Od kilku dni mam ochotę posprzątać bardzo dokładnie moje mieszkanie. W środę zajrzałam do każdej szafki w kuchni, wytarłam każdy widelec, przyprawę a dziś zaczęłam sprzątać salon. Potrzebuję więcej przestrzeni na nowe a przestrzeń emocjonalna jest połączona z tym co mnie otacza, również z bałaganem w szafkach. Ja patrzę na wszystko bardzo holistycznie.

Zaczęłam sprzątać słuchając jednocześnie online summit pod tytułem „Beyond Brain Fog: How to Use Tapping to Overcome Brain Fog and Chronic Fatigue”. Prowadząca zaprosiła do ćwiczenia, a ja idąc za jej wskazówkami poczułam się taka przeciążona, tak dużo na głowie, tyle do zrobienia. Czy dam radę?

Zatrzymałam nagranie i pozwoliłam sobie na te emocje, uczucia, ciało zaczęło opadać zmęczone w fotelu. Nie miałam sił. Pojawiło się zdanie „Nie ma sensu się starać i tak mi się nie uda”. Zaskoczona pozwoliłam sobie w tym być, doświadczyć tego w pełni. To było długie kilka minut…

Zobaczyłam siebie w podstawówce, klasy 3-6. Nie wiedziałam co mnie woła, nie wiedziałam co to za wspomnienie, dlaczego te uczucia były takie mocne… Czułam ogromne przytłoczenie i świadomość, że nie ważne jak bardzo będę się starała to nie jestem w stanie tego wygrać. Nie było sensu walczyć, przegrana była określona z góry… poczułam energię mojej wychowawczyni, która mnie nie lubiła. Mama spijała z jej ust każde słowo i nigdy nie zapytała mnie o zdanie, czy wydarzyło się to o co oskarżała nauczycielka i w jakiej skali. Słowa nauczycielki były święte, nie byłam w stanie się przez nie przebić.

Winna.

Niedobra.

Nie umie się zachować.

Koniec semestru, czas kartkówek i klasówek.

Ja sama. Czułam, że nie ma nikogo obok mnie.

Przytłoczona, bo jak dostanę niską ocenę to będę miała duży problem…

Przyjaźniłam się z dziewczyną, która była najlepsza w klasie więc wytwarzałam sobie presje, żeby nie być gorsza…

Przytłoczenie, przytłoczenie, przytłoczenie.

Pozwoliłam, sobie je czuć, wspomagałam się opukiwaniem. Poszłam ja dorosła do mojej Wewnętrznej Dziewczynki, ona nie zwróciła na mnie nawet uwagi. Była tak bardzo smutna, nie widziała wyjścia z sytuacji, nie miała żadnej możliwości tytko musiała iść dalej choć wiedziała, że i tak nie sprosta oczekiwaniom. Czułam oddech nauczycielki na mojej twarzy, czułam jak stoi przede mną a ja nie mogę iść dalej, czułam jak bardzo mnie blokuje a ja WTEDY nie mogłam NIC ZROBIĆ! NIC! Nie czułam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić.

Wtedy w moim ciele pojawił się mechanizm dysocjacji, mój umysł zdecydował, że lepiej będzie dla mnie jak te emocje zostaną wyparte. W późniejszym życiu te same emocje się pojawiały, ale ja pięknie umiałam się od nich odcinać skupiając się na pozytywach, doceniając się za to co zrobiłam, denerwując się na najmniejszą pierdołę, żyjąc moją pracą, imprezami itd. Jak będąc w kompletnym odcięciu od siebie miałam spojrzeć na część mnie, która myśli, że nie warto w ogóle zaczynać bo i tak zostanę niesprawiedliwie osądzona. Do czasów szkolnych, nauczycielki i matki wracałam wiele razy ale dziś byłam wreszcie gotowa, żeby zintegrować w sobie tą część.

Wróciłam do mojego wewnętrznego dziecka, ona nie reagowała na mnie ale wiedziałam, że zawołała mnie po coś. Moje ciało zaczęło się wykręcać w lewą stronę, jakbym nie mogła patrzeć w przód. Pozwoliłam sobie tego doświadczyć. Ja z pozycji dorosłego rodzica powiedziałam, że już nie jest sama. Pojawiło się więcej światła. Z moich ust wyszły słowa skierowane do nauczycielki „to było takie nie fair! Z Tobą jest coś nie tak”. Wiele razy procesowałam złość skierowaną do niej więc te słowa wystarczyły…

Poczułam się lżej ale czułam w ciele taki łańcuch na mojej talii, który ciągnął mnie w tył. Coś tam jeszcze było… ale co? Czułam jak zapadam się w fotelu, głębiej i głębiej. Usłyszałam głos mojej babci… „ nie jest bezpiecznie mówić”. Skąd wiem, że to była babcia? Po prostu, nawet to podważyłam ale odpowiedź pojawiła się silniejsza. Zapytałam dlaczego, a w odpowiedzi usłyszałam, że przez to możesz zginąć. Tak, wtedy zobaczyłam jak ten strach, który był podczas wojny odnośnie swobodnego wypowiadania się był ciągle żywy w moim rodzie. Wtedy konsekwencje wypowiadania swojego zdania, gdzie było ono inne od ogółu mogły być niebezpieczne. Poczułam ogromny ciężar na mojej klatce, ból w kolanach, było mi bardzo ciężko oddychać.

A co ja teraz robię? Mówię i piszę o sprawach, gdzie wiele osób myśli o mnie co najmniej „dziwna” a stosunkowo niewielka ilość ludzi interesuje się podobnymi tematami co ja.

Wtedy przypomniały mi się czasy gimnazjum, nie chciałam tak szybko przechodzić od tematu ale było to zbyt silne. Przypomniałam sobie piękną rozmowę z nauczycielką i poczułam, że ona mnie widziała. Rozpłakałam się całą sobą. Poczułam, że wydawało mi się, że jestem sama, bo miałam wiele takich doświadczeń to jednak były osoby w moim życiu, które widziały mnie taką jaka byłam. Ja na tamten czas nie umiałam ich dostrzec, a wtedy podczas tamtej rozmowy ona zaprosiła mnie empatycznie do pokazania siebie. I teraz czułam, że akceptowała mnie taka jaka byłam. Przez wiele lat widziałam tamtą sytuację w innym świetle. Nie umiałam dostrzec osób, które mnie widziały jako mnie i dawały mi na to przestrzeń. Teraz widzę takie osoby w moim życiu a w przeszłości myślałam, czułam, że jestem sama, jedyna z takimi problemami i przez nikogo nie akceptowana. Nie umiałam dostrzec tych pięknych świateł, które świeciły obok mnie.

Wróciłam do mojej babci, podziękowałam za troskę o mnie i uwolniłam ten schemat z mojego ciała. Wtedy nie było bezpiecznie wypowiadać swojego zdania ale TERAZ jestem jedną z tych osób, która przeciera szlaki mówi wprost o tym co czuje, o tym jak było i jakie to było dla mnie trudne.

Wróciłam do mojej Wewnętrznej Dziewczynki z podstawówki, ona już mnie widziała. W odpowiedzi na to co potrzebuje odpowiedziała – „BĄDŹ”. Więc byłam, w miłości do siebie a w moim sercu pojawiło się ciepło.

Ile z nas doświadczyło sytuacji, gdzie z pozycji dorosłego mogą to się wydawać błahostki ale z pozycji dziecka było to dla nas tak przytłaczające, że doświadczamy dysocjacji. Odcinamy się od tej części nas, która cierpi za bardzo, bo gdybyśmy w pełni ją czuli pewnie objawiłaby się jakąś chorobą fizyczną. Te części nas, one tam są i czekają na powrót do domu a my możemy spotkać się z nimi i zintegrować je z całością. Te części nas wołają przez trudne emocje, powracające sytuacje a my mamy możliwości, mamy narzędzia, które rewelacyjnie działają i możemy sprawić, żeby widzieć przeszłość, taka jak była ale bez bólu. Nasze blokady mogą też sięgać do naszego rodu, ponieważ babcia przekazała je mamie a mama nam…

Tak ja ta sytuacja, może wydawać się nieistotna. Oczywiście, że miałam prawo poczuć się przytłoczona, bo w salonie jest totalny bałagan, pranie firan a jeszcze większa część mieszkanie przede mną. Praktykuję sesję EFT więc mój grafik na przyszły czas jest wypełniony po brzegi. Miałam prawo czuć się przytłoczona ale z pozycji dorosłego wiem, że każdy czysty kąt w domu, każda sesja da mi ogrom radości i nie mogę się doczekać, żeby tego doświadczyć. Ale uczucia i mechanizmy, które we mnie wybrzmiewały krzyczały: to jest niebezpieczne, nie możesz rozmawiać swobodnie z tyloma nieznajomymi, podejmujesz wyzwanie, gdzie z góry jesteś skazana na przegranie.

I tak było. KIEDYŚ przegrana była jedynym doświadczeniem, które mogłam przeżyć ale doświadczyłam też pięknych chwil, które przyjęłam do serca i TERAZ wiem, że jestem bezpieczna mówiąc moją prawdę. Dzieląc się nią. Dzieląc się technikami, wiedzą, umiejętnościami, które działają rewelacyjnie a ja czasami jestem pod wrażeniem tych pięknych chwil, które doświadczam.

Wzruszyłam się teraz i oczy mi się zaszkliły. Nigdy nie myślałam, że będę mogła doświadczyć takich pięknych chwil, zawsze je łączyłam z wakacjami, zwiedzaniem a nie z siedzeniem w wielkim rozgardiaszu obok środka czystości, który zaraz wezmę w rękę.

Bardzo Ci dziękuję, że przeczytałaś/eś opis mojego procesu, którym się dzisiaj dzielę.

Życzę Ci wspaniałego dnia.