Zapraszam, żeby skierować uwagę do siebie, do ciała. Zatrzymać się na chwilę, wziąć kilka oddechów do przepony, w głąb brzucha i zapytać się siebie.

Jak dzisiaj czuje się moje ciało?
Ciało, bez którego nie byłoby mnie tutaj…

Zwróć uwagę na Twoje OCZY, czy patrzą z zaufaniem, czy może spoglądają groźnie? Czy czujesz napięcie wokół oczu, masz problemy z rozpłakaniem się, bóle z tyłu głowy?

W dzieciństwie przeglądamy się w oczach matki, gdy matka patrzy z miłością i możemy się w jej oczach „przejrzeć” uczymy się zaufania do życia. Ale, gdy jej oczy są nieobecne, bądź czasami wrogie rodzi się w nas uczucie lęku, niepewności, braku bezpieczeństwa.

Polecam patrzeć na siebie w lusterku, najczulej jak tylko potrafisz ze słowami miłości, o ile jest na to gotowość.

Zachęcam Cię teraz, żeby zwrócić uwagę na ŻUCHWĘ. Czy jest ona luźna, czy może zaciśnięta? Czy zgrzytasz zębami, bolą Cię zęby z niewiadomych przyczyn, obgryzasz paznokcie, ołówki, długopisy? Ja jak jestem zdenerwowana, to od razu czuję zaciśniętą szczękę.

Zaraz po urodzeniu, pierwszy objaw sięgania mamy poprzez usta, gdzie uczymy się ssać. Uczymy się wtedy gotowości na przyjmowanie. Zatrzymanie w taśmie oralnej jest związane też z „połykaniem” uczuć, np. złości, gdzie nie mogliśmy powiedzieć tego, co czuliśmy.

Moim ulubionym ćwiczeniem jest wyrzucanie języka z dźwiękiem, a gdy procesuję złość gryzienie ręcznika. Polecam 🙂

Przechodząc niżej, zwróć uwagę na KARK, czy chowasz głowę w ramiona w sytuacji przerażenia? Czy oddzielasz głowę od całego ciała, w strachu przed uczuciami? Czy może patrzysz na ciało, jakby nie było Twoje?

Chronimy kark w sytuacji strachu, gdy coś może nam się stać, jednocześnie też w uczuciu złości, że nam się to przytrafia. Emocje są zbyt duże i przytłaczające. Możemy patrzeć na nasze ciało w całkowitym odcięciu. Nosić uniesienia głowę jakby te emocje, uczucia mnie nie dotyczyły albo wycofujemy głowę, usztywniamy kark pokazując światu, że nie pozwolę się złamać.

Moją praktyką jest dotykanie czule głowy, mycie włosów z delikatnym masażem. Rewelacyjne jest też uziemienie głowy, gdzie jedną rękę trzymamy na czole a drugą u podstawy czaszki.

Czas teraz spojrzeć na klatkę piersiową i SERDUSZKO. Zobacz czy możesz oddychać swobodnie, czy czujesz czasami kołatanie serca, ciężar na plecach, bóle w klatce piersiowej?

Kiedy czujemy miłość w zaufaniu do tego, co się pojawia nasza klatka piersiowa jest miękka i elastyczna. Na podstawie doświadczeń zranień, gdzie poczuliśmy jakby ktoś nam „wbił nóż w plecy bądź serce”, klatkę piersiową albo obudowaliśmy, albo obkurczyliśmy.

Ja z moim partnerem praktykujemy powolne zbliżanie ręki do serca na taką odległość, jaką druga osoba ma przestrzeń. Jest to fajnie ćwiczenie, gdzie ćwiczymy swoje granice i zaufanie, ale tutaj jest bardzo ważne opłakanie ran i wyrażenie złości i od tego sugeruję zacząć.

Czy oddychasz na co dzień swoją PRZEPONĄ? Czy czujesz się swobodnie oddychając przez przeponę, czy może czujesz ucisk, skurcz, pięść w żołądku, zaciśnięcie?

Przepona jest mocno powiązana z szyją, barkami, podstawą czaszki. W doświadczeniach stresu, strachu przepona dostaje informacje, żeby się skurczyć i ochronić. W sytuacjach napięć nasze ciało reaguje też spłyceniem oddechu co ma bezpośredni wpływ na przeponę, w ten sposób ciało chroni nas przed zalaniem uczuć, które są zbyt przytłaczające.

Ja stosuję świadome oddychanie do przepony, pozwalając jej się wypełnić powietrzem. Kiedyś przy tej praktyce towarzyszył mi dyskomfort, ale wraz z obserwacją i ćwiczeniami z całym ciałem, ten ruch jest teraz swobodny i przyjemny.

Mój faworyt- MIEDNICA. Zapraszam Cię, żeby zobaczyć jak ułożona jest Twoja miednica, czy biodra skierowane są w przód a może tył. Czy masz częste bóle dolnych pleców, nabrzmiałe nogi, bolesne miesiączki, uczucie nóg z waty, hemoroidy?

Z miednicą powiązane są mocno nogi i stopy, które lubią ruchliwość a ilu z nas było zawijane w becik? Tutaj wyżną rolę odgrywa czas, kiedy rodzice nas pionizowali, uczyli siadać na nocniku, jak podchodzili do naszych kup. Ważnym czasem jest też etap genitalny i seksualny dla dziecka, gdzie często rodzice poprzez wypartą własną seksualność nie potrafią wesprzeć dziecko w tym ważnym okresie.

W moich ćwiczeniach najwięcej czasu spędzam nad ćwiczeniami mięśni okolic miednicy. Rozciągam mięśnie przywodzicieli, pracuję nad otwarciem stawu biodrowego, ćwiczę TRE i wypycham miednicę do przodu. Bardzo polecam.

Odczuwamy świat trzema częściami naszego ciała:
1) głową,
2) sercem,
3) miednicą.

Jest to bardzo ważne, żeby swobodna energia, emocje przepływały przez nasze całe ciało. Przy zablokowanej miednicy i sercu, gdzie pozostajemy w głowie mamy wizję świata przeskanowaną przez nasz umysł. A umysł działa z pozycji strachu, z pozycji traum, gdzie może być mało miejsca na miłość i zaufanie. Dlatego tak istotne jest zwrócenie się do ciała, uwolnienie traum i odczuwanie go, z tymi wszystkim, co nam niesie.

W miłości czasami zdarzają się sytuacje, gdzie kochamy romantycznie drugą osobę, ale robimy to albo z pozycji miednicy- gdzie jest seks, a nie podąża za tym serce i rozum, albo z pozycji głowy- gdzie jest miłość, ale nie ma seksu. Jest albo, albo. Dlatego zwracając sobie czucie w całym ciele, gdzie ciało jest rozluźnione i jest naturalny przepływ wtedy mamy dostęp do wszystkich części.

Podczas pracy z każdą taśmą z osobna wpływamy na całe nasze ciało, zwracając sobie czucie, oddajmy sobie przepływ, naturalność i pełne połączenie ze sobą.

Czasami mogą to być bardzo intensywne doznania, gdzie traumy się otwierają pojawiają się przejściowe objawy psychosomatyczne, dlatego warto zadbać o wsparcie. To jest bardzo indywidualne, ja tego wsparcia potrzebowałam.

Ponad rok temu, gdy intensywnie pracowałam nad traumą seksualną, budziło mnie trzęsienie w środku nocy. Gdy ja smacznie spałam, moje ciało uwalniało. Kilka nocy z rzędu wstawałam i stosowałam TRE, pomagałam swojemu ciału, wspierałam je. To jest proces, ciało dyktuje czas, TRE i ćwiczenia Lowenowskie stosuję już długo, stosunkowo od niedawna, kilka miesięcy temu, przyszła do mnie joga i dodatkowe rozciąganie.

Tak jak wspominałam, ciało dyktuje czas, a ja mam wybór czy wysłucham jego potrzeb i zacznę je spełniać. Czy wstawię się i znajdę chociaż 15 minut dziennie na ćwiczenia, czy znowu będę miała coś „ważniejszego” do zrobienia.

Mam nadzieję, że krótkie opisy zaproszą Cię do tego, żeby zwrócić uwagę na to, co się pojawia u Ciebie.

Pozdrawiam serdecznie ❤

Joanna Skalska

Zdjęcie: pinterest

Jestem złością,
Jestem nienawiścią,
Jestem zazdrością,
Jestem strachem,
Jestem frustracją,
Jestem melancholią,
Jestem niepokojem,
Jestem wstydem,
Jestem pogardą,
Jestem załamaniem,
Jestem rozczarowaniem,
Jestem nieufnością,
Jestem szałem,

Jestem miłością,
Jestem czułością,
Jestem spokojem,
Jestem rozbawieniem,
Jestem akceptacją,
Jestem kompetencją,
Jestem zaciekawieniem,
Jestem zachwytem,
Jestem bezpieczeństwem,
Jestem wielkodusznością,
Jestem empatią,
Jestem nadzieją,
Jestem radością,
Jestem namiętnością,
Jestem dumą,
Jestem przyjemnością,

Jestem czy nie jestem?
Jestem czy czuję?

A to, że tym nie jestem a czuję to znaczy, że kim jestem?

Jestem osobą, w której przestrzeni pojawiają się wszystkie emocje.
Mam wybór albo utożsamię się z emocjami, które się we mnie pojawiają albo stanę się narracją umysłu albo będę w akceptacji do tego co się pojawia ze świadomością, że tym nie jestem.

Większość moje życia myślałam, że jestem zła, niedobra, a czy to była prawda? Nie.
Czy jest prawdą, że jestem tylko dobra i wspaniała? Nie.

Odczuwam wszystkie emocje i te „dobre i niedobre” ale nie znaczy, że nimi jestem.

Traumy zasłaniają nam sposób patrzenia na rzeczywistość. W interpretacji do naszej historii utożsamiamy się z pewnymi częściami bardziej a z innymi mniej. Możemy się z nimi spotkać, przepuścić je przez ciało i pozwolić odpaść iluzji.

A co jakby mieć akceptację do wszystkiego?
Do każdej części mnie?
Tej miłej, przyjemniej, którą znajduje poklask u innych.
Ale też tej mrocznej, zabójczej, na którą społeczeństwo nie lubi patrzeć.

Jak jesteśmy w przestrzeni akceptacji dla siebie, mamy automatycznie więcej przestrzeni dla innych.

Ja po roku wróciłam do napisania listu do mamy i zaakceptowałam tą część z którą się utożsamiłam. Nawet nie wiedziałam, że ona tam ciągle jest… ale była i już wiem, że nią nie jestem😁

Ponad rok temu poszłam nad morze, zachęcona książką „Toksyczni Rodzice” Susan Forward spalić list. Nasz umysł uwielbia rytuały. Myślałam a co mi tam, spróbuje, pewnie mi nie zaszkodzi a co jeśli pomoże?

Dzisiaj wróciłam w to samo miejsce znając moc intencji i spaliłam z intencją oczyszczenia się z narracji umysłu, tych które uwierzyłam, że są częścią mnie i które przejęłam ze słów mamy.

Nad morzem.
Morze ma przestrzeń na wszystko, nie przywiązuje się do pogody ale robi się cieplejsze, gdy jest więcej słońca i zimniejsze w zimę. Czy ono nad tym ubolewa? Nie…
Po prostu jest.

Pozdrawiam serdecznie ❤

Ponad rok temu zobaczyłam tęczę w medytacji. Usłyszałam też wtedy, że czuję mocno boginię tęczy. Kiedyś jak jechałam z siostrą samochodem to była tuż przed nami i prowadziła nas kilka chwil do przodu. Innym razem, gdy wracałam z Partnerem do domu zaczynała się tuż za naszym autem. Często zachwyca swoją obecnością w riwierze.

Dzisiaj, gdy powróciła do mnie pewna sytuacja sprzed kilku miesięcy usiadłam do pamiętnika i zaczęłam znów ją opisywać, aż nagle przyszedł impuls. Aśka idź na spacer. Poszłam i zobaczyłam malutką tęczę, na chwilę, ale to wystarczyło, żeby przypomnieć.

Tak jak tęcza ma swoje piękne kolory tak i my mamy w sobie wielokolorowe emocje. Z jednego brzegu wygląda tak, z innego inaczej plus ciągle jest w ruchu. Raz jest bardziej wyrazista, raz mniej, czasami zostanie na bardzo długo aż w końcu się rozpłynie i pozostanie po niej wspomnienie.

Można też ją przyrównać do relacji i spojrzeć na to co się pojawia przy każdym człowieku i zobaczyć jej unikatowość. Widzę jak niektóre osoby pojawiają się w moim życiu z wyraźnym kolorem fioletowym i są moimi „przewodnikami” duchowymi, od których się dużo uczę. Inni natomiast przychodzą z wyraźnym żółtym, gdzie jest ogrom radości, z zielonym spokojem albo z czerwoną miłością. Nie jest to jednak płaskie i pod zielenią też może kryć się smutek a pod czerwienią złość, a pod fioletem żal. W wirze uczuć i emocji, gdzie każda z nich jest ważna i potrzebna.

Warto spojrzeć z boku na to co się pojawia i zobaczyć, co ja tutaj mam do zobaczenia. Co te kolory mi mówią odnośnie przeszłości albo teraźniejszości, gdzie w moim kierunku były konfrontujące zachowania i gdzie może ja działam podświadomie, z przestrzeni, której wcześniej nie widziałam.

Stawić się w pełni do zobaczenia tego cudownego kolorytu życia i wziąć to co na ten moment jesteśmy gotowi. Przyjrzeć się relacjom, które mieliśmy i które mamy. Co dajemy i co otrzymujemy, jak się w nich czujemy. Czy swobodnie, czy może nie do końca i co mogę w tej sytuacji zrobić. Podziękujmy za każdą naukę płynącą z tego doświadczenia. Bez niego nie bylibyśmy tu i teraz z tą świadomością.

Całuję,

Joanna Skalska

Podczas mojej terapii wiele razy zadawałam sobie to pytanie po cichu, kilka razy na sesji. Najpierw bardzo nieśmiało, później już coraz głośniej.

W spotkaniach z Klientami słyszę to samo:
-nie chcę, żebyś źle o mnie pomyślała, ale…
-coś ze mną jest nie tak…
-boję się, że ja mam jakąś chorobę psychiczną i nic mi nie pomoże…
-wiesz, normalna osoba pewnie zareagowałaby inaczej…

Jak zaczynamy rozpoznawać schematy plus zaczynamy coś z nimi robić, to nagle przestajemy pasować do różnorakich „ról”, które na sobie nosiliśmy. Żyliśmy dopasowani do innych, do otaczającej nas rzeczywistości a nagle myślimy inaczej. Inaczej niż wszyscy, widzimy programy, schematy, przekonania. Może jest kilka osób w Internecie, które mają podobne przemyślenia, ale nikogo wokół nas. Czujemy się wyalienowani, nierozumiani.

Jak zaczynamy się kontaktować z emocjami po 20, 30, 40, 50 latach życia w wyparciu, to czujemy ich natłok i przytłoczenie. Nagle pojawia się silna złość, która była w wyparciu i mamy ochotę rozwalić pół mieszkania, smutek zalewa, że nie można ogarnąć łez, poczucie odrzucenia wierci dziurę w sercu, strach spłyca oddech. Naprzemiennie.

Jest wir uczuć, są nowe wglądy, umysł podważa działania i nowe przemyślenia. Boi się i za wszelką cenę chce wrócić do starego, przytulnego miejsca komfortu, gdzie wszystko było znajome. Bo to, co jest nowe jest dla niego niebezpieczne, chce nas chronić za wszelką cenę i podsyła straszne scenariusze obwiniając nas o wszystko.

BO NIE BOLI PRAWDA A ODPADANIE ILUZJI.

Tej iluzji, w której żyliśmy wiele lat.

Wiec co ja teraz mogę zrobić?

Spotkać się z tym strachem, który stoi tuż za rogiem.
Zaprosić go i spojrzeć mu prosto w oczy.
Pozwolić mu przepłynąć przez ciało.
Podziękować, że powstał, bo pojawił się kiedyś i z nami został, żeby nam służyć, żeby nas chronić.
Pozwolić mu odejść w akceptacji i zintegrować kolejną część nas, która była w wyparciu.
Umysł działa z przestrzeni lęku a serce z przestrzeni miłości, więc wypełnij tą uwolnioną przestrzeń miłością do siebie przytulając swoje Wewnętrzne Dziecko. Z czasem umysł przyzwyczai się do nowej rzeczywistości i nie będzie działał z przestrzeni ran, traum a zacznie ufać sercu, które jest pełne miłości. Które jest miłością tak samo, jak i my.

Całuję,

Joanna Skalska

Dzisiaj mam poranek refleksji.

Po emigracji z Polski moja zbroja pewnej siebie, silnej Asi rozpadła się, towarzyszył mi ciągły strach…
Mieszkałam w Londynie więc dodatkowo byłam przytłoczona dynamiką miasta…
Bałam się odezwać do obcej osoby, nigdy nie wiedziałam jakim akcentem, słownictwem mnie zaskoczy…
Bałam się krzyczących, przepychających się nastolatków…
Bałam się zatłoczonych miejsc…
Bałam się przechodzić przejściem podziemnym przez ulicę, bez ciągłego oglądania się za siebie, gdzie za nim znajdował się najbliższy supermarket…
Bałam się za każdym razem, gdy jakiś mężczyzna na mnie dłużej spojrzał…
Zaniedbałam mój wygląd zewnętrzny…
Bałam się jak miałam drzwi uchylone na ogródek, że zaraz ktoś wejdzie i coś mi zrobi…
Bałam się otworzyć drzwi, gdy zadzwonił dzwonek…
Moją pierwszą pracą w Londynie była praca w polskiej firmie w administracji, gdzie za wszystko co źle zrobili w fabryce obarczali mnie winą, gdzie dziewczyna przy biurku obok podkładała mi świnie…
Następnie pracowałam dla silnie narcystycznej kobiety, która na początku była miła, chciała mnie poznać, dużo ze mną rozmawiała a później, jak już znała moje słabe punkty to je wykorzystywała przeciwko mnie…
W domu z partnerem ciągle się kłóciłam, ciągle mi coś nie pasowało…
Nie wiedziałam co chce, jak chce a jak pojawiały się jakieś marzenia to wewnętrzny krytyk szybko sprowadzał je do parteru…

Wystraszona, nic nie warta, gruba, głupia idiotka, która nic nie umie i nic nie potrafi.

Przywołując te wspomnienia, przywołałam też emocje.

Czułam się jak w klatce. Zobaczyłam siebie, jak wracałam na pieszo z pracy do domu. Cieszyłam się, że z niej wyszłam bo było ciężko. Nie chciałam iść do domu bo wiedziałam jaka mnie tam spotka atmosfera. Na dworze było zimno i padał deszcz. Stałam przed kawiarnią i bałam się do niej wejść, czułam się przytłoczona przez ludzi… nie miałam miejsca, w które mogłabym iść i czuć się bezpiecznie. Wróciłam teraz do siebie z tamtego czasu i dałam sobie to czego wtedy zabrakło… wsparcia i miłości.

Wracając do historii…


Ponad trzy lata temu rozmawiałam z koleżanką, która dała mi zadanie żeby wypisać 10 rzeczy, za które się kocham. To zadanie wywołało we mnie ogrom poczucia winy i potwierdzenie, że do niczego się nie nadaje i na nic nie zasługuję. Ta osoba była pierwszym światełkiem na mojej drodze. Poleciła mi filmiki na yt odnośnie relacji z Wewnętrznym Dzieckiem. Zobaczyłam nadzieję. Słuchałam, czytałam książki cały czas. Zaczęłam terapię. Myślę, że o tym jak się czułam podczas terapii napiszę oddzielny post bo był to ogromny roller coaster. Czym chce się dzisiaj podzielić to tym, że byłam przy sobie cały czas. Zrezygnowałam z pracy i skupiłam się na sobie. Wykorzystywałam oszczędności i korzystałam ze wsparcia mojego Partnera. Przeprowadziliśmy się z Londynu nad morze, które zawsze potrafi ukoić moje myśli i emocje. Rozmawiałam z moim Wewnętrznym Dzieckiem codziennie, często siebie nie rozumiałam i zdarzały mi się wpadki, wewnętrzny krytyk wygrywał. Towarzyszyły też wyrzuty sumienia, bo widziałam jak raniłam innych. To była bardzo wyboista droga i mimo ogromu wątpliwości szłam dalej. Czułam, że nie ma powrotu do tego co było wcześniej. Zapłaciłam za terapię, kursy, warsztaty, książki dużo pieniędzy ale wiem, że było warto. To była inwestycja we mnie. Wiem, że zrobiłabym tak samo dla ratowania zdrowia fizycznego.

W moim życiu zaczęło pojawiać się coraz więcej chwil w których, czułam się szczęśliwa. Zaczęłam widzieć opcje, które były tuż obok ale byłam na nie zamknięta. Relacje z bliskimi przeszły na całkowicie inny poziom. Zaczęłam rozumieć moją wrażliwość, która też pokazuję się coraz bardziej i bardziej. Znam swoje granice. Potrafię być w tu i teraz, zanurzyć się w chwili. Widzę otaczające mnie piękno i obfitość. Uwielbiam śmiać się spontanicznie, złościć z wnętrza brzucha i płakać do momentu ukojenia. Nie dążę już do „naprawienia” siebie, bo wiem, że wewnętrzny proces nie ma końca. Zawszę mogę zajrzeć w siebie głębiej, ode mnie zależy w jakich okolicznościach i z jakim podejściem to zrobię. Popełniam też błędy, nie uciekam od nich, biorę za nie odpowiedzialność i staram się, nie odwracać się w tych momentach od siebie.

W pewnym momencie zaczęłam szukać mojej drogi zawodowej. Wiedziałam, że kocham dzieci, zawsze okazywałam im ogrom miłości. Z tą myślą zaczęłam tworzyć przestrzeń, gdzie sprzedawałam dziecięce ubranka. Chyba nie muszę mówić, że przy tym też się nieźle namęczyłam… to uczucie ciężkości, gdy tylko myślałam o dokumentach… zaczęłam się poddawać…

Zobaczyłam w Internecie, że jedna z dziewczyn, która przeszła taką drogę co ja zaczęła pracować z innymi. Pojawiła się zazdrość, bo w końcu ja nie pozwalałam sobie nawet o tym myśleć! Zajrzałam w to bardzo głęboko. Otworzyłam się na głęboki proces, w którym zrozumiałam, że ta zazdrość pojawiła się, bo ja chce robić to samo! Podczas medytacji usłyszałam głos mojego serca.

Ja chce pracować z dziećmi! Z Wewnętrznymi Dziećmi!

Poświęciłam ogrom czasu, energii, pieniędzy na zdobywanie wiedzy, doświadczenia i właśnie tę wartość wykorzystuję w dalszym życiu. Rozwijam siebie w tym co kocham robić i tym też się dzielę z innymi. Przynosi mi to ogromną satysfakcję i radość. Cieszę się, gdy osoby w przestrzeni, którą tworzę mają głębokie procesy. Nigdy się tak nie czułam. Zawsze traktowałam pracę jako coś, co trzeba zrobić w przestrzeni od-do, i wrócić do domu, i dopiero wtedy, robić to co się chcę. Teraz wiem, że gdybym poszła gdzieś do pracy, nie miałabym sił na dzielenie się wiedzą, sesje z innymi. Dlatego połączyłam to co kocham robić z energią wymiany. Dlatego jestem tu i teraz i oferuję moje wsparcie innym.

W tym co robię jest moje serce i moja droga życia doprowadziła mnie do tego momentu.

Całuję,

Joanna Skalska

           Zaczęłam procesować emocje, ponieważ moje życie było usiane z wybuchów złości, bądź gdy nie wybuchałam, bo „się kontrolowałam” to zachowywałam się pasywno agresywnie. Czasami byłam wręcz z siebie dumna, że umiałam powiedzieć komuś do wiwatu z uśmiechem na twarzy, bo w kocu nie krzyczałam, tak? Za tymi destrukcyjnymi zachowaniami kryła się niewysłuchana złość, domagająca się uwagi. Ochrona moich granic wiązała się z byciem niemiłą bądź krzykiem, tylko takie sposoby znałam z mojego domu rodzinnego. Byłam tak oddalona od moich emocji, że gdy zaczęłam się z nimi kontaktować i chciałam nazwać to, co czuje, pojawiała się złość, bo nie umiałam stwierdzić czy czuję smutek, złość, rozdrażnienie, odrzucenie… Emocjonalny huragan. To było jak podróż po księżycu. Dużo czasu i energii kosztowało mnie kontaktowanie się z emocjami, których się bałam i rozpoznawanie nowych rejonów, ale fakt jest jeden. OPŁACAŁO SIĘ!

Emocje to dla mnie przede wszystkimi informacje:

  • złość to znaczy, że jest czas na postawienie granic bądź działam wbrew sobie. Może to być nawet działanie nieświadome, np. w sytuacji, gdy zależy nam na kimś i chcemy spełnić oczekiwania drugiej osoby rezygnujemy z rzeczy, które są dla nas ważne, to może być bardzo subtelne i delikatne i czasami wystarczy tylko zakomunikować i zaproponować małą zmianę,
  • smutek, to znaczy, że straciłam coś, co było dla mnie ważne,
  • strach, że jestem w sytuacji zagrożenia, chociaż strach i lęk długo się ze sobą przeplatały w moim życiu,
  • zazdrość, pokazuje nasze marzenia, kiedyś przeze mnie znienawidzona a teraz kłaniam się jej nisko, bo pokazała mi drogę w życiu, którą chcę iść. Nie mówię tutaj o toksycznej zazdrości, bo taką też miałam i zintegrowałam ją już jakiś czas temu, mam na myśli zdrową zazdrość, która nawiguje i pcha do działania, gdy wsłuchałam się w to, co miała mi do powiedzenia i zaczęłam realizować pasję czuję jakbym obudziła się na nowo po długim letargu.

Żadna z naszych emocji nie jest nowa, emocje towarzyszą nam od początku naszego życia i jeśli jesteśmy od nich oddaleni to one domagają się wysłuchania, czasami w dość ekspresyjny sposób. Złość niewysłuchana wybucha, złość stłamszona skutkuje zachowaniami pasywno-agresywnymi. Niewysłuchany, nieutulony smutek prowadzi do stanów depresyjnych a traumy seksualne do ciągłego życia w strachu, poczuciu zagrożenia. Czy kiedyś czuliście, że z pozoru mała sytuacja spowodowała w Was straszny wybuch złości? Wtedy trudno kontrolować słowa i łatwo się rani innych, bo to właśnie te niewysłuchane emocje przejmują nad nami kontrole albo tak tłamsimy ten wybuch, że później pojawiają się ściski w sercu i jesteśmy bez sił, bo całą naszą energię użyliśmy do kontroli tej fali emocji, która się pojawiła.

Ciało jest nośnikiem emocji, ważne jest, żeby się wsłuchać w to, co ma do powiedzenia i podczas procesowania mogą pojawić się nowe odczucia, łatwo jest się tego wystraszyć, ale dajmy sobie przestrzeń na nowe stany, doznania i postarajmy się do nich podchodzić z ciekawością, bez oceniania. To jest bardzo ważne, żebyśmy nie reagowali strachem. W sytuacji, gdy np. procesujemy strach i czujemy ścisk w gardle, czasem może nawet paraliż, zamrożenie to nie pospieszając tego stanu, dajmy temu przestrzeń. To na początku będzie nowe, nieznane, ale wraz z praktyką poznamy swoje ciało i procesy staną się przyjemniejsze, a nie straszne jak to może być na początku. Każdy z nas jest inny i może daną emocję czuć w innej części ciała, to jest naturalne, bo każdy z nas miał inną przeszłość.

Emocje dzielimy na takie, które trzeba wyrzucić, wywalić, wykrzyczeć- np. złość- bądź zintegrować, poczuć i dać tej emocji miejsce w naszym ciele- np. smutek. Tak jak wspominałam wcześniej za emocjami kryją się informacje, bo zintegrowana złość daje przestrzeń do kreacji, a zintegrowana zazdrość pokazuje marzenia. Każdy z nas nosi w sobie emocje, co nie oznacza, że my jesteśmy emocją, bo jeśli ja jestem zdenerwowana, smutna to nie znaczy, że jestem złym człowiekiem bądź smutkiem, ja go odczuwam a nim nie jestem. To są nasze odczucia, a nie nasza tożsamość. Każdy z nas w środku jest dobry tylko często działamy z pozycji niewysłuchanych emocji i zranionego dziecka. Starając się zepchnąć te „złe” emocje na drugi plan to te „dobre” emocje też tam spychamy, nie da się czuć miłości, wdzięczności, radości przy odrzuconym smutku, złości, poczuciu odrzucenia. W naszym ciele jest miejsce na wszystkie emocje i są one potrzebne do prawidłowego funkcjonowania.

Podchodźmy do wszystkiego, co się w nas dzieje z zainteresowaniem, ciekawością, bez oceniania, bez strachu. Nie jesteśmy w stanie naszych emocji przeprocesować umysłem, nasz umysł jest bardzo mądry, ale emocje są osadzone w ciele. Nasz umysł może przyjąć nowe informacje bardzo szybko, w jednej sekundzie czegoś nie umiemy a w kolejnej już tak, ale nasze ciało potrzebuje więcej czasu do przystosowania się do nowego języka, nowej rzeczywistości, którą sami świadomie kreujemy.

A co jeśli pozwolę tym emocją wyjść? Czy wtedy nie zaleję całego świata złością i nie padnę od depresji? Takie pytanie pojawiało się na mojej drodze, gdy zaczęłam się interesować pracą z emocjami. Jak widzicie ciągle tu jestem i do Was piszę, czyli przeżyłam 😊 Miałam sporo momentów, gdy ból, smutek, strach, poczucie odrzucenia, poczucie gorszości, straszne wyrzuty sumienia rozsadzały moje serce, dałam sobie na przeżywanie emocji dużo czasu, tyle ile potrzebowało moje ciało. Dla przykładu ok. 2 miesiące płakałam praktycznie codziennie, aż zaczęłam myśleć, czy na pewno idę w dobrą stronę, teraz już wiem, że tak i że ja potrzebowałam wypłakać ten ból, cierpienie, które było w moim sercu. Nie wyrażałam swoich emocji od maluszka więc potrzebowałam sporo czasu, żeby zaadaptować się do nowej rzeczywistości, w której wybrałam żyć. Rzeczywistości, w której nie jestem niewolnikiem emocji a one są moim sprzymierzeńcem.

Etapy procesowania emocji.

  1. Znaleźć ciche, ustronne miejsce, gdzie będziemy mieli przestrzeń tylko dla siebie i tak długo, jak potrzebujemy.
  2. Czujemy emocje. Przyglądamy się jej i pozwalamy zaistnieć w naszym ciele. Możemy wyobrazić sobie strużkę światła, która przechodzi przez nasze ciało, od góry do dołu, tyle razy ile potrzebujemy. Gdy poczujemy jakąś zmianę, uczucie, nie boimy się tego, zauważmy, że jest, a jeśli nie czujemy zmiany w ciele to też jest okay.
  3. Może pojawić się bariera- dajemy jej przestrzeń. Umysł może też zacząć uciekać w myśli i wtedy z intencją, świadomie je oddalamy, zaważamy, że są, ale nie zatrzymujemy się. Na przykład: myśl- muszę jeszcze zrobić obiad- widzę ją, akceptuje, ale nie idę dalej, czyli nie zatrzymuje się na tym konkretnym obiedzie i nie zastanawiam się co ugotuję i jak. Możemy potraktować je jak reklamy w telewizji, są, mijają i pojawiają się kolejne do momentu wyciszenia.
  4. Kierujemy oddech w miejsce, w którym czujemy ucisk bądź ból. Wyobrażamy sobie, jakby ta emocja była w balonie i staramy się naszym oddechem napompować ten balon, jak balon osiągnie największą objętość to pęknie. Emocja w ciele zintegrowana i możemy poczuć zmęczenie bądź lekkość.

Nasze ciało jest mądre i nie pozwoli nam przyjąć więcej niż jesteśmy w stanie na dany moment przeprocesować więc zaufajmy mu i pozwólmy sobie na doświadczanie. Pamiętajmy, żeby podchodzić to tego z ciekawością, zrozumieniem, zainteresowaniem, co takiego się kryję pod tą emocją, co ona chce mi powiedzieć. Odsuńmy umysł na chwilę i dajmy przestrzeń na kontakt z naszą podświadomością, która jest kluczem do naszego ciała a ciało kompasem dla emocji. Procesujcie emocje tak często, jak czujecie to za stosowne, nie zmuszajcie się do tego, bo wyznacznikiem jest ciało i to ono dyktuje czas. Nie bójcie się zapytać o pomoc, na początku praktyka może wydawać się dość trudna, ale u boku wspierającej osoby możemy bardzo szybko nauczyć się tego procesu. Każde nasze spotkanie ze sobą, z emocjami pozwoli nam rozbudzić to piękne światło, które jest w każdym z nas. Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do kontaktu.


W poniższym nagraniu opowiadam o ecmojach i ich procewaniu. Zachęcam po obejrzenia:

Całuję Was mocno,

Joanna Skalska