Zapraszam, żeby skierować uwagę do siebie, do ciała. Zatrzymać się na chwilę, wziąć kilka oddechów do przepony, w głąb brzucha i zapytać się siebie.

Jak dzisiaj czuje się moje ciało?
Ciało, bez którego nie byłoby mnie tutaj…

Zwróć uwagę na Twoje OCZY, czy patrzą z zaufaniem, czy może spoglądają groźnie? Czy czujesz napięcie wokół oczu, masz problemy z rozpłakaniem się, bóle z tyłu głowy?

W dzieciństwie przeglądamy się w oczach matki, gdy matka patrzy z miłością i możemy się w jej oczach „przejrzeć” uczymy się zaufania do życia. Ale, gdy jej oczy są nieobecne, bądź czasami wrogie rodzi się w nas uczucie lęku, niepewności, braku bezpieczeństwa.

Polecam patrzeć na siebie w lusterku, najczulej jak tylko potrafisz ze słowami miłości, o ile jest na to gotowość.

Zachęcam Cię teraz, żeby zwrócić uwagę na ŻUCHWĘ. Czy jest ona luźna, czy może zaciśnięta? Czy zgrzytasz zębami, bolą Cię zęby z niewiadomych przyczyn, obgryzasz paznokcie, ołówki, długopisy? Ja jak jestem zdenerwowana, to od razu czuję zaciśniętą szczękę.

Zaraz po urodzeniu, pierwszy objaw sięgania mamy poprzez usta, gdzie uczymy się ssać. Uczymy się wtedy gotowości na przyjmowanie. Zatrzymanie w taśmie oralnej jest związane też z „połykaniem” uczuć, np. złości, gdzie nie mogliśmy powiedzieć tego, co czuliśmy.

Moim ulubionym ćwiczeniem jest wyrzucanie języka z dźwiękiem, a gdy procesuję złość gryzienie ręcznika. Polecam 🙂

Przechodząc niżej, zwróć uwagę na KARK, czy chowasz głowę w ramiona w sytuacji przerażenia? Czy oddzielasz głowę od całego ciała, w strachu przed uczuciami? Czy może patrzysz na ciało, jakby nie było Twoje?

Chronimy kark w sytuacji strachu, gdy coś może nam się stać, jednocześnie też w uczuciu złości, że nam się to przytrafia. Emocje są zbyt duże i przytłaczające. Możemy patrzeć na nasze ciało w całkowitym odcięciu. Nosić uniesienia głowę jakby te emocje, uczucia mnie nie dotyczyły albo wycofujemy głowę, usztywniamy kark pokazując światu, że nie pozwolę się złamać.

Moją praktyką jest dotykanie czule głowy, mycie włosów z delikatnym masażem. Rewelacyjne jest też uziemienie głowy, gdzie jedną rękę trzymamy na czole a drugą u podstawy czaszki.

Czas teraz spojrzeć na klatkę piersiową i SERDUSZKO. Zobacz czy możesz oddychać swobodnie, czy czujesz czasami kołatanie serca, ciężar na plecach, bóle w klatce piersiowej?

Kiedy czujemy miłość w zaufaniu do tego, co się pojawia nasza klatka piersiowa jest miękka i elastyczna. Na podstawie doświadczeń zranień, gdzie poczuliśmy jakby ktoś nam „wbił nóż w plecy bądź serce”, klatkę piersiową albo obudowaliśmy, albo obkurczyliśmy.

Ja z moim partnerem praktykujemy powolne zbliżanie ręki do serca na taką odległość, jaką druga osoba ma przestrzeń. Jest to fajnie ćwiczenie, gdzie ćwiczymy swoje granice i zaufanie, ale tutaj jest bardzo ważne opłakanie ran i wyrażenie złości i od tego sugeruję zacząć.

Czy oddychasz na co dzień swoją PRZEPONĄ? Czy czujesz się swobodnie oddychając przez przeponę, czy może czujesz ucisk, skurcz, pięść w żołądku, zaciśnięcie?

Przepona jest mocno powiązana z szyją, barkami, podstawą czaszki. W doświadczeniach stresu, strachu przepona dostaje informacje, żeby się skurczyć i ochronić. W sytuacjach napięć nasze ciało reaguje też spłyceniem oddechu co ma bezpośredni wpływ na przeponę, w ten sposób ciało chroni nas przed zalaniem uczuć, które są zbyt przytłaczające.

Ja stosuję świadome oddychanie do przepony, pozwalając jej się wypełnić powietrzem. Kiedyś przy tej praktyce towarzyszył mi dyskomfort, ale wraz z obserwacją i ćwiczeniami z całym ciałem, ten ruch jest teraz swobodny i przyjemny.

Mój faworyt- MIEDNICA. Zapraszam Cię, żeby zobaczyć jak ułożona jest Twoja miednica, czy biodra skierowane są w przód a może tył. Czy masz częste bóle dolnych pleców, nabrzmiałe nogi, bolesne miesiączki, uczucie nóg z waty, hemoroidy?

Z miednicą powiązane są mocno nogi i stopy, które lubią ruchliwość a ilu z nas było zawijane w becik? Tutaj wyżną rolę odgrywa czas, kiedy rodzice nas pionizowali, uczyli siadać na nocniku, jak podchodzili do naszych kup. Ważnym czasem jest też etap genitalny i seksualny dla dziecka, gdzie często rodzice poprzez wypartą własną seksualność nie potrafią wesprzeć dziecko w tym ważnym okresie.

W moich ćwiczeniach najwięcej czasu spędzam nad ćwiczeniami mięśni okolic miednicy. Rozciągam mięśnie przywodzicieli, pracuję nad otwarciem stawu biodrowego, ćwiczę TRE i wypycham miednicę do przodu. Bardzo polecam.

Odczuwamy świat trzema częściami naszego ciała:
1) głową,
2) sercem,
3) miednicą.

Jest to bardzo ważne, żeby swobodna energia, emocje przepływały przez nasze całe ciało. Przy zablokowanej miednicy i sercu, gdzie pozostajemy w głowie mamy wizję świata przeskanowaną przez nasz umysł. A umysł działa z pozycji strachu, z pozycji traum, gdzie może być mało miejsca na miłość i zaufanie. Dlatego tak istotne jest zwrócenie się do ciała, uwolnienie traum i odczuwanie go, z tymi wszystkim, co nam niesie.

W miłości czasami zdarzają się sytuacje, gdzie kochamy romantycznie drugą osobę, ale robimy to albo z pozycji miednicy- gdzie jest seks, a nie podąża za tym serce i rozum, albo z pozycji głowy- gdzie jest miłość, ale nie ma seksu. Jest albo, albo. Dlatego zwracając sobie czucie w całym ciele, gdzie ciało jest rozluźnione i jest naturalny przepływ wtedy mamy dostęp do wszystkich części.

Podczas pracy z każdą taśmą z osobna wpływamy na całe nasze ciało, zwracając sobie czucie, oddajmy sobie przepływ, naturalność i pełne połączenie ze sobą.

Czasami mogą to być bardzo intensywne doznania, gdzie traumy się otwierają pojawiają się przejściowe objawy psychosomatyczne, dlatego warto zadbać o wsparcie. To jest bardzo indywidualne, ja tego wsparcia potrzebowałam.

Ponad rok temu, gdy intensywnie pracowałam nad traumą seksualną, budziło mnie trzęsienie w środku nocy. Gdy ja smacznie spałam, moje ciało uwalniało. Kilka nocy z rzędu wstawałam i stosowałam TRE, pomagałam swojemu ciału, wspierałam je. To jest proces, ciało dyktuje czas, TRE i ćwiczenia Lowenowskie stosuję już długo, stosunkowo od niedawna, kilka miesięcy temu, przyszła do mnie joga i dodatkowe rozciąganie.

Tak jak wspominałam, ciało dyktuje czas, a ja mam wybór czy wysłucham jego potrzeb i zacznę je spełniać. Czy wstawię się i znajdę chociaż 15 minut dziennie na ćwiczenia, czy znowu będę miała coś „ważniejszego” do zrobienia.

Mam nadzieję, że krótkie opisy zaproszą Cię do tego, żeby zwrócić uwagę na to, co się pojawia u Ciebie.

Pozdrawiam serdecznie ❤

Joanna Skalska

Zdjęcie: pinterest

Jestem złością,
Jestem nienawiścią,
Jestem zazdrością,
Jestem strachem,
Jestem frustracją,
Jestem melancholią,
Jestem niepokojem,
Jestem wstydem,
Jestem pogardą,
Jestem załamaniem,
Jestem rozczarowaniem,
Jestem nieufnością,
Jestem szałem,

Jestem miłością,
Jestem czułością,
Jestem spokojem,
Jestem rozbawieniem,
Jestem akceptacją,
Jestem kompetencją,
Jestem zaciekawieniem,
Jestem zachwytem,
Jestem bezpieczeństwem,
Jestem wielkodusznością,
Jestem empatią,
Jestem nadzieją,
Jestem radością,
Jestem namiętnością,
Jestem dumą,
Jestem przyjemnością,

Jestem czy nie jestem?
Jestem czy czuję?

A to, że tym nie jestem a czuję to znaczy, że kim jestem?

Jestem osobą, w której przestrzeni pojawiają się wszystkie emocje.
Mam wybór albo utożsamię się z emocjami, które się we mnie pojawiają albo stanę się narracją umysłu albo będę w akceptacji do tego co się pojawia ze świadomością, że tym nie jestem.

Większość moje życia myślałam, że jestem zła, niedobra, a czy to była prawda? Nie.
Czy jest prawdą, że jestem tylko dobra i wspaniała? Nie.

Odczuwam wszystkie emocje i te „dobre i niedobre” ale nie znaczy, że nimi jestem.

Traumy zasłaniają nam sposób patrzenia na rzeczywistość. W interpretacji do naszej historii utożsamiamy się z pewnymi częściami bardziej a z innymi mniej. Możemy się z nimi spotkać, przepuścić je przez ciało i pozwolić odpaść iluzji.

A co jakby mieć akceptację do wszystkiego?
Do każdej części mnie?
Tej miłej, przyjemniej, którą znajduje poklask u innych.
Ale też tej mrocznej, zabójczej, na którą społeczeństwo nie lubi patrzeć.

Jak jesteśmy w przestrzeni akceptacji dla siebie, mamy automatycznie więcej przestrzeni dla innych.

Ja po roku wróciłam do napisania listu do mamy i zaakceptowałam tą część z którą się utożsamiłam. Nawet nie wiedziałam, że ona tam ciągle jest… ale była i już wiem, że nią nie jestem😁

Ponad rok temu poszłam nad morze, zachęcona książką „Toksyczni Rodzice” Susan Forward spalić list. Nasz umysł uwielbia rytuały. Myślałam a co mi tam, spróbuje, pewnie mi nie zaszkodzi a co jeśli pomoże?

Dzisiaj wróciłam w to samo miejsce znając moc intencji i spaliłam z intencją oczyszczenia się z narracji umysłu, tych które uwierzyłam, że są częścią mnie i które przejęłam ze słów mamy.

Nad morzem.
Morze ma przestrzeń na wszystko, nie przywiązuje się do pogody ale robi się cieplejsze, gdy jest więcej słońca i zimniejsze w zimę. Czy ono nad tym ubolewa? Nie…
Po prostu jest.

Pozdrawiam serdecznie ❤

Siedzę właśnie w autobusie. Pojawiły się pewne komplikacje, nikt nic nie wiedział, nikt nic nie mówił. Wiele zawirowań i pasażerowie, którzy nie mają pojęcia czy dojadą do celu, zdenerwowanie, irytacja i narzekanie dookoła.

Zabrakło bardzo ważnej rzeczy, którą jest komunikacja.

Niektórzy z pasażerów byli zdenerwowani i odreagowywali na kierowcach, inni narzekali po cichu przez telefon, jeszcze inni komentowali głośno, szukali punktu zaczepienia i dawali upust swojej frustracji, gdzie tylko się dało i do osoby, która chciały tylko słuchać. Byli też tacy, którzy nie wiedzieli co robić i czy aby na pewno dobrze zrozumieli komunikat o przesiadce i podpytywali naokoło czy aby na pewno, ten autobus będzie dla nich, po tym jak zajęłam miejsce jeden z pasażerów martwił się o walizkę, czy na pewno ją przeniosą.

Każdego z nas dotyczyła ta sama sytuacja, a wiele osób zareagowało kompletnie inaczej. Odezwały się stare mechanizmy. Fakt, nikt nie chciał zostać sam na parkingi przy autostradzie bez punktu zaczepienia i możliwości zmiany środka komunikacji. Strach, zdenerwowanie, frustracja, niespełnione oczekiwania.

A co wystarczyło zrobić, żeby uspokoić o wiele tą sytuację? Zakomunikować, że kierowcy, ustalają z biurem różne możliwości i jak sytuacja się wyklaruje, dadzą nam znać. Co usłyszeliśmy? Przerwa i stoimy i tyle. Kierowcy mają doświadczenie w tego typu sytuacjach i znają możliwości rozwiązań, natomiast wielu z pasażerów nie ma takiej wiedzy, w tym ja:)

Tak samo jest w codziennym życiu. Czasami nam się wydaje, że druga osoba powinna wiedzieć co siedzi nam w głowie albo jakie są wg. nas możliwości wyjścia z konkretnej sytuacji a jest zupełnie inaczej. Ile ja miałam złości w sobie, że mój partner nie spełnia moich oczekiwań, które powinien się domyśleć, że je mam! To była ogromna projekcja.

Może być ciężko powiedzieć nawet samemu sobie, że nie wiem, że jest mi trudno podjąć decyzję bądź kolejne kroki, bo… bo odzywają się stare mechanizmy. Strach, poczucie winy, toksyczny wstyd, które blokują przed działaniem, szczerą komunikacją, słuchaniem wewnętrznego wołania.

Może być ciężko powiedzieć drugiej osobie, że po prostu jeszcze nie wiem, bo czuję strach przed osądem, odrzuceniem. Ten strach małego dziecka, które tego doświadczyło, gdy komunikowało swoje potrzeby i dostawało bury, gdy czegoś nie wiedziało. Kto z nas nie doświadczył zawstydzenia w szkole ze strony rówieśników albo nauczycieli za brak określonej wiedzy.

Właśnie w takich sytuacjach jak dzisiaj, pozornie drobnych ale jakże wymownych pokazują się te zranienia, które nosimy w sercu. Tyle różnych zachowań w tak małej grupie osób, gdzie spotkało nas to samo.

Od nas zależy, czy poszukam winy w innych, kierowcy, firmie przewozowej i będę mieć straszny dzień do samego końca, bo tak się uwieszę na tej sytuacji.

Czy może zobaczę co we mnie powoduje ta sytuacja, zachowania innych, jakie emocje się we mnie rodzą i która mała ja, tego już wcześniej doświadczyła, czego ona potrzebuje? Co ja dorosła teraz mogę zrobić a czego nie mogłam zrobić kiedyś. Jak mogę o siebie zadbać pozostając cały czas przy sobie w kontakcie ze swoimi emocjami?

Ja kilka lat temu w takiej sytuacji byłabym kłębkiem nerwów, wkurw nie z tej ziemi, dzisiaj obserwowałam siebie i innych. Mogłam to zrobić, dlatego że spotkałam się z moją złością, strachem, odrzuceniem w moim procesie. Zapewniłam mojej wewnętrznej dziewczynce opiekę, którą tak bardzo potrzebowała.

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna Skalska

Dzisiaj usłyszałam te słowa na sesji i z nimi zostałam na dłużej.

Zdałam sobie sprawę, że teraz często słyszę to zdanie. Inni pokazują mi to co się we mnie zmieniło. Kiedyś z cierpliwością nie miałam nic wspólnego. Wszystko musiało być na już, a jeśli nie było czaił się stres i strach.

Wróciłam pamięcią do wspomnień, gdy ja coś chciałam i gdy ode mnie coś chcieli. Wszystko musiało być na już, na teraz.
Gdy oczekiwano ode mnie coś w domu, np. sprzątania, musiałam to zrobić od razu bo inaczej bura.
Gdy ja coś chciałam i zostało mi obiecane to chciałam to od razu bo inaczej wiedziałam, że nie będzie w ogóle. Bo mama zmieni zdanie. Bo będzie miała inne wydatki. Bo tych bo, było zawsze dużo.

Zakorzenił się we mnie program, który mówił, że jeśli jest pragnienie, oczekiwanie, prośba to chcę to od razu bez czekania bo inaczej moje potrzeby będą nie spełnione a za tym myśl, że nie zasługuję albo w drugą stronę, ja zostanę obarczona winą za niespełnienie oczekiwań innych. Moi pracodawcy byli zachwyceni, bo pracowałam ponad moje siły, żeby tylko nie ponieść kary, w tym przypadku zwolnienia. Sama też w moim procesie chciałam wszystko jak najszybciej i efektowniej co skończyło się miesiącem wegetacji, gdzie nie potrafiłam się spotkać z żadną z emocji.

W pewnym momencie przestałam mówić o moich pragnieniach na głos, bo spotykały się z tekstami typu: ty to byś wszystko chciała, a może do tego gwiazdkę z nieba, skąd ja Ci na to wszystko wezmę pieniędzy itd. Gdy mówiłam na głos co chce osiągnąć a moje małe marzenie nie doszło do skutku czułam ogromny wstyd i zaprzestałam w ogóle marzyć. Bo jak mam marzenie i będę mówiła o nim na głos to inni będą pytać i oczekiwać, że je spełnię, będę czuła ogromny wstyd i porażkę, gdy mi nie wyjdzie. Tak samo, gdy byłam małą dziewczynką i rodzice mi coś obiecali, ja się tym chwaliłam przed rówieśnikami a później czułam wstyd, że jednak to nie doszło do skutku.

Jeszcze 2 lata temu, jak np. gdzieś wyjeżdżałam na długo planowany wyjazd czułam się odcięta od siebie, jakbym nie była w swoim ciele, byłam w totalnym odcięciu od tego co mnie otacza. Pamiętam jak siedziałam w samolocie lecąc do Włoch i mówiłam sama do siebie: „Tak wiem, pamiętam jak nawet przestałam marzyć o wyjeździe na wakacje za granicę ale teraz lecę, teraz tu jestem, zwiedzę Toskanie i Rzym. Jestem.”. „Jestem” to było słowo, które powtarzałam jak mantra. Żeby poczuć, że to co kiedyś nie miało szans zaistnieć, teraz jest i mnie dotyczy, bo moje ciało nie musi się już zamrażać i odcinać od uczuć. Teraz jestem tu i teraz, jestem bezpieczna.

Ta cierpliwość powstała jako jeden z tych małych cudów, które miały miejsce podczas odkrywania siebie. Że jednak cierpliwość jest w mojej naturze. Jak sięgam pamięcią, nie pracowałam nad tym konkretnie tematem a dawałam sobie akceptację, miłość, bezpieczeństwo i poczucie, że moje potrzeby sa ważne i zasługują na to, żeby zostały spełnione. Wracałam do siebie tysiące razy i pokazywałam sobie, że ja teraz mam sprawczość w swoich rękach i mogę tego dokonać. Teraz to co czuję jest ważne i mam na to przestrzeń, tyle przestrzeni ile mi potrzeba.

Jakiś czas temu otworzyłam się na kolejny proces, zdobywam wiele informacji, które testuje ze sobą. Cześć z nich integruje i poszerzają moje widzenie a część odrzucam bo tego nie czuję. I fakt, łatwiej byłoby być już ten krok dalej, z tym rozpoznaniem ale celebruję to dojrzewanie. Żeby można było zjeść dojrzały owoc, on potrzebuje swojego czasu, żeby urosnąć i dojrzeć. Surowe jabłka są twarde i kwaśne a dojrzałe soczyste i słodziudkie. Tak jak teraz wiem i potrafię czekać, żeby jabłko dojrzało, tak też mam świadomość i zaufanie do tego co się pojawia w moim życiu. I fakt czasami chcę przyspieszyć czas i tupię nóżkami z niecierpliwością ale nie mam już tej presji za plecami, która towarzyszyła mi wcześniej.

Pozdrawiam serdecznie z miejsca w którym dzisiaj celebruję tu i teraz. Zatrzymanie w sobie, zatrzymanie w tej pięknej przestrzeni.

Pozdrawiam ciepło,
Joanna Skalska

Ponad rok temu zobaczyłam tęczę w medytacji. Usłyszałam też wtedy, że czuję mocno boginię tęczy. Kiedyś jak jechałam z siostrą samochodem to była tuż przed nami i prowadziła nas kilka chwil do przodu. Innym razem, gdy wracałam z Partnerem do domu zaczynała się tuż za naszym autem. Często zachwyca swoją obecnością w riwierze.

Dzisiaj, gdy powróciła do mnie pewna sytuacja sprzed kilku miesięcy usiadłam do pamiętnika i zaczęłam znów ją opisywać, aż nagle przyszedł impuls. Aśka idź na spacer. Poszłam i zobaczyłam malutką tęczę, na chwilę, ale to wystarczyło, żeby przypomnieć.

Tak jak tęcza ma swoje piękne kolory tak i my mamy w sobie wielokolorowe emocje. Z jednego brzegu wygląda tak, z innego inaczej plus ciągle jest w ruchu. Raz jest bardziej wyrazista, raz mniej, czasami zostanie na bardzo długo aż w końcu się rozpłynie i pozostanie po niej wspomnienie.

Można też ją przyrównać do relacji i spojrzeć na to co się pojawia przy każdym człowieku i zobaczyć jej unikatowość. Widzę jak niektóre osoby pojawiają się w moim życiu z wyraźnym kolorem fioletowym i są moimi „przewodnikami” duchowymi, od których się dużo uczę. Inni natomiast przychodzą z wyraźnym żółtym, gdzie jest ogrom radości, z zielonym spokojem albo z czerwoną miłością. Nie jest to jednak płaskie i pod zielenią też może kryć się smutek a pod czerwienią złość, a pod fioletem żal. W wirze uczuć i emocji, gdzie każda z nich jest ważna i potrzebna.

Warto spojrzeć z boku na to co się pojawia i zobaczyć, co ja tutaj mam do zobaczenia. Co te kolory mi mówią odnośnie przeszłości albo teraźniejszości, gdzie w moim kierunku były konfrontujące zachowania i gdzie może ja działam podświadomie, z przestrzeni, której wcześniej nie widziałam.

Stawić się w pełni do zobaczenia tego cudownego kolorytu życia i wziąć to co na ten moment jesteśmy gotowi. Przyjrzeć się relacjom, które mieliśmy i które mamy. Co dajemy i co otrzymujemy, jak się w nich czujemy. Czy swobodnie, czy może nie do końca i co mogę w tej sytuacji zrobić. Podziękujmy za każdą naukę płynącą z tego doświadczenia. Bez niego nie bylibyśmy tu i teraz z tą świadomością.

Całuję,

Joanna Skalska

Podczas mojej terapii wiele razy zadawałam sobie to pytanie po cichu, kilka razy na sesji. Najpierw bardzo nieśmiało, później już coraz głośniej.

W spotkaniach z Klientami słyszę to samo:
-nie chcę, żebyś źle o mnie pomyślała, ale…
-coś ze mną jest nie tak…
-boję się, że ja mam jakąś chorobę psychiczną i nic mi nie pomoże…
-wiesz, normalna osoba pewnie zareagowałaby inaczej…

Jak zaczynamy rozpoznawać schematy plus zaczynamy coś z nimi robić, to nagle przestajemy pasować do różnorakich „ról”, które na sobie nosiliśmy. Żyliśmy dopasowani do innych, do otaczającej nas rzeczywistości a nagle myślimy inaczej. Inaczej niż wszyscy, widzimy programy, schematy, przekonania. Może jest kilka osób w Internecie, które mają podobne przemyślenia, ale nikogo wokół nas. Czujemy się wyalienowani, nierozumiani.

Jak zaczynamy się kontaktować z emocjami po 20, 30, 40, 50 latach życia w wyparciu, to czujemy ich natłok i przytłoczenie. Nagle pojawia się silna złość, która była w wyparciu i mamy ochotę rozwalić pół mieszkania, smutek zalewa, że nie można ogarnąć łez, poczucie odrzucenia wierci dziurę w sercu, strach spłyca oddech. Naprzemiennie.

Jest wir uczuć, są nowe wglądy, umysł podważa działania i nowe przemyślenia. Boi się i za wszelką cenę chce wrócić do starego, przytulnego miejsca komfortu, gdzie wszystko było znajome. Bo to, co jest nowe jest dla niego niebezpieczne, chce nas chronić za wszelką cenę i podsyła straszne scenariusze obwiniając nas o wszystko.

BO NIE BOLI PRAWDA A ODPADANIE ILUZJI.

Tej iluzji, w której żyliśmy wiele lat.

Wiec co ja teraz mogę zrobić?

Spotkać się z tym strachem, który stoi tuż za rogiem.
Zaprosić go i spojrzeć mu prosto w oczy.
Pozwolić mu przepłynąć przez ciało.
Podziękować, że powstał, bo pojawił się kiedyś i z nami został, żeby nam służyć, żeby nas chronić.
Pozwolić mu odejść w akceptacji i zintegrować kolejną część nas, która była w wyparciu.
Umysł działa z przestrzeni lęku a serce z przestrzeni miłości, więc wypełnij tą uwolnioną przestrzeń miłością do siebie przytulając swoje Wewnętrzne Dziecko. Z czasem umysł przyzwyczai się do nowej rzeczywistości i nie będzie działał z przestrzeni ran, traum a zacznie ufać sercu, które jest pełne miłości. Które jest miłością tak samo, jak i my.

Całuję,

Joanna Skalska

W moich tekstach opisuje sytuacje z dzieciństwa, niektóre z nich brzmią dość mocno, bo dla mnie takie były. Mogłabym teksty złagodzić ale zawsze jak piszę, piszę to co ze mnie akurat wypływa a jak coś próbuje zmienić to wygląda to jak masło maślane.

Zacznę od początku. Zdaje sobie sprawę z tego, że czasy wojny minęły jakiś czas temu. Mamy sklepy pełne ubrań, jedzenia, ciepłe domy z gorącą wodą w kranie ale czy zawsze tak było? Nie. Moja rodzina wywodzi się ze wsi, pamiętam jak babcia mi opowiadała, że obfite plony w lecie oznaczają obfitą zimę. Co roku tak samo, strach czy warunki pogodowe będą sprzyjające a jedzenie ze sklepu były jedynie na kartki. Druga babcia opowiadała jak biegała w życie w walkach partyzanckich, dalekie czasy? Nie, babcia żyje. Wczoraj jak powiedziałam jej, że idę do lasu odpowiedziała „Gdzie będziesz szła, zostań w domu, jeszcze Ci się coś stanie”. Czasy walk dawno minęły ale jak widać strach w niej ciągle żyje… Babcia mojego znajomego była w pociągu, który jechał do Niemiec, wyskoczyła, żołnierz strzelił w jej stronę, chybił a ona udawała martwą żeby tylko nie powtórzył strzału. Wracała do domu na pieszo kilka dni, dzień i noc… Natomiast w miejscu, gdzie jest mój dom rodzinny mój dziadek wraz z kilkoma innymi ludźmi budowali nową osadę, na naszym podwórku były 3 budynki, wokół pola i lasy. Pewnego dnia zaczęły nad budynkami latać wojskowe samoloty, dziadek kazał babci i cioci wziąć krowy i chodzić od jednego budynku do drugiego, żeby było wiadomo, że to osada rolnicza. Bomba mogła spaść w każdej chwili… ciągle pamiętam strach w cioci oczach, gdy mi to opowiadała. W miastach nie było lepiej, były bombardowane, był głód, bieda, godzina policyjna, getta. Na studiach mieszkałam w Łodzi, jest tam wiele miejsc, które pozostały po rzeźni jaka tam się odbyła…

Ciągle towarzyszący strach, żeby wystarczyło jedzenia, żeby dom był bezpieczny, żeby nie przyszli nieproszeni goście, jeden błąd mógł kosztować życie.

Polska jest teraz wolnym krajem, jest obfitość jedzenia, ubrań, technologii, pięknych miejsc stworzonych przez człowieka ale czasami odzywa się w nas ta mentalność braku połączona ze strachem, która kiedyś była codziennością. Tak jak nam przekazano pewną wiedzę, zachowania tak też nasi rodzice dostali wiedzę od swoich rodziców. Z pokolenia na pokolenie. Gdyby nasi rodzice dostali miłość, zrozumienie wtedy umieliby to przekazać młodszemu pokoleniu, nam. Zdaje sobie sprawę z tego, że w domach rodzinnych mojej mamy, czy taty nie było zgody na wszystkie emocje, że czasami było naprawdę ciężko i trudno ale to nie ujmuje krzywdy jaka została mi wyrządzona.

Czasami słyszę słowa, bo rodzice mieli tak ciężko, na rodziców nie powinno się powiedzieć złego słowa, nie wypada, co ludzie powiedzą. Tutaj też się odzywa echo systemu patriarchalnego. Rodzice mieli ciężko ale od nas tylko zależy czy my pozwolimy sobie z siebie wyrzucić zablokowane emocje, przeżyć te sytuacje co nas blokują i uwolnić napięcia z ciała. Nie mówię tutaj o wyrzygiwaniu się do matki czy ojca tylko zadbanie o siebie w bezpiecznej przestrzeni u boku wspierającej osoby, przyjaciółki czy terapeutki. Bo tak, nie wydawało Ci się, że w tamtej sytuacji Twoje granice zostały przekroczone w bestialski sposób i masz prawo czuć wściekłość. Ja w moim procesie nie kontaktowałam się z mama praktycznie w ogóle przez około pół roku, kolejne pół roku dzwoniłam sporadycznie i pozwalałam sobie być w procesie, przeżywać to co się pojawiało. Wyrzucałam wściekłość na to co mi zrobiła, płakałam kąpiąc się w wielkiej ranie odrzucenia, uwalniałam blokady w ciele i stawałam się dla siebie Idealnym rodzicem. Takim, którego zawsze chciałam mieć.

Teraz, jestem w domu rodzinnym na ponad miesiąc bo mama miała wypadek samochodowy. Przyjechałam z własnej woli, bardzo lubię gdy chodzimy razem do lasu na grzyby bo może spacerować a ja uwielbiam spędzać czas w naturze. Kiedyś dostawałabym szału przy niektórych sytuacjach, teraz tylko mówię, gdy zauważę pewne zachowania, choć zdarzyło mi się też unieść głos. Też jest tak, że gdy przekraczamy próg domu rodzinnego, gdzie spotkało nas tyle krzywd, podświadomość pokazuje, gdzie jeszcze są jakieś sprawy do zobaczenia. Skłoniło mnie to też do kilku głębokich procesów i zobaczenia miejsc, które potrzebowały jeszcze ukochania. Relacja z mamą, którą mam teraz nie byłaby możliwa, gdybym nie uznała swoich krzywd. Nie umiałam też przyjąć od niej tych pozytywnych i pięknych rzeczy, które dla mnie zrobiła. Wyparcie nie prowadzi donikąd tylko wstawienie się w te trudne sytuacje, pozwolenie na emocje i uwolnienie ich z ciała.

Całuję,

Joanna Skalska