbowałam wypełnić moją pustkę innymi.


Koncentracja na to, co komu daje, jak się dzielę moją energią ogromnie zmieniła moje życie, nie staram się już nikogo „nakłonić” moim zachowaniem, żeby mi coś dał, wiem, że ja mogę sobie to dać i jakkolwiek bym się nie starała osiągnąć coś od drugiej osoby to ona po prostu nie będzie i tak, i tak w stanie mi tego zapewnić. Jestem jedyną osobą, która może spotkać się z moimi potrzebami. W moim małym, dużym świecie to ja jestem dla siebie najważniejsza, bo nikt inny za mnie mojego życia nie przeżyje. Tak samo, jak nikt nie przeżyje Twojego życia za Ciebie. Taki zdrowy egocentryzm, życie w poszanowaniu granic swoich i innych.


Krótki wpis o moim postrzeganiu energii na początku mojej drogi, mam nadzieję, że i Ciebie zainspiruje, żeby przyjrzeć się ile dajesz innym i na ile to jest zgodne z Tobą.

Miłego dnia Kochani!
Jeśli jesteście zainteresowani pracą ze mną zapraszam do napisania na mój e-mail bądź fb fanpage.

Joanna Skalska. Obudź w sobie Wewnętrzne Światło.
twojewewnetrzneswiatlo@gmail.com

Pozdrawiam,
Joanna Skalska.