Każdy z nas potrzebuje szczęścia, miłości, radości, pieniędzy, akceptacji, bezpieczeństwa.

Czasami idealizujemy rzeczywistość, patrzymy na przeszłość przez różowe okulary i marzymy o cudach, które mogą nam się przytrafić, ale jednak nigdy się nie zdarzają.

Albo patrzymy na przeszłość, jaka była straszna, teraźniejszość do dupy a w przyszłości nie szykują się żadne zmiany.

Łatwo jest usiąść przed książką czy telewizorem i dać się ponieść opowiadanym historią, pięknym widokom, które nie spotykają nas. Wzrasta frustracja, że tak bardzo się staram, a nie mogę zmienić mojego życia, że w poniedziałek znów idę do tej pracy, która może nawet i trochę lubię, ale wiele rzeczy w niej mi nie odpowiada. Idę, patrzę, doświadczam a strach przed zmianami jest tak duży, że decyduję się pozostać w mojej strefie komfortu.

Och jak bardzo to było mi znajome, a Tobie?

Chciałam doświadczać radości, a nawet gdy była piękna chwila nie umiałam się nią cieszyć. Ciągle brzmiało, zaraz się to skończy, nie zasługujesz, strach przed doświadczeniem tego piękna, że będzie ból jak ta chwila się ulotni.

Wybrałam drogę prosto do traum.

Zdecydowałam się na otwarcie tych pozornie zasklepionych ran, które ciągle sączyły bólem i cierpieniem. Udałam się do środka cyklonu i czułam jak moja kontrola życia, była tylko iluzją. Nie miałam nad niczym kontroli a jedyne co doświadczałam to zawód, frustrację i pozorne uczucie, że panuje nad wszystkim.

W moim dzieciństwie doświadczyłam wiele, dlatego pierwsze kilka miesięcy mojego procesu były jak piekło. Dodatkowo czułam opór przed dopuszczeniem do siebie tych wszystkich emocji, bo tak bardzo się ich bałam, że ten proces się przedłużał, męczył, wkurwiał… Myślałam, że nigdy się nie skończy.

Proces z Wewnętrznym Dzieckiem jest świadomym zejściem do tych wszystkich bolesnych momentów, które doświadczyliśmy. Otwieramy ranę, oczyszczamy ją, wlewamy eliksir miłości, który zaczyna działać w całym naszym ciele. Jak ten eliksir pulsuje w naszych żyłach to automatycznie trafia do innych ran boleśnie o nich przypominając. A one krzyczą, zajrzyj tutaj, zobacz mnie, ja Ciebie też potrzebuję.

Ból, złość wydaje się być bez końca…

Ciało reaguje, mogą się pojawić dolegliwości psychosomatyczne, zwątpienie przychodzi coraz częściej. Czy aby na pewno to ta droga…?

Potem życie podsyła nam sytuacje a my potrafimy spojrzeć na nią inaczej, widzimy świat taki jaki jest i jest mniej bólu…

Te rany powoli się goją, jest więcej radości, pozwolenia na to, co się pojawia i nie ma już tych mocnych reakcji, jest lżej, milej, przyjaźniej, radośniej.

Uczymy się, że proces rozwoju osobistego nie ma końca, pojawiają się sytuacje a ja z nimi się spotykam w akceptacji.

A jak się pojawia opór i coś schrzanię to podchodzę do tego ze zrozumieniem, to doświadczenie było mi potrzebne, żeby wejść schodek wyżej na mojej drabinie świadomości.

Jestem, wstawiam się i wiem, że nigdy nie będę idealna, a jednocześnie wiem, że ta chwila jest dla mnie idealna, żebym mogła doświadczyć tu i teraz. Wiem, że za sytuacjami, które mnie poruszają płynie nauka, mogę odrobić lekcje albo ją zignorować.

Wybór należy do mnie.

Wiem, że z osoby, która siebie nienawidziła, nie znała jestem teraz w przestrzeni miłości do siebie, świata i innych.

Było warto wypłakać każda jedną łzę, przejść przez ten proces i świadomie zdecydowałabym się na to samo.

Jeśli Ty jesteś w procesie, pamiętaj, że nie jesteś sama, jest wiele osób, które przechodzi albo przechodziło przez podobną drogę do Twojej.

Nie jesteś sama❤

Pozdrawiam,

Joanna Skalska.

Często wracałam pamięcią do gaf, które popełniłam. Teraz wiem, że to obwinianie siebie było z powodu toksycznego wstydu.

Osądzałam siebie jak najgorszy wróg…

A co z sytuacjami, gdzie naprawdę coś zrobiłam niefajnie, zraniłam drugą osobę?

Wracając do tych sytuacji, wracałam do emocji jakie wtedy mi towarzyszyły. To był wulkan złości, strachu, braku bezpieczeństwa. Emocje, których nie umiałam opanować, brały nade mną kontrolę.

Przyglądałam się przekonaniom jakie miałam na temat świata i siebie. Boże jak ja źle o sobie myślałam…

Wierzymy w to co druga osoba o nas mówi, rzadko zatrzymujemy się na pochwałach ale często na tych negatywnych słowach, tym bardziej, że niestety często jest ich więcej…
-że źle robisz,
-że źle myślisz,
-że nie umiesz,
-że niewystarczająco dobra,
-że głupia,
-że brzydka,
-że koleżanka z ławki jest lepsza a ja gorsza,
-że…

I te przekonania brzmią w umyśle i bolą…

A jak osoba, która myśli o sobie, że jest zła, niedobra, itd. że nie ważne co zrobi i jak zrobi i tak spotka się z krytyką, i tak nie zrobi czegoś idealnie, żeby zasłużyć(!)?

Zasłużyć wreszcie na tą akceptacje, szacunek, miłość…

Bo w środku jest wypełniona cała tą krytyką a nie miłymi słowami a za tym idą emocje.

Spójrz na sytuację, gdzie Twoje zachowanie nie było takie jakie byś chciała. Zobacz, czy emocje przejęły nad Tobą kontrolę i w którą stronę były ukierunkowane Twoje myśli. Zobacz w jakiej świadomości był Twój umysł. Wróć do tamtej sytuacji, jakbyś cofnęła się w czasie.
Czy byłaś przepełniona miłością, akceptacją do siebie?
Czy może przekonaniami, które były niszczące?

Co teraz możesz zrobić z tą świadomością, którą masz?
Co wybierasz?

Czy wrócić do siebie, objąć siebie świadomością i miłością.

Zobaczyć przekonanie, które Tobą kierowało, pójść krok dalej, do źródła i zobaczyć miejsce, gdzie ono powstało i jak z Tobą szło przez całe życie i jak podejmowałaś decyzje na jego podstawie… Zastąpić je na nowe sprzyjające Tobie.

Zobacz w sobie Wewnętrzne Dziecko, pozwól na uwolnienie emocji z ciała…
I obejmij świadomością i miłością siebie z tego czasu, gdy powstało to przekonanie i gdy popełniłaś błąd już jako starsza osoba…

Teraz Ty możesz dać sobie tą akceptację, szacunek, poczucie bezpieczeństwa i miłość, tego co tak bardzo było potrzebne.

Masz inny wybór…
Możesz pozostać tu, gdzie jesteś i obwiniać się dalej…

Co wybierasz?

Pozdrawiam ciepło,

Joanna Skalska

Siedzę właśnie w autobusie. Pojawiły się pewne komplikacje, nikt nic nie wiedział, nikt nic nie mówił. Wiele zawirowań i pasażerowie, którzy nie mają pojęcia czy dojadą do celu, zdenerwowanie, irytacja i narzekanie dookoła.

Zabrakło bardzo ważnej rzeczy, którą jest komunikacja.

Niektórzy z pasażerów byli zdenerwowani i odreagowywali na kierowcach, inni narzekali po cichu przez telefon, jeszcze inni komentowali głośno, szukali punktu zaczepienia i dawali upust swojej frustracji, gdzie tylko się dało i do osoby, która chciały tylko słuchać. Byli też tacy, którzy nie wiedzieli co robić i czy aby na pewno dobrze zrozumieli komunikat o przesiadce i podpytywali naokoło czy aby na pewno, ten autobus będzie dla nich, po tym jak zajęłam miejsce jeden z pasażerów martwił się o walizkę, czy na pewno ją przeniosą.

Każdego z nas dotyczyła ta sama sytuacja, a wiele osób zareagowało kompletnie inaczej. Odezwały się stare mechanizmy. Fakt, nikt nie chciał zostać sam na parkingi przy autostradzie bez punktu zaczepienia i możliwości zmiany środka komunikacji. Strach, zdenerwowanie, frustracja, niespełnione oczekiwania.

A co wystarczyło zrobić, żeby uspokoić o wiele tą sytuację? Zakomunikować, że kierowcy, ustalają z biurem różne możliwości i jak sytuacja się wyklaruje, dadzą nam znać. Co usłyszeliśmy? Przerwa i stoimy i tyle. Kierowcy mają doświadczenie w tego typu sytuacjach i znają możliwości rozwiązań, natomiast wielu z pasażerów nie ma takiej wiedzy, w tym ja:)

Tak samo jest w codziennym życiu. Czasami nam się wydaje, że druga osoba powinna wiedzieć co siedzi nam w głowie albo jakie są wg. nas możliwości wyjścia z konkretnej sytuacji a jest zupełnie inaczej. Ile ja miałam złości w sobie, że mój partner nie spełnia moich oczekiwań, które powinien się domyśleć, że je mam! To była ogromna projekcja.

Może być ciężko powiedzieć nawet samemu sobie, że nie wiem, że jest mi trudno podjąć decyzję bądź kolejne kroki, bo… bo odzywają się stare mechanizmy. Strach, poczucie winy, toksyczny wstyd, które blokują przed działaniem, szczerą komunikacją, słuchaniem wewnętrznego wołania.

Może być ciężko powiedzieć drugiej osobie, że po prostu jeszcze nie wiem, bo czuję strach przed osądem, odrzuceniem. Ten strach małego dziecka, które tego doświadczyło, gdy komunikowało swoje potrzeby i dostawało bury, gdy czegoś nie wiedziało. Kto z nas nie doświadczył zawstydzenia w szkole ze strony rówieśników albo nauczycieli za brak określonej wiedzy.

Właśnie w takich sytuacjach jak dzisiaj, pozornie drobnych ale jakże wymownych pokazują się te zranienia, które nosimy w sercu. Tyle różnych zachowań w tak małej grupie osób, gdzie spotkało nas to samo.

Od nas zależy, czy poszukam winy w innych, kierowcy, firmie przewozowej i będę mieć straszny dzień do samego końca, bo tak się uwieszę na tej sytuacji.

Czy może zobaczę co we mnie powoduje ta sytuacja, zachowania innych, jakie emocje się we mnie rodzą i która mała ja, tego już wcześniej doświadczyła, czego ona potrzebuje? Co ja dorosła teraz mogę zrobić a czego nie mogłam zrobić kiedyś. Jak mogę o siebie zadbać pozostając cały czas przy sobie w kontakcie ze swoimi emocjami?

Ja kilka lat temu w takiej sytuacji byłabym kłębkiem nerwów, wkurw nie z tej ziemi, dzisiaj obserwowałam siebie i innych. Mogłam to zrobić, dlatego że spotkałam się z moją złością, strachem, odrzuceniem w moim procesie. Zapewniłam mojej wewnętrznej dziewczynce opiekę, którą tak bardzo potrzebowała.

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna Skalska

Dzisiaj jest taka ogromna mgła w mojej ulubionej części lasu. Przypomniało mi się, że w ten sam sposób czułam się na początku mojego procesu. Ten las znam i wiem, gdzie chcę iść ale w procesie czułam jakbym wkroczyła w ogromną mgłę. Nie wiedziałam co mnie czeka za kilka kroków, czy ogromna przepaść czy może wielka góra, gdzie będę musiała wspiąć się na jej szczyt żeby iść dalej. Nigdy nie wiedziałam co się wydarzy… wiedziałam, że chce żeby te nagromadzone emocje ze mnie wyszły, dlatego tez umawiałam się na kolejne sesje i kolejne i kolejne. Nauczyłam się pracować sama, pisałam dużo w pamiętniku, uczyłam się nowych metod, czytałam dużo książek i artykułów. Co najważniejsze uczyłam się słuchać siebie, tego „wiedzenia” ze środka, czasami robiłam inaczej niż ktoś mi sugerował bo wiedziałam, że to co czuję w sobie nigdy mnie nie okłamie, czasami też sugerowałam się umysłem: bo tak powinnam, bo tak wypada, bo inni tak robią i często te decyzje dla mnie były nietrafione.

Bo tak ciężko jest zaufać… zaufać sobie i temu wołaniu z wnętrza, gdy byliśmy od najmłodszych lat uczeni, że to co czuje nie jest prawdziwe bo mama wie lepiej, bo tata mówi inaczej, bo Pani w szkole to wszystko wie, bo skończyła długie studia… Oni mają swoje doświadczenia, często zbudowane bez kontaktu ze sobą, w większości oparte na wiedzy przyjętej z zewnątrz. Dlatego nauczyłam się walk na argumenty, że jedna osoba w konflikcie czy nawet konwersacji zawsze wygrywa, że żeby doszło do porozumienia musi ktoś zrezygnować z czegoś. Do tej pory pamiętam jak dawno temu słuchałam wykładów John’a Bradshow, gdzie mówił jak sam słyszał „My way or the hallway”. Tak też się czułam w moim życiu, albo ja się dostosuje albo ktoś inny ma się dostosować do mnie.

W tej mgle, gdzie widziałam tylko kilka metrów przed sobą nauczyłam się ufać swojemu prowadzeniu, wewnętrznego kompasowi. Powoli ta mgła zaczęła opadać. Teraz w życiu idę swoją indywidualną ścieżką, gdzie czasami też się potykam i wpadam w dołek. Mijam ścieżki innych i spotykam się z nimi, gdzie następuje wymiana, czasami są to miłe doświadczenia czasami mniej. Czasami te doświadczenia otwierają mnie na wewnętrzny proces, gdzie spotykam się ze sobą w większej świadomości.

Nie bój się, gdy masz wrażenie, że coś z Tobą jest nie tak, że idziesz w zła stronę, że błądzisz. To jest naturalne, gdy uczymy się kontaktu ze sobą w nowej jakości. Z Tobą jest wszystko w porządku, zapytaj siebie czyj to był głos z przeszłości, który mówił bądź sugerował, że jesteś niewystarczający/niewystarczająca. I co najważniejsze ufaj sobie! Bądź ze sobą codziennie chociażby na chwilę! Ta mgła będzie powoli opadała a Ty nauczysz się iść do przodu w zaufaniu do siebie.

Całuję,

Joanna Skalska

Jako dziecko uczyłam się jak wygląda świat, testowałam, sprawdzałam, popełniałam też błędy. Błędy, które są naturalnym etapem procesu poznawczego. Czasami mi ktoś wytłumaczył konsekwencje niektórych zachowań, ale często odbijałam się od złości matki. Nie wiedziałam czemu moje przepraszam nie działa… czemu ona jest ciągle zła skoro przeprosiłam?

Pamiętam siebie w wieku ok. 6 lat jak coś zrobiłam, nawet nie pamiętam już co… matka nakrzyczała na mnie, bez wyjaśnień co zrobiłam źle i była wściekła. Wtedy myślałam, że cała jej złość jest przez moje zachowanie… wzięłam ją całą na sobie. Zresztą często takie sytuacje miały miejsce…

Przeprosiłam. Bałam się, że odrzuci mnie najważniejsza osoba na świecie, osoba, bez której myślałam, że nie przeżyje. Pomimo tego, że starałam się bardzo złagodzić, nadrobić ciągle spotykałam się z jej złością. Odbijałam się od niej. Jak bardzo się nie starałam, ona ciągle była zła a ja myślałam, że to wszystko moja wina…

Wtedy nie rozumiałam, że ta złość, którą matka na mnie przelewa tak naprawdę jest jej niewyrażoną złością… Miała ogrom na głowie i nie umiała sobie z tymi emocjami poradzić co też nie oznacza, że miała prawo wyrażać ją w ten sposób. Przelewając na bezbronne, zależne od niej dziecko…

Ja byłam niewinna. Nie zrobiłam jej specjalnie krzywdy, ale z jej punkt widzenia byłam tym zapalnikiem, gdzie ta złość została skierowana. Nie ważne było co dalej robiłam, ona kierowała swoją złość na mnie.

Spotkałam się z moją małą Asią i zobaczyłam jej ból. Zobaczyłam ten strach… Zobaczyłam ten moment traumy. Moment, gdzie nie widziałam w ogóle wyjścia z sytuacji. Gdzie cokolwiek by się nie wydarzyło i tak z pozycji oceny matki byłam skazana na porażkę… Tam nie było empatii, tam nie było zrozumienia, tam nie było tej nici porozumienia. Za to był ogrom emocji bardzo wrażliwej dziewczynki, która musiała się od siebie odciąć… na tamten moment było to jedyne rozwiązanie.

Teraz jest inaczej, teraz moje Wewnętrzne Dziecko nie jest już samo. Teraz moje Wewnętrzne Dziecko ma swojego Idealnego Rodzica, którym jestem ja sama. Ja siebie wysłuchałam, wyraziłam wszystko, co wtedy nie mogłam powiedzieć i zaakceptowałam tę ogromną wrażliwość, która jest we mnie. Tę samą wrażliwość, której nie akceptowali moi rodzice, bo była dla nich zbyt konfrontująca.

Zobaczyłam z innej strony tę sytuację i jak bardzo ona była destrukcyjna dla mnie i jak też wpływała na moje dorosłe życie.

Wysoka wrażliwość wymaga też wysokiej obrony granic. Bez tych granic, ona nie będzie czuła się bezpieczna, żeby się pokazać.

Całuję,

Joanna Skalska

           Zaczęłam procesować emocje, ponieważ moje życie było usiane z wybuchów złości, bądź gdy nie wybuchałam, bo „się kontrolowałam” to zachowywałam się pasywno agresywnie. Czasami byłam wręcz z siebie dumna, że umiałam powiedzieć komuś do wiwatu z uśmiechem na twarzy, bo w kocu nie krzyczałam, tak? Za tymi destrukcyjnymi zachowaniami kryła się niewysłuchana złość, domagająca się uwagi. Ochrona moich granic wiązała się z byciem niemiłą bądź krzykiem, tylko takie sposoby znałam z mojego domu rodzinnego. Byłam tak oddalona od moich emocji, że gdy zaczęłam się z nimi kontaktować i chciałam nazwać to, co czuje, pojawiała się złość, bo nie umiałam stwierdzić czy czuję smutek, złość, rozdrażnienie, odrzucenie… Emocjonalny huragan. To było jak podróż po księżycu. Dużo czasu i energii kosztowało mnie kontaktowanie się z emocjami, których się bałam i rozpoznawanie nowych rejonów, ale fakt jest jeden. OPŁACAŁO SIĘ!

Emocje to dla mnie przede wszystkimi informacje:

  • złość to znaczy, że jest czas na postawienie granic bądź działam wbrew sobie. Może to być nawet działanie nieświadome, np. w sytuacji, gdy zależy nam na kimś i chcemy spełnić oczekiwania drugiej osoby rezygnujemy z rzeczy, które są dla nas ważne, to może być bardzo subtelne i delikatne i czasami wystarczy tylko zakomunikować i zaproponować małą zmianę,
  • smutek, to znaczy, że straciłam coś, co było dla mnie ważne,
  • strach, że jestem w sytuacji zagrożenia, chociaż strach i lęk długo się ze sobą przeplatały w moim życiu,
  • zazdrość, pokazuje nasze marzenia, kiedyś przeze mnie znienawidzona a teraz kłaniam się jej nisko, bo pokazała mi drogę w życiu, którą chcę iść. Nie mówię tutaj o toksycznej zazdrości, bo taką też miałam i zintegrowałam ją już jakiś czas temu, mam na myśli zdrową zazdrość, która nawiguje i pcha do działania, gdy wsłuchałam się w to, co miała mi do powiedzenia i zaczęłam realizować pasję czuję jakbym obudziła się na nowo po długim letargu.

Żadna z naszych emocji nie jest nowa, emocje towarzyszą nam od początku naszego życia i jeśli jesteśmy od nich oddaleni to one domagają się wysłuchania, czasami w dość ekspresyjny sposób. Złość niewysłuchana wybucha, złość stłamszona skutkuje zachowaniami pasywno-agresywnymi. Niewysłuchany, nieutulony smutek prowadzi do stanów depresyjnych a traumy seksualne do ciągłego życia w strachu, poczuciu zagrożenia. Czy kiedyś czuliście, że z pozoru mała sytuacja spowodowała w Was straszny wybuch złości? Wtedy trudno kontrolować słowa i łatwo się rani innych, bo to właśnie te niewysłuchane emocje przejmują nad nami kontrole albo tak tłamsimy ten wybuch, że później pojawiają się ściski w sercu i jesteśmy bez sił, bo całą naszą energię użyliśmy do kontroli tej fali emocji, która się pojawiła.

Ciało jest nośnikiem emocji, ważne jest, żeby się wsłuchać w to, co ma do powiedzenia i podczas procesowania mogą pojawić się nowe odczucia, łatwo jest się tego wystraszyć, ale dajmy sobie przestrzeń na nowe stany, doznania i postarajmy się do nich podchodzić z ciekawością, bez oceniania. To jest bardzo ważne, żebyśmy nie reagowali strachem. W sytuacji, gdy np. procesujemy strach i czujemy ścisk w gardle, czasem może nawet paraliż, zamrożenie to nie pospieszając tego stanu, dajmy temu przestrzeń. To na początku będzie nowe, nieznane, ale wraz z praktyką poznamy swoje ciało i procesy staną się przyjemniejsze, a nie straszne jak to może być na początku. Każdy z nas jest inny i może daną emocję czuć w innej części ciała, to jest naturalne, bo każdy z nas miał inną przeszłość.

Emocje dzielimy na takie, które trzeba wyrzucić, wywalić, wykrzyczeć- np. złość- bądź zintegrować, poczuć i dać tej emocji miejsce w naszym ciele- np. smutek. Tak jak wspominałam wcześniej za emocjami kryją się informacje, bo zintegrowana złość daje przestrzeń do kreacji, a zintegrowana zazdrość pokazuje marzenia. Każdy z nas nosi w sobie emocje, co nie oznacza, że my jesteśmy emocją, bo jeśli ja jestem zdenerwowana, smutna to nie znaczy, że jestem złym człowiekiem bądź smutkiem, ja go odczuwam a nim nie jestem. To są nasze odczucia, a nie nasza tożsamość. Każdy z nas w środku jest dobry tylko często działamy z pozycji niewysłuchanych emocji i zranionego dziecka. Starając się zepchnąć te „złe” emocje na drugi plan to te „dobre” emocje też tam spychamy, nie da się czuć miłości, wdzięczności, radości przy odrzuconym smutku, złości, poczuciu odrzucenia. W naszym ciele jest miejsce na wszystkie emocje i są one potrzebne do prawidłowego funkcjonowania.

Podchodźmy do wszystkiego, co się w nas dzieje z zainteresowaniem, ciekawością, bez oceniania, bez strachu. Nie jesteśmy w stanie naszych emocji przeprocesować umysłem, nasz umysł jest bardzo mądry, ale emocje są osadzone w ciele. Nasz umysł może przyjąć nowe informacje bardzo szybko, w jednej sekundzie czegoś nie umiemy a w kolejnej już tak, ale nasze ciało potrzebuje więcej czasu do przystosowania się do nowego języka, nowej rzeczywistości, którą sami świadomie kreujemy.

A co jeśli pozwolę tym emocją wyjść? Czy wtedy nie zaleję całego świata złością i nie padnę od depresji? Takie pytanie pojawiało się na mojej drodze, gdy zaczęłam się interesować pracą z emocjami. Jak widzicie ciągle tu jestem i do Was piszę, czyli przeżyłam 😊 Miałam sporo momentów, gdy ból, smutek, strach, poczucie odrzucenia, poczucie gorszości, straszne wyrzuty sumienia rozsadzały moje serce, dałam sobie na przeżywanie emocji dużo czasu, tyle ile potrzebowało moje ciało. Dla przykładu ok. 2 miesiące płakałam praktycznie codziennie, aż zaczęłam myśleć, czy na pewno idę w dobrą stronę, teraz już wiem, że tak i że ja potrzebowałam wypłakać ten ból, cierpienie, które było w moim sercu. Nie wyrażałam swoich emocji od maluszka więc potrzebowałam sporo czasu, żeby zaadaptować się do nowej rzeczywistości, w której wybrałam żyć. Rzeczywistości, w której nie jestem niewolnikiem emocji a one są moim sprzymierzeńcem.

Etapy procesowania emocji.

  1. Znaleźć ciche, ustronne miejsce, gdzie będziemy mieli przestrzeń tylko dla siebie i tak długo, jak potrzebujemy.
  2. Czujemy emocje. Przyglądamy się jej i pozwalamy zaistnieć w naszym ciele. Możemy wyobrazić sobie strużkę światła, która przechodzi przez nasze ciało, od góry do dołu, tyle razy ile potrzebujemy. Gdy poczujemy jakąś zmianę, uczucie, nie boimy się tego, zauważmy, że jest, a jeśli nie czujemy zmiany w ciele to też jest okay.
  3. Może pojawić się bariera- dajemy jej przestrzeń. Umysł może też zacząć uciekać w myśli i wtedy z intencją, świadomie je oddalamy, zaważamy, że są, ale nie zatrzymujemy się. Na przykład: myśl- muszę jeszcze zrobić obiad- widzę ją, akceptuje, ale nie idę dalej, czyli nie zatrzymuje się na tym konkretnym obiedzie i nie zastanawiam się co ugotuję i jak. Możemy potraktować je jak reklamy w telewizji, są, mijają i pojawiają się kolejne do momentu wyciszenia.
  4. Kierujemy oddech w miejsce, w którym czujemy ucisk bądź ból. Wyobrażamy sobie, jakby ta emocja była w balonie i staramy się naszym oddechem napompować ten balon, jak balon osiągnie największą objętość to pęknie. Emocja w ciele zintegrowana i możemy poczuć zmęczenie bądź lekkość.

Nasze ciało jest mądre i nie pozwoli nam przyjąć więcej niż jesteśmy w stanie na dany moment przeprocesować więc zaufajmy mu i pozwólmy sobie na doświadczanie. Pamiętajmy, żeby podchodzić to tego z ciekawością, zrozumieniem, zainteresowaniem, co takiego się kryję pod tą emocją, co ona chce mi powiedzieć. Odsuńmy umysł na chwilę i dajmy przestrzeń na kontakt z naszą podświadomością, która jest kluczem do naszego ciała a ciało kompasem dla emocji. Procesujcie emocje tak często, jak czujecie to za stosowne, nie zmuszajcie się do tego, bo wyznacznikiem jest ciało i to ono dyktuje czas. Nie bójcie się zapytać o pomoc, na początku praktyka może wydawać się dość trudna, ale u boku wspierającej osoby możemy bardzo szybko nauczyć się tego procesu. Każde nasze spotkanie ze sobą, z emocjami pozwoli nam rozbudzić to piękne światło, które jest w każdym z nas. Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do kontaktu.


W poniższym nagraniu opowiadam o ecmojach i ich procewaniu. Zachęcam po obejrzenia:

Całuję Was mocno,

Joanna Skalska