Witajcie Kochani,

Zapraszam Was serdecznie do zobaczenia mojego nowego nagrania, gdzie poruszam temat balansu w procesie z Wewnętrznym Dzieckiem. Uważam, że w procesie tak samo ważny jest czas oczyszczania, procesowania ale również przyglądania się tym zmianom, które zachodzą w naszym życiu.

Tak jak jedna mała żaróweczka, nie jest w stanie oświetlić wielkiego pomieszczenia, tak w naszym życiu jedną zmianą nie jesteśmy w stanie zmienić naszego świata. Pracując ze sobą sukcesywnie, zapalając więcej światła w naszej rzeczywistości i dostrzegając je, zaczynamy dostrzegać te wielkie zmiany, które się dzieją. I w tym nagraniu zapraszam do celebrowania każdej jednej, choćby najmniejszej zmiany.

Świadomość tego, co nas blokuje jest niesamowicie ważna, bo dzięki rozpoznaniu możemy uwolnić to co nam nie służy ale skupianie się tylko na tym, co jest nie tak, nastawiamy się na wyszukiwanie w sobie problemu.

Co ze mną jest jeszcze nie tak, że nie mogę żyć tak jakbym chciała? A no samo to przekonanie wraz z ładunkiem emocjonalnym jest odpowiedzią samą w sobie, ponieważ skupiamy się na tym co jest w nas nie tak, więc automatycznie zakładamy, że jest coś nie tak ,więc jak ma być coś TAK, jak my nie patrzymy w ogóle w tą stronę. Jej, mam nadzieję, że mój przekaz jest zrozumiały 😊

Zachęcam do nagradzania się po każdym nowym odkryciu, po każdym procesie czymś, co nas wspiera. Tutaj też zapraszam do wybierania takiej formy nagrody, która ma efekt długoterminowy.

Co mam tutaj na myśli?

Ja nagradzałam się ciastkami i cukiereczkami co w efekcie skutkowało zwiększeniem masy ciała i obniżeniem poczucia wartości, jak więc widzicie nie jest to najlepszy sposób. Dawałam sobie przyjemność krótkoterminową, co w dłuższym czasie skutkowało efektem odwrotnym. Miałam też wiele emocji i przekonań dotyczących jedzenia z wczesnego dzieciństwa, z którymi się spotykałam i teraz moja waga powoli i naturalnie spada. Jak patrzę na to z perspektywy czasu to widzę, że te zachowania były dla mnie potrzebne, żebym mogła doświadczyć i spotkać się z tymi wrażliwymi, delikatnymi częściami mnie.

W moim procesie też dość często pozwalałam sobie na lampkę wina albo whiskey. Na początku bardzo się za to ganiłam, bo nie powinnam, bo nie wypada, bo to jest „złe”. Pracowałam nad sobą, nawet nie nad tym konkretnym tematem i samo odpadło. Nawet nie wiem kiedy, po prostu przestałam mieć potrzebę picia alkoholu. Czasami piję dobrą szkocką, bo bardzo lubię jej smak ale to jest już na całkowicie innej energii niż kiedyś.

Podaję te dwa przykłady, po to żeby przybliżyć dwie zależności. Tak jak w przypadku alkoholu, to była moja taka „ucieczka” od problemów a nie miałam z tym głębszego powiązania emocjonalnego, to samo odpadło dzięki temu, że pracowałam ze sobą, podwyższałam wibracje i nie czułam dłużej potrzeby, żeby kontynuować. Natomiast w przypadku jedzenia, gdzie był tam duży bagaż emocjonalny potrzebowałam dużo więcej czasu, żeby pokazało się źródło problemu, jak również potrzebna jest też praca z nawykami, żeby stworzyć trwałe nowe połączenia neuronowe.

Piszę o tym w kontekście balansu, ponieważ nie poruszyłam tego aspektu w filmiku a uważam, że też jest bardzo ważny.

Jeśli Kochani potrzebujesz wsparcia w procesie, zaparzam serdecznie na sesje, gdzie w bezpiecznej przestrzeni jest możliwość spotkania się ze wszystkimi emocjami. Uzdrowić ranę matczyną i ojcowską.

Z miłością,

Joanna Skalska

Od kilku dni mam ochotę posprzątać bardzo dokładnie moje mieszkanie. W środę zajrzałam do każdej szafki w kuchni, wytarłam każdy widelec, przyprawę a dziś zaczęłam sprzątać salon. Potrzebuję więcej przestrzeni na nowe a przestrzeń emocjonalna jest połączona z tym co mnie otacza, również z bałaganem w szafkach. Ja patrzę na wszystko bardzo holistycznie.

Zaczęłam sprzątać słuchając jednocześnie online summit pod tytułem „Beyond Brain Fog: How to Use Tapping to Overcome Brain Fog and Chronic Fatigue”. Prowadząca zaprosiła do ćwiczenia, a ja idąc za jej wskazówkami poczułam się taka przeciążona, tak dużo na głowie, tyle do zrobienia. Czy dam radę?

Zatrzymałam nagranie i pozwoliłam sobie na te emocje, uczucia, ciało zaczęło opadać zmęczone w fotelu. Nie miałam sił. Pojawiło się zdanie „Nie ma sensu się starać i tak mi się nie uda”. Zaskoczona pozwoliłam sobie w tym być, doświadczyć tego w pełni. To było długie kilka minut…

Zobaczyłam siebie w podstawówce, klasy 3-6. Nie wiedziałam co mnie woła, nie wiedziałam co to za wspomnienie, dlaczego te uczucia były takie mocne… Czułam ogromne przytłoczenie i świadomość, że nie ważne jak bardzo będę się starała to nie jestem w stanie tego wygrać. Nie było sensu walczyć, przegrana była określona z góry… poczułam energię mojej wychowawczyni, która mnie nie lubiła. Mama spijała z jej ust każde słowo i nigdy nie zapytała mnie o zdanie, czy wydarzyło się to o co oskarżała nauczycielka i w jakiej skali. Słowa nauczycielki były święte, nie byłam w stanie się przez nie przebić.

Winna.

Niedobra.

Nie umie się zachować.

Koniec semestru, czas kartkówek i klasówek.

Ja sama. Czułam, że nie ma nikogo obok mnie.

Przytłoczona, bo jak dostanę niską ocenę to będę miała duży problem…

Przyjaźniłam się z dziewczyną, która była najlepsza w klasie więc wytwarzałam sobie presje, żeby nie być gorsza…

Przytłoczenie, przytłoczenie, przytłoczenie.

Pozwoliłam, sobie je czuć, wspomagałam się opukiwaniem. Poszłam ja dorosła do mojej Wewnętrznej Dziewczynki, ona nie zwróciła na mnie nawet uwagi. Była tak bardzo smutna, nie widziała wyjścia z sytuacji, nie miała żadnej możliwości tytko musiała iść dalej choć wiedziała, że i tak nie sprosta oczekiwaniom. Czułam oddech nauczycielki na mojej twarzy, czułam jak stoi przede mną a ja nie mogę iść dalej, czułam jak bardzo mnie blokuje a ja WTEDY nie mogłam NIC ZROBIĆ! NIC! Nie czułam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić.

Wtedy w moim ciele pojawił się mechanizm dysocjacji, mój umysł zdecydował, że lepiej będzie dla mnie jak te emocje zostaną wyparte. W późniejszym życiu te same emocje się pojawiały, ale ja pięknie umiałam się od nich odcinać skupiając się na pozytywach, doceniając się za to co zrobiłam, denerwując się na najmniejszą pierdołę, żyjąc moją pracą, imprezami itd. Jak będąc w kompletnym odcięciu od siebie miałam spojrzeć na część mnie, która myśli, że nie warto w ogóle zaczynać bo i tak zostanę niesprawiedliwie osądzona. Do czasów szkolnych, nauczycielki i matki wracałam wiele razy ale dziś byłam wreszcie gotowa, żeby zintegrować w sobie tą część.

Wróciłam do mojego wewnętrznego dziecka, ona nie reagowała na mnie ale wiedziałam, że zawołała mnie po coś. Moje ciało zaczęło się wykręcać w lewą stronę, jakbym nie mogła patrzeć w przód. Pozwoliłam sobie tego doświadczyć. Ja z pozycji dorosłego rodzica powiedziałam, że już nie jest sama. Pojawiło się więcej światła. Z moich ust wyszły słowa skierowane do nauczycielki „to było takie nie fair! Z Tobą jest coś nie tak”. Wiele razy procesowałam złość skierowaną do niej więc te słowa wystarczyły…

Poczułam się lżej ale czułam w ciele taki łańcuch na mojej talii, który ciągnął mnie w tył. Coś tam jeszcze było… ale co? Czułam jak zapadam się w fotelu, głębiej i głębiej. Usłyszałam głos mojej babci… „ nie jest bezpiecznie mówić”. Skąd wiem, że to była babcia? Po prostu, nawet to podważyłam ale odpowiedź pojawiła się silniejsza. Zapytałam dlaczego, a w odpowiedzi usłyszałam, że przez to możesz zginąć. Tak, wtedy zobaczyłam jak ten strach, który był podczas wojny odnośnie swobodnego wypowiadania się był ciągle żywy w moim rodzie. Wtedy konsekwencje wypowiadania swojego zdania, gdzie było ono inne od ogółu mogły być niebezpieczne. Poczułam ogromny ciężar na mojej klatce, ból w kolanach, było mi bardzo ciężko oddychać.

A co ja teraz robię? Mówię i piszę o sprawach, gdzie wiele osób myśli o mnie co najmniej „dziwna” a stosunkowo niewielka ilość ludzi interesuje się podobnymi tematami co ja.

Wtedy przypomniały mi się czasy gimnazjum, nie chciałam tak szybko przechodzić od tematu ale było to zbyt silne. Przypomniałam sobie piękną rozmowę z nauczycielką i poczułam, że ona mnie widziała. Rozpłakałam się całą sobą. Poczułam, że wydawało mi się, że jestem sama, bo miałam wiele takich doświadczeń to jednak były osoby w moim życiu, które widziały mnie taką jaka byłam. Ja na tamten czas nie umiałam ich dostrzec, a wtedy podczas tamtej rozmowy ona zaprosiła mnie empatycznie do pokazania siebie. I teraz czułam, że akceptowała mnie taka jaka byłam. Przez wiele lat widziałam tamtą sytuację w innym świetle. Nie umiałam dostrzec osób, które mnie widziały jako mnie i dawały mi na to przestrzeń. Teraz widzę takie osoby w moim życiu a w przeszłości myślałam, czułam, że jestem sama, jedyna z takimi problemami i przez nikogo nie akceptowana. Nie umiałam dostrzec tych pięknych świateł, które świeciły obok mnie.

Wróciłam do mojej babci, podziękowałam za troskę o mnie i uwolniłam ten schemat z mojego ciała. Wtedy nie było bezpiecznie wypowiadać swojego zdania ale TERAZ jestem jedną z tych osób, która przeciera szlaki mówi wprost o tym co czuje, o tym jak było i jakie to było dla mnie trudne.

Wróciłam do mojej Wewnętrznej Dziewczynki z podstawówki, ona już mnie widziała. W odpowiedzi na to co potrzebuje odpowiedziała – „BĄDŹ”. Więc byłam, w miłości do siebie a w moim sercu pojawiło się ciepło.

Ile z nas doświadczyło sytuacji, gdzie z pozycji dorosłego mogą to się wydawać błahostki ale z pozycji dziecka było to dla nas tak przytłaczające, że doświadczamy dysocjacji. Odcinamy się od tej części nas, która cierpi za bardzo, bo gdybyśmy w pełni ją czuli pewnie objawiłaby się jakąś chorobą fizyczną. Te części nas, one tam są i czekają na powrót do domu a my możemy spotkać się z nimi i zintegrować je z całością. Te części nas wołają przez trudne emocje, powracające sytuacje a my mamy możliwości, mamy narzędzia, które rewelacyjnie działają i możemy sprawić, żeby widzieć przeszłość, taka jak była ale bez bólu. Nasze blokady mogą też sięgać do naszego rodu, ponieważ babcia przekazała je mamie a mama nam…

Tak ja ta sytuacja, może wydawać się nieistotna. Oczywiście, że miałam prawo poczuć się przytłoczona, bo w salonie jest totalny bałagan, pranie firan a jeszcze większa część mieszkanie przede mną. Praktykuję sesję EFT więc mój grafik na przyszły czas jest wypełniony po brzegi. Miałam prawo czuć się przytłoczona ale z pozycji dorosłego wiem, że każdy czysty kąt w domu, każda sesja da mi ogrom radości i nie mogę się doczekać, żeby tego doświadczyć. Ale uczucia i mechanizmy, które we mnie wybrzmiewały krzyczały: to jest niebezpieczne, nie możesz rozmawiać swobodnie z tyloma nieznajomymi, podejmujesz wyzwanie, gdzie z góry jesteś skazana na przegranie.

I tak było. KIEDYŚ przegrana była jedynym doświadczeniem, które mogłam przeżyć ale doświadczyłam też pięknych chwil, które przyjęłam do serca i TERAZ wiem, że jestem bezpieczna mówiąc moją prawdę. Dzieląc się nią. Dzieląc się technikami, wiedzą, umiejętnościami, które działają rewelacyjnie a ja czasami jestem pod wrażeniem tych pięknych chwil, które doświadczam.

Wzruszyłam się teraz i oczy mi się zaszkliły. Nigdy nie myślałam, że będę mogła doświadczyć takich pięknych chwil, zawsze je łączyłam z wakacjami, zwiedzaniem a nie z siedzeniem w wielkim rozgardiaszu obok środka czystości, który zaraz wezmę w rękę.

Bardzo Ci dziękuję, że przeczytałaś/eś opis mojego procesu, którym się dzisiaj dzielę.

Życzę Ci wspaniałego dnia.


Zawsze wiedziałam, że przekonania są obecne w moim życiu, ale nigdy nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo blokują mnie przed podjęciem działań. Przekonanie jest to Nasz punk widzenia na pewien temat, są to głęboko zakorzenione wzorce usłyszane bądź odczuwane w dzieciństwie. Mogą to być zdania bądź powiedzonka często powtarzane przez naszych rodziców, opiekunów czy nauczycieli. Jako dzieci chłonęliśmy wszystko, co serwowało nam otoczenie, bez względu na to, czy to było sprzyjające, czy też nie. W rezultacie następuje zamknięcie się na opcje, jesteśmy pełni blokad i stosujemy autosabotaż wobec siebie. Przykładami takich przekonań mogą być: „Nie jestem wystarczająco dobra”, „Mi się nie należy”, „To nie jest dla mnie”, „Mi zawsze musi się coś nie udać”. Tak jak my postrzegamy siebie i nasze przekonania, tak życie oddaje, kreuje nam rzeczywistość w której żyjemy.


Tak jak wspominałam, są to zdania bądź słowa, które często słyszeliśmy w dzieciństwie. Mogą to być słowa wypowiedziane bezpośrednio do nas- dzieci, np.: „jesteś niedobra”,” jesteś niezdarą”, „tylko wstyd nam przynosisz”. Rodzica JESTEŚ staje się dziecka JESTEM. 

Dziecko idzie w życie z taką łatką, która została mu przyczepiona i nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że ona tam jest, ale dostaje od życia potwierdzenie, że taka jest „prawda”. Życie oddaje nam to, co jest w nas w środku, na zasadzie lustra więc warto się zastanowić jakie sytuacje często powtarzają się i co wtedy do siebie mówię, czy jestem dla siebie wyrozumiała i podchodzę do siebie z miłością a może powtarzam słowa rodzica?
Przekonania w naszym życiu mogą dotyczyć dosłownie wszystkich aspektów: ciała, zdrowia, pieniędzy, szacunku do siebie i innych itd. Warto się zastanowić jakie słowa, zdania, powiedzonka, przysłowia powtarzali często nasi rodzice, opiekunowie. Czy to było np. „Biednemu zawsze wiatr w oczy”, „Pokorne ciele dwie krowy ssie”, „Siedź w kącie znajdą Cię” a może, gdy tylko coś upadło, bądź się zepsuło padało „och, mi to zawsze coś musi się nie udać”. Do rozpoznania tych wszystkich przekonań potrzebna jest ogromna uważność na to, co mówili, mówią ludzie, z którymi przebywamy i na to, co my mówimy do siebie i innych. Proponuję zastanowić się i wypisać, utworzyć listę tego, co często słyszeliśmy w naszym dzieciństwie i co możliwe, że sami powtarzamy. W książce Susan Forward „Matki, które nie potrafią kochać” jest takie fajne ćwiczenie: dzielimy kartkę na połowę, na jednej wypisujemy przekonania a na drugiej naszą opinię na dany temat. Jak zaczniemy pisać, to lista będzie się powiększała i te przekonania zaczną płynąć. Warto się zastanowić czy dane przekonanie jest naszą prawdą, czy może wybieramy inaczej. Łatwo będzie zauważyć, że przekonanie to kłamstwo więc z jednej strony piszemy: PRZEKONANIE (kłamstwo) z drugiej PRAWDA. W książce autorka sugeruje rytuał, więc jeśli ktoś jest zainteresowany to polecam do lektury albo jeśli nie macie książki, napiszcie to Wam prześlę zdjęcia stron. Ja sugeruję, żeby zagłębić się w te przekonania, które wypisaliśmy emocjonalnie, dzieląc je na poszczególne kroki:
1. Wybieramy przekonanie, któremu chcemy się przyjrzeć.
2. Zamykamy oczy i mówimy je na głos bądź w myślach.
3. Sprawdzamy, czy pojawiają się emocje.
4. Będąc w emocji, podważamy przekonanie. Sprawdzamy, czy jest prawdziwe i zgodne z tym, w co chcemy wierzyć.
5. Pojawia się inna perspektywa widzenia danego przekonania, możliwe, że nie od razu albo będzie trzeba do niego wrócić kilka razy.
Polecam też The Work, Byron Katie. Ta metoda pomaga spojrzeć z innej perspektywy, ale z doświadczenia wiem, że niesamowite efekty przynosi praca z emocjami.


Drugim sposobem, w jaki nabywamy przekonania jest poprzez odczuwanie. Podczas dorastania uczymy się zachowań, w których czujemy się bezpiecznie i komfortowo, w których dostajemy aprobatę od rodziców, opiekunów więc często w dorosłym życiu trudno jest nam otworzyć się na opcje, które w rodzinnym domu nie były mile widziane. Jako dzieci naszą główną potrzebą jest bycie widzianym przez rodzica, jesteśmy całkowicie od nich zależni więc robimy wszystko by nie zostać sami. Gdy rodzice nie aprobują nas w całości, odpychamy te „nie mile widziane” zachowania, cechy z naszego ciała, z naszego ja. Te części nas, nie mają w naszym ciele przestrzeni na zaistnienie i w rezultacie jesteśmy pełni takich wewnętrznych podziałów. Poprzez przyjrzenie się naszym przekonaniom i tym, co zostało „wygnane” i zintegrowanie tego w sobie możemy dopiero stworzyć całość. Samopoznanie blokad jest kluczowe, bo tylko znając schemat  jesteśmy w stanie z nim pracować poprzez pracę z emocjami, Wewnętrznym Dzieckiem bądź pracę z Cieniem. Przekonania, które zdobyliśmy emocjonalnie, przez zawstydzanie, wyszydzanie, wprowadzanie w toksyczny wstyd jest trudniej w dorosłym życiu się z nich wyleczyć. Bardzo często zdarza się, że podążamy pewnym schematem, bo przekonanie wbiło się głęboko w naszą podświadomość, dlatego bardzo ważna jest uważność na powtarzające się uczucia w ciele bądź sytuacje, które ciągle nam się „przytrafiają”.


Poprzez uważność i wychodzenie z bardzo dobrze nam znanych ścieżek jesteśmy w stanie zauważyć powtarzające się wzorce. Sprawdzajmy co pojawia się w ciele, wybierzmy inną drogę do pracy, zapiszmy się na zajęcia, o których zawsze myśleliśmy, że są ciekawe, ale w sumie nigdy nie było nam tam po drodze, spróbujmy nowej restauracji na obiad nie tej, którą zawsze wybieraliśmy, otwórz blog, jeśli zawsze interesowałeś się fotografią, zacznij nowy innowacyjny projekt w swojej firmie, który Ci chodził tyle czasu po głowie, ale zawsze podchodziłeś do niego sceptycznie. Każdy ma swoje indywidualne bariery, dla jednej osoby to, co Tobie sprawia problem to możemy być pikuś, ale gdy Ty się na to zdecydujesz i pokonasz swój strach, to będzie wielkie osiągnięcie dla Ciebie i jeśli podążysz za sercem będziesz  miał z tego dużo korzyści. Tam, gdzie jest nasze serce, tam, gdzie kieruje nas nasza dusza, tam jest nasza radość, pasja. Przez wiele lat się wstrzymywałam z tym, co lubię, bo byłam wypełniona przekonaniami po brzegi, które mnie blokowały. Oczywiście są też takie, które nam pomagają i pchają do przodu ,dlatego ważne jest, żeby nadpisać tym, co nam służy to, co nam nie służy.

Poniżej załączam moje nagranie, w którym przybliżam dynamikę przekonań.

Powodzenia Kochani,

Joanna Skalska