Jestem całością a we mnie są dwie energie. Męska i kobieca. Kiedyś nie miałam o tym pojęcia i myślałam, że jestem super kobieca, a tak naprawdę byłam kobietą w energii męskiej.


Działanie, nastawienie na cel, rywalizacja, siła, odwaga, ciekawość i zdobywanie są to działania męskie. W moim życiu musiałam ciągle czuć kontrolę, nad wszystkim. Tutaj naprawdę mam na myśli wszystkim. Jeśli jej nie czułam, to miałam wrażenie, że grunt mi się wali pod nogami. W pracy nastawiona na cel, wyniki, w domu wszystko pięknie zorganizowane począwszy od gumek do włosów i skończywszy na ważnych dokumentach. Organizowanie każdej minuty, pamiętam, jak przeprowadziłam się do Londynu i miałam jechać pierwszy dzień do nowej pracy. Zdecydowałam się, że pojadę autobusem i wzięłam pod uwagę wszystkie możliwości co może wyjść nie tak. Tak bardzo chciałam pokazać się na czas, zwarta i gotowa na pierwszy dzień w pracy, że w efekcie musiałam się bujać prawie godzinę w parku, bo byłam tak bardzo za wcześnie 😊 Od mojego partnera oczekiwałam, że będzie mnie adorował w sposób, jaki ja chce, jak tego nie robił był foch. Jak widziałam znajomych, którzy coś robili i zostawiali przestrzeń, na to by się część spraw wykreowała sama, podczas robienia to mnie zalewała panika wraz z atakami gorąca. Sama nie dawałam sobie przestrzeni na bycie więc mnie przytłaczało, gdy to widziałam u innych. Im bardziej chciałam pozwolić sobie na luz i go wykreować tym bardziej mi to nie wychodziło i złościło jak mieli to inni.


Na mojej drodze rozwoju zaufanie mojej intuicji, puszczenie kontroli było najtrudniejsze. Miałam wrażenie, że jeśli puszczę kontrolę to spadnę, przepadnę, zniknę. Nie będzie mnie, jakby to było całe moje JA. Intuicja, kreacja, przyjmowanie, radość, lekkość, płynność, delikatność, miłość to cechy kobiece, energii kobiecej. Na początku pozwalałam sobie na doświadczanie tej energii w kontrolowanych momentach, np. podczas kąpieli. Kiedyś- włosy-ciach, twarz- ciach, piling ciała- ciach, taki olejek, bo coś a taka sól, bo coś tam, głowa wybierała. Wraz z czasem zaczęłam bardziej doświadczać. W książce „Obudźcie Tygrysa” Levine jest ćwiczenie, żeby polewać każdą część ciała wodą i się z nią witać. Oczywiście z mojego męskiego punktu widzenia była to strata czasu i wody 😊, ale mimo to zaczęłam to robić. Powoli, jak czułam. Później zastąpiłam wodę pilingiem, każda część ciała, po kolei tak jak miałam ochotę, tak jak czułam i na ile czułam, takim zapachem, na jaki miałam w danej chwili wizję. Moja kobiecość zaczęła powoli się rodzić pod prysznicem, bo na początku tylko tam pozwalałam sobie na luz. Zaczęłam interesować się moją miesiączką, zgłębiać informacje nie od strony fizycznej, ale mentalnej. To wszystko było niesamowite- spojrzenie na miesiączkę jako miesięczny rytuał, a nie jako tą spowalniającą, bolącą zaporę. Spojrzenie na seks jako na płonącą przyjemność, oddanie się chwili, gdzie sytuacja rozwija się z sekundy na sekundę i zmienia swoją płynność w każdy możliwy sposób, otwarcie się na to. Spojrzenie na siebie, gdzie najważniejsze jest wołanie serca, ze środka bez myśli „a co powiedzą inni”. Wsłuchanie się w siebie i powoli odkrywanie warstwa po warstwie coraz głebiej do płynności, miłości, spontanicznego śmiechu, delikatności, lekkości i przyjmowania tego co świat ma do zaoferowania.

Nie przeszłam od zdyscyplinowanego żołnierza do hasającej rusałki na łące w jeden dzień, to jest proces. Nie czuję się też jak ta rusałka w całym moim dniu, bo jest czas i na nią i na mojego żołnierza. Połączenie tych dwóch energii w indywidualny dla mnie sposób jest kluczowy. Żeby żołnierz mógł działać i wprowadzać w życie to najpierw rusałka musi zacząć szeptać mu do ucha. Żeby rusałka mogła szeptać cokolwiek, najpierw musi spotkać się z kreacją, delikatnością, kruchością, płynnością w sobie. Ta piękna przestrzeń w której „myślenie jest objawem kreacji” jest moją ulubioną częścią w życiu. Mój żołnierz jest obecny, gdy wstaje o wyznaczonej godzinie i ściele łóżko, ale to rusałka układa poduszki w sposób artystyczny. Żołnierz ułożył wygląd strony, a rusałka dała treść. Żołnierz układa grafik, kiedy i o której spotykam się z moimi klientami, a rusałka kieruje się intuicją w procesach. Żołnierz i rusałka są we mnie i daje im przestrzeń na wspólne dopełnianie się nawzajem. Jak Yin i Yang. Według mnie bez jednego nie ma drugiego.

Całuję,

Joanna Skalska