Od dziecka jesteśmy programowani na wiedzę, logiczne myślenie, analizę. Jak byłam mała, często słyszałam: „myśl o tym, co mówisz”, „zastanów się, zanim coś powiesz” jak wypowiadałam jakieś moje opinie, prawdy na temat otaczającego mnie świata, które były niewygodne dla dorosłych. Bez filtrów, których na tamten moment jeszcze nie znałam. Oni byli nauczeni je ignorować, pomijać, żeby np. nikogo nie urazić, być zawsze miłym i uśmiechniętym, nie narażać się nikomu swoją opinią.

A dzieci? Dzieci, jakie są? Prawdziwe!

Mówią to, co myślą bez filtrów nałożonych przez świat patriarchalny. Wypowiadają słowa prosto z serca, które nie są filtrowane. Dziecko jak widzi pięknego motyla, to się zachwyci całym swoim ciałem, a jak widzi coś brzydkiego nazwie to wprost, a nie opowie wymijająco, delikatnie, bez nazywania stanu rzeczy albo pominie wypowiedź. Dziecko mówi z serca. Prosto i wyraźnie.

Do około 5, 6 roku życia dzieci działają na innych falach mózgowych, gdzie nie jest jeszcze wykształcony umysł analityczny, logiczny, wtedy też przyswajamy przekonania otaczających nas osób. Umysł analityczny kształtuję się do około 12, 13 roku życia. W tym czasie, często też kierowane są do nas słowa: nie rób tak, nie myśl tak, takie myślenie jest dobre a takie nie, jak możesz tego jeszcze nie wiedzieć? Moje dzieciństwo było usłane z tego typu wypowiedzi, czy to w szkole, czy w domu, a Twoje? Uczymy się nie usłuchać tego głosu serca, intuicji, który jest w środku, bo uznanie przychodziło wtedy, gdy wypowiedzi były przefiltrowane. W szkole też najważniejsze jest myślenie odtwórcze, im więcej się uczysz, im więcej wiesz, tym lepsze dostaniesz oceny. W mojej tak było, jedyny przedmiot, gdzie mogła zaszaleć wyobraźnia to była plastyka, ale to też do pewnego momentu, ponieważ w późniejszych klasach weszła wiedza na temat malarzy, dzieł itd.

Wszystko sprowadza się do umysłu, więc gdy w procesie odnajdywania siebie mamy zacząć znowu słuchać swojego serca to umysł to neguje. Umysł jest nastawiony na ochronę, chroni przed tym, co nie jest znane. On nie wie, że tylko słuchając głosu swojego serca, działając w zgodzie ze sobą, możemy być szczęśliwi. Umysł myśli, że jak zdobędę super auto, pojadę na mega wakacje, kupię nieziemską sukienkę ,to wtedy będę szczęśliwa. Pojawia się szczęście na jakiś czas, ale za tym też pojawiają się kolejne rzeczy do spełniania, bo szczęście jest warunkowe i czasowe. Gdy działam w zgodzie z sercem, z głębi serca, czy to jest spacer po bułki, czy sprzątanie, czy wyjazd na wakacje to czuję zadowolenie cały czas.

Ale jak zacząć słuchać intuicji, serca, głosu mojej duszy?

Jest to proces, gdzie uczymy umysł, że jest bezpieczny, że nie grozi nam niebezpieczeństwo, porażka, gdy działamy w zgodzie z tym wewnętrznym głosem. Jak to wygląda u mnie w praktyce? Szkic do tego tekstu napisałam w tamtym tygodniu, miałam zamiar, żeby wypuścić go jak najszybciej. Po napisaniu przyszedł impuls, żeby pójść na spacer. Tak też zrobiłam. Wróciłam do domu, zabrałam się za obiad i dni mijały. Dzisiaj rano zaczęłam oglądać świetne nagranie, gdzie słuchałam o umyśle i przypominały mi się wypisane wcześniej zagadnienia. Poszukałam je, wzięłam się za pisanie i słowa same się układają. Akapit za akapitem. Z pozycji umysłu jest to nielogiczne, bo skoro stworzyłam szkic, powinnam od razu usiąść i napisać wersję, z którą mogę wyjść, a nie zajmować się innymi sprawami, np. pójść na grzyby i później je czyścić przez 2 dni. Swoją drogą spotkała nas taka obfitość, że mieliśmy całą wannę grzybów, które teraz powolutku suszę 😊 Wiem też, że jeśli usiądziesz i wykonasz sugestię, które Ci tutaj proponuje to będzie się to wiązało z poszerzeniem punktu widzenia. Tak samo, gdy ja robiłam taką pracę prowadzoną w podobnym procesie.

Tak jak wspominałam wcześniej, umysł nas chroni przed tym, co nie jest znane, co uznaje, że jest niebezpieczne. Kiedyś pod nagonkami otoczenia podświadomość uznała, że właśnie słuchanie serca nie jest dla nas dobre, dlatego została wyeliminowana. Kontaktując się z tym lękiem przed słuchaniem intuicji, pojawiają się różne scenariusze. U mnie np. było to, że bałam się, że ktoś mi zarzuci, że działam nielogicznie. Wystarczy, że usiądziesz z kartką papieru i zadasz sobie pytanie, co to za lęk? Przed czym się boję? Mogą wypłynąć przekonania, o których nawet nie wiedziałaś, że masz albo nie zdawałaś sobie sprawy z tego, że są powiązane z tym tematem.

Skoro w sercu mamy prawdę, autentyczność, intuicję to warto też zadać sobie sprawę, czym jest dla Ciebie prawda? Z czym Ci się kojarzy? Jakie usłyszałaś zdania na ten temat, w jakie przekonania uwierzyłaś. Ja często słyszałam, że prawda w oczy kole, ale też, że prawda prowadzi do uwolnienia. Zauważ, jaka jest to sprzeczna informacja, która we mnie była. Z jednej strony bałam się poznać prawdę, a jednak podświadomie w cierpieniach (bo w oczy kole) dążyłam do uwolnienia. Czyli sama sobie torowałam drogę cierpienia do prawdy, a co jeśli w dzieciństwie rodzice zapoznaliby mnie z przekonaniem, że prawda jest lekka, miła i przyjemna a podążanie w zgodzie z nią jest najprzyjemniejsze na świecie. Gdy przyjęłam to przekonanie za moje, dużo łatwiej było mi skontaktować się z moim sercem i zobaczyć to, co jest w środku. Nie stało to też się z dnia na dzień.

A co musi się wydarzyć, żeby zobaczyć i podążać za tą prawdą płynącą z serca? Trzeba nauczyć się ufać sobie. Tej wiedzy, uczuciom, które są w nas. Tak jak wspominałam, jesteśmy uczeni od dziecka logicznego myślenia w określony sposób, a często głos naszej duszy, nie jest logiczny w znanych nam ramach. Często mam ogromne efekty właśnie działając w sposób nielogiczny. Bo jak to wpływa na rozwijanie mojego bloga, że pójdę na grzyby? Ano tak, że zaufałam sobie, zrobiłam to, co bardzo chciałam, co zaowocowało ogromną obfitością i w grzybach i słowach. Logiczne? Nie bardzo 😊A jak jest u Ciebie? Jakie masz przekonania na temat zaufania?

Gdy pojawia się chęć zrobienia czegoś, ale w rolę wchodzi umysł i racjonalizuje, to wtedy czujemy taki wewnętrzny rozjazd. Przypomnij sobie, jak bardzo chciałaś coś zrobić, pojawiła się logika, że nie, że jeszcze nie czas, że jeszcze nie jestem gotowa, że jeszcze muszę się dużo dowiedzieć, to obejrzeć, to przeczytać i dopiero będę mogła zrobić to, co chcę zrobić, że jak nie wyjdzie, to będzie klęska i tyle spraw może pójść nie po myśli. Gdy już przeczytamy i obejrzymy to, co chcieliśmy pojawiają się kolejne rzeczy, które powinniśmy przyswoić. To uczucie, że nie czuję się jeszcze gotowa, może się nigdy nie skończyć choć serce krzyczy inaczej. Takie właśnie mam odczucia odnośnie do warsztatu, który chodzi mi po głowie od 2 tygodni, ale ciągle go odwlekam. Dzisiaj postanowiłam, że na pewno go zrobię po powrocie z wakacji, czyli pod koniec września. Wiem, że na dany moment będzie najlepszy, jaki może być i przyniesie transformacje mi i innym.

Każdy z nas przeszedł swoją indywidualną drogę, dzieciństwo i ma inny zestaw przekonań. Każdy z nas pomimo tego, że odczuwa te same uczucia, czuje je inaczej. Dlatego warto ufać sobie i temu, co się w nas pojawia. Nie jesteśmy w stanie, być szczęśliwym robiąc to samo co inni, co np. nasz autorytet o ile to nie wypływa z serca. Bo ten wewnętrzny kompas jest najważniejszy, to właśnie uczucia, które mamy mówią nam, czy jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi robiąc coś, spotykając się z kimś. A czy czujemy się ciężko i pojawia się myśl: „o coś tu jest nie tak”. Słuchając siebie, mamy to wewnętrzne prowadzenie, gdy je tracimy, wchodzi umysł z analizą: „To jest nie tak, tamto nie tak, to może nie wyjść, a tamto nie ma sensu”. Od nas zależy czy posłuchamy tego głosu umysłu, czy też skierujemy uwagę do serca i będziemy działać mimo lęku i może na początku też niezrozumienia dla tego, co się dzieje. Tak jak wspominałam, to nie jest proces kilkugodzinny, uczymy się na nowo zaufania do siebie. Pokazujemy naszemu Wewnętrznemu Dziecku, że może nam ufać, że jego głos jest ważny. Zapraszam do zaczęcia praktyki od małych rzeczy, czy to będzie spontaniczna drzemka w ciągu dnia, czy też zakup ubrania w całkowicie innym stylu.

Jak zmieni się Twoje życie, gdy w pełni zaufasz sobie?

Całuję,

Joanna Skalska

Jako dziecko uczyłam się jak wygląda świat, testowałam, sprawdzałam, popełniałam też błędy. Błędy, które są naturalnym etapem procesu poznawczego. Czasami mi ktoś wytłumaczył konsekwencje niektórych zachowań, ale często odbijałam się od złości matki. Nie wiedziałam czemu moje przepraszam nie działa… czemu ona jest ciągle zła skoro przeprosiłam?

Pamiętam siebie w wieku ok. 6 lat jak coś zrobiłam, nawet nie pamiętam już co… matka nakrzyczała na mnie, bez wyjaśnień co zrobiłam źle i była wściekła. Wtedy myślałam, że cała jej złość jest przez moje zachowanie… wzięłam ją całą na sobie. Zresztą często takie sytuacje miały miejsce…

Przeprosiłam. Bałam się, że odrzuci mnie najważniejsza osoba na świecie, osoba, bez której myślałam, że nie przeżyje. Pomimo tego, że starałam się bardzo złagodzić, nadrobić ciągle spotykałam się z jej złością. Odbijałam się od niej. Jak bardzo się nie starałam, ona ciągle była zła a ja myślałam, że to wszystko moja wina…

Wtedy nie rozumiałam, że ta złość, którą matka na mnie przelewa tak naprawdę jest jej niewyrażoną złością… Miała ogrom na głowie i nie umiała sobie z tymi emocjami poradzić co też nie oznacza, że miała prawo wyrażać ją w ten sposób. Przelewając na bezbronne, zależne od niej dziecko…

Ja byłam niewinna. Nie zrobiłam jej specjalnie krzywdy, ale z jej punkt widzenia byłam tym zapalnikiem, gdzie ta złość została skierowana. Nie ważne było co dalej robiłam, ona kierowała swoją złość na mnie.

Spotkałam się z moją małą Asią i zobaczyłam jej ból. Zobaczyłam ten strach… Zobaczyłam ten moment traumy. Moment, gdzie nie widziałam w ogóle wyjścia z sytuacji. Gdzie cokolwiek by się nie wydarzyło i tak z pozycji oceny matki byłam skazana na porażkę… Tam nie było empatii, tam nie było zrozumienia, tam nie było tej nici porozumienia. Za to był ogrom emocji bardzo wrażliwej dziewczynki, która musiała się od siebie odciąć… na tamten moment było to jedyne rozwiązanie.

Teraz jest inaczej, teraz moje Wewnętrzne Dziecko nie jest już samo. Teraz moje Wewnętrzne Dziecko ma swojego Idealnego Rodzica, którym jestem ja sama. Ja siebie wysłuchałam, wyraziłam wszystko, co wtedy nie mogłam powiedzieć i zaakceptowałam tę ogromną wrażliwość, która jest we mnie. Tę samą wrażliwość, której nie akceptowali moi rodzice, bo była dla nich zbyt konfrontująca.

Zobaczyłam z innej strony tę sytuację i jak bardzo ona była destrukcyjna dla mnie i jak też wpływała na moje dorosłe życie.

Wysoka wrażliwość wymaga też wysokiej obrony granic. Bez tych granic, ona nie będzie czuła się bezpieczna, żeby się pokazać.

Całuję,

Joanna Skalska

Jestem całością a we mnie są dwie energie. Męska i kobieca. Kiedyś nie miałam o tym pojęcia i myślałam, że jestem super kobieca, a tak naprawdę byłam kobietą w energii męskiej.


Działanie, nastawienie na cel, rywalizacja, siła, odwaga, ciekawość i zdobywanie są to działania męskie. W moim życiu musiałam ciągle czuć kontrolę, nad wszystkim. Tutaj naprawdę mam na myśli wszystkim. Jeśli jej nie czułam, to miałam wrażenie, że grunt mi się wali pod nogami. W pracy nastawiona na cel, wyniki, w domu wszystko pięknie zorganizowane począwszy od gumek do włosów i skończywszy na ważnych dokumentach. Organizowanie każdej minuty, pamiętam, jak przeprowadziłam się do Londynu i miałam jechać pierwszy dzień do nowej pracy. Zdecydowałam się, że pojadę autobusem i wzięłam pod uwagę wszystkie możliwości co może wyjść nie tak. Tak bardzo chciałam pokazać się na czas, zwarta i gotowa na pierwszy dzień w pracy, że w efekcie musiałam się bujać prawie godzinę w parku, bo byłam tak bardzo za wcześnie 😊 Od mojego partnera oczekiwałam, że będzie mnie adorował w sposób, jaki ja chce, jak tego nie robił był foch. Jak widziałam znajomych, którzy coś robili i zostawiali przestrzeń, na to by się część spraw wykreowała sama, podczas robienia to mnie zalewała panika wraz z atakami gorąca. Sama nie dawałam sobie przestrzeni na bycie więc mnie przytłaczało, gdy to widziałam u innych. Im bardziej chciałam pozwolić sobie na luz i go wykreować tym bardziej mi to nie wychodziło i złościło jak mieli to inni.


Na mojej drodze rozwoju zaufanie mojej intuicji, puszczenie kontroli było najtrudniejsze. Miałam wrażenie, że jeśli puszczę kontrolę to spadnę, przepadnę, zniknę. Nie będzie mnie, jakby to było całe moje JA. Intuicja, kreacja, przyjmowanie, radość, lekkość, płynność, delikatność, miłość to cechy kobiece, energii kobiecej. Na początku pozwalałam sobie na doświadczanie tej energii w kontrolowanych momentach, np. podczas kąpieli. Kiedyś- włosy-ciach, twarz- ciach, piling ciała- ciach, taki olejek, bo coś a taka sól, bo coś tam, głowa wybierała. Wraz z czasem zaczęłam bardziej doświadczać. W książce „Obudźcie Tygrysa” Levine jest ćwiczenie, żeby polewać każdą część ciała wodą i się z nią witać. Oczywiście z mojego męskiego punktu widzenia była to strata czasu i wody 😊, ale mimo to zaczęłam to robić. Powoli, jak czułam. Później zastąpiłam wodę pilingiem, każda część ciała, po kolei tak jak miałam ochotę, tak jak czułam i na ile czułam, takim zapachem, na jaki miałam w danej chwili wizję. Moja kobiecość zaczęła powoli się rodzić pod prysznicem, bo na początku tylko tam pozwalałam sobie na luz. Zaczęłam interesować się moją miesiączką, zgłębiać informacje nie od strony fizycznej, ale mentalnej. To wszystko było niesamowite- spojrzenie na miesiączkę jako miesięczny rytuał, a nie jako tą spowalniającą, bolącą zaporę. Spojrzenie na seks jako na płonącą przyjemność, oddanie się chwili, gdzie sytuacja rozwija się z sekundy na sekundę i zmienia swoją płynność w każdy możliwy sposób, otwarcie się na to. Spojrzenie na siebie, gdzie najważniejsze jest wołanie serca, ze środka bez myśli „a co powiedzą inni”. Wsłuchanie się w siebie i powoli odkrywanie warstwa po warstwie coraz głebiej do płynności, miłości, spontanicznego śmiechu, delikatności, lekkości i przyjmowania tego co świat ma do zaoferowania.

Nie przeszłam od zdyscyplinowanego żołnierza do hasającej rusałki na łące w jeden dzień, to jest proces. Nie czuję się też jak ta rusałka w całym moim dniu, bo jest czas i na nią i na mojego żołnierza. Połączenie tych dwóch energii w indywidualny dla mnie sposób jest kluczowy. Żeby żołnierz mógł działać i wprowadzać w życie to najpierw rusałka musi zacząć szeptać mu do ucha. Żeby rusałka mogła szeptać cokolwiek, najpierw musi spotkać się z kreacją, delikatnością, kruchością, płynnością w sobie. Ta piękna przestrzeń w której „myślenie jest objawem kreacji” jest moją ulubioną częścią w życiu. Mój żołnierz jest obecny, gdy wstaje o wyznaczonej godzinie i ściele łóżko, ale to rusałka układa poduszki w sposób artystyczny. Żołnierz ułożył wygląd strony, a rusałka dała treść. Żołnierz układa grafik, kiedy i o której spotykam się z moimi klientami, a rusałka kieruje się intuicją w procesach. Żołnierz i rusałka są we mnie i daje im przestrzeń na wspólne dopełnianie się nawzajem. Jak Yin i Yang. Według mnie bez jednego nie ma drugiego.

Całuję,

Joanna Skalska

Kiedyś postrzegałam energię jako kolorowe obłoczki wokół ludzi wdziane przez wybranych, nadprzyrodzone zjawisko, wymyślone, mało realne. Kojarzyłam ją z medium, które potrafi wszystko o Tobie się dowiedzieć poprzez dotyk bądź głębokie spojrzenie w oczy, wrażenie wykreowane na podstawie filmów, książek, które podążało za mną w życie dorosłe.


Na jednej sesji z Frankiem Bock, gdy powiedziałam mu, że z moim partnerem przechodzimy przez trudny czas zapytał mnie, jaką energią go darzę? Nie wiedziałam co powiedzieć więc poprosił mnie, żebym zaczęła opowiadać o mojej relacji. Fakt był taki, że w relacji romantycznej widziałam tylko jego, najważniejsze dla mnie było to, żeby on mnie widział, kochał, ja dawałam wszystko, żeby choć trochę tej miłości otrzymać. Również na innych płaszczyznach mojego życia uwagę koncentrowałam na otaczające mnie osoby, tych, którzy w pewien sposób mi imponowali, jak oni mnie postrzegają, co o mnie myślą, czy mnie lubią, co ja mam zrobić i czym sobie zasłużyć, żeby to dostać. Nie było tam miejsca na mnie, wtedy nie zadawałam sobie pytań, czy ja kogoś lubię, czy ja chcę poświęcić mój czas i moją uwagę, byłam ciągle gotowa, by choć trochę tej uwagi dostać. Mała chwila z sesji a pozwoliła mi zmienić całkowicie postrzeganie, pamiętam, że pozostałam w tym zdumieniu przez kilka dni i obserwowałam siebie, moje zachowania.

Rozdawałam moją siłę, uwagę, energię w usłudze innym i nic nie zostawało dla mnie, wraz z moją wiedzą i rozwojem zrozumiałam jakie schematy odgrywałam i zaczęłam je procesować. Moje życie zaczęło się zmieniać, małymi kroczkami szłam do przodu, starałam się znaleźć każdego dnia chwilę na to, by poświęcić czas dla siebie, swojej przyjemności, czy to był samotny spacer, wyjście na siłownie czy nawet po mleko, ale wykonane z przyjemnością i w zgodzie ze mną. Polubiłam spędzać czas sama, to było dla mnie ogromne odkrycie, bo do tamtej pory zawsze próbowałam wypełnić moją pustkę innymi.


Koncentracja na to, co komu daje, jak się dzielę moją energią ogromnie zmieniła moje życie, nie staram się już nikogo „nakłonić” moim zachowaniem, żeby mi coś dał, wiem, że ja mogę sobie to dać i jakkolwiek bym się nie starała osiągnąć coś od drugiej osoby to ona po prostu nie będzie i tak, i tak w stanie mi tego zapewnić. Jestem jedyną osobą, która może spotkać się z moimi potrzebami. W moim małym, dużym świecie to ja jestem dla siebie najważniejsza, bo nikt inny za mnie mojego życia nie przeżyje. Tak samo, jak nikt nie przeżyje Twojego życia za Ciebie. Taki zdrowy egocentryzm, życie w poszanowaniu granic swoich i innych.


Krótki wpis o moim postrzeganiu energii na początku mojej drogi, mam nadzieję, że i Ciebie zainspiruje, żeby przyjrzeć się ile dajesz innym i na ile to jest zgodne z Tobą.

Miłego dnia Kochani!
Jeśli jesteście zainteresowani pracą ze mną zapraszam do napisania na mój e-mail bądź fb fanpage.

Joanna Skalska. Obudź w sobie Wewnętrzne Światło.
twojewewnetrzneswiatlo@gmail.com

Pozdrawiam,
Joanna Skalska.


Zawsze wiedziałam, że przekonania są obecne w moim życiu, ale nigdy nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo blokują mnie przed podjęciem działań. Przekonanie jest to Nasz punk widzenia na pewien temat, są to głęboko zakorzenione wzorce usłyszane bądź odczuwane w dzieciństwie. Mogą to być zdania bądź powiedzonka często powtarzane przez naszych rodziców, opiekunów czy nauczycieli. Jako dzieci chłonęliśmy wszystko, co serwowało nam otoczenie, bez względu na to, czy to było sprzyjające, czy też nie. W rezultacie następuje zamknięcie się na opcje, jesteśmy pełni blokad i stosujemy autosabotaż wobec siebie. Przykładami takich przekonań mogą być: „Nie jestem wystarczająco dobra”, „Mi się nie należy”, „To nie jest dla mnie”, „Mi zawsze musi się coś nie udać”. Tak jak my postrzegamy siebie i nasze przekonania, tak życie oddaje, kreuje nam rzeczywistość w której żyjemy.


Tak jak wspominałam, są to zdania bądź słowa, które często słyszeliśmy w dzieciństwie. Mogą to być słowa wypowiedziane bezpośrednio do nas- dzieci, np.: „jesteś niedobra”,” jesteś niezdarą”, „tylko wstyd nam przynosisz”. Rodzica JESTEŚ staje się dziecka JESTEM. 

Dziecko idzie w życie z taką łatką, która została mu przyczepiona i nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że ona tam jest, ale dostaje od życia potwierdzenie, że taka jest „prawda”. Życie oddaje nam to, co jest w nas w środku, na zasadzie lustra więc warto się zastanowić jakie sytuacje często powtarzają się i co wtedy do siebie mówię, czy jestem dla siebie wyrozumiała i podchodzę do siebie z miłością a może powtarzam słowa rodzica?
Przekonania w naszym życiu mogą dotyczyć dosłownie wszystkich aspektów: ciała, zdrowia, pieniędzy, szacunku do siebie i innych itd. Warto się zastanowić jakie słowa, zdania, powiedzonka, przysłowia powtarzali często nasi rodzice, opiekunowie. Czy to było np. „Biednemu zawsze wiatr w oczy”, „Pokorne ciele dwie krowy ssie”, „Siedź w kącie znajdą Cię” a może, gdy tylko coś upadło, bądź się zepsuło padało „och, mi to zawsze coś musi się nie udać”. Do rozpoznania tych wszystkich przekonań potrzebna jest ogromna uważność na to, co mówili, mówią ludzie, z którymi przebywamy i na to, co my mówimy do siebie i innych. Proponuję zastanowić się i wypisać, utworzyć listę tego, co często słyszeliśmy w naszym dzieciństwie i co możliwe, że sami powtarzamy. W książce Susan Forward „Matki, które nie potrafią kochać” jest takie fajne ćwiczenie: dzielimy kartkę na połowę, na jednej wypisujemy przekonania a na drugiej naszą opinię na dany temat. Jak zaczniemy pisać, to lista będzie się powiększała i te przekonania zaczną płynąć. Warto się zastanowić czy dane przekonanie jest naszą prawdą, czy może wybieramy inaczej. Łatwo będzie zauważyć, że przekonanie to kłamstwo więc z jednej strony piszemy: PRZEKONANIE (kłamstwo) z drugiej PRAWDA. W książce autorka sugeruje rytuał, więc jeśli ktoś jest zainteresowany to polecam do lektury albo jeśli nie macie książki, napiszcie to Wam prześlę zdjęcia stron. Ja sugeruję, żeby zagłębić się w te przekonania, które wypisaliśmy emocjonalnie, dzieląc je na poszczególne kroki:
1. Wybieramy przekonanie, któremu chcemy się przyjrzeć.
2. Zamykamy oczy i mówimy je na głos bądź w myślach.
3. Sprawdzamy, czy pojawiają się emocje.
4. Będąc w emocji, podważamy przekonanie. Sprawdzamy, czy jest prawdziwe i zgodne z tym, w co chcemy wierzyć.
5. Pojawia się inna perspektywa widzenia danego przekonania, możliwe, że nie od razu albo będzie trzeba do niego wrócić kilka razy.
Polecam też The Work, Byron Katie. Ta metoda pomaga spojrzeć z innej perspektywy, ale z doświadczenia wiem, że niesamowite efekty przynosi praca z emocjami.


Drugim sposobem, w jaki nabywamy przekonania jest poprzez odczuwanie. Podczas dorastania uczymy się zachowań, w których czujemy się bezpiecznie i komfortowo, w których dostajemy aprobatę od rodziców, opiekunów więc często w dorosłym życiu trudno jest nam otworzyć się na opcje, które w rodzinnym domu nie były mile widziane. Jako dzieci naszą główną potrzebą jest bycie widzianym przez rodzica, jesteśmy całkowicie od nich zależni więc robimy wszystko by nie zostać sami. Gdy rodzice nie aprobują nas w całości, odpychamy te „nie mile widziane” zachowania, cechy z naszego ciała, z naszego ja. Te części nas, nie mają w naszym ciele przestrzeni na zaistnienie i w rezultacie jesteśmy pełni takich wewnętrznych podziałów. Poprzez przyjrzenie się naszym przekonaniom i tym, co zostało „wygnane” i zintegrowanie tego w sobie możemy dopiero stworzyć całość. Samopoznanie blokad jest kluczowe, bo tylko znając schemat  jesteśmy w stanie z nim pracować poprzez pracę z emocjami, Wewnętrznym Dzieckiem bądź pracę z Cieniem. Przekonania, które zdobyliśmy emocjonalnie, przez zawstydzanie, wyszydzanie, wprowadzanie w toksyczny wstyd jest trudniej w dorosłym życiu się z nich wyleczyć. Bardzo często zdarza się, że podążamy pewnym schematem, bo przekonanie wbiło się głęboko w naszą podświadomość, dlatego bardzo ważna jest uważność na powtarzające się uczucia w ciele bądź sytuacje, które ciągle nam się „przytrafiają”.


Poprzez uważność i wychodzenie z bardzo dobrze nam znanych ścieżek jesteśmy w stanie zauważyć powtarzające się wzorce. Sprawdzajmy co pojawia się w ciele, wybierzmy inną drogę do pracy, zapiszmy się na zajęcia, o których zawsze myśleliśmy, że są ciekawe, ale w sumie nigdy nie było nam tam po drodze, spróbujmy nowej restauracji na obiad nie tej, którą zawsze wybieraliśmy, otwórz blog, jeśli zawsze interesowałeś się fotografią, zacznij nowy innowacyjny projekt w swojej firmie, który Ci chodził tyle czasu po głowie, ale zawsze podchodziłeś do niego sceptycznie. Każdy ma swoje indywidualne bariery, dla jednej osoby to, co Tobie sprawia problem to możemy być pikuś, ale gdy Ty się na to zdecydujesz i pokonasz swój strach, to będzie wielkie osiągnięcie dla Ciebie i jeśli podążysz za sercem będziesz  miał z tego dużo korzyści. Tam, gdzie jest nasze serce, tam, gdzie kieruje nas nasza dusza, tam jest nasza radość, pasja. Przez wiele lat się wstrzymywałam z tym, co lubię, bo byłam wypełniona przekonaniami po brzegi, które mnie blokowały. Oczywiście są też takie, które nam pomagają i pchają do przodu ,dlatego ważne jest, żeby nadpisać tym, co nam służy to, co nam nie służy.

Poniżej załączam moje nagranie, w którym przybliżam dynamikę przekonań.

Powodzenia Kochani,

Joanna Skalska

           Zaczęłam procesować emocje, ponieważ moje życie było usiane z wybuchów złości, bądź gdy nie wybuchałam, bo „się kontrolowałam” to zachowywałam się pasywno agresywnie. Czasami byłam wręcz z siebie dumna, że umiałam powiedzieć komuś do wiwatu z uśmiechem na twarzy, bo w kocu nie krzyczałam, tak? Za tymi destrukcyjnymi zachowaniami kryła się niewysłuchana złość, domagająca się uwagi. Ochrona moich granic wiązała się z byciem niemiłą bądź krzykiem, tylko takie sposoby znałam z mojego domu rodzinnego. Byłam tak oddalona od moich emocji, że gdy zaczęłam się z nimi kontaktować i chciałam nazwać to, co czuje, pojawiała się złość, bo nie umiałam stwierdzić czy czuję smutek, złość, rozdrażnienie, odrzucenie… Emocjonalny huragan. To było jak podróż po księżycu. Dużo czasu i energii kosztowało mnie kontaktowanie się z emocjami, których się bałam i rozpoznawanie nowych rejonów, ale fakt jest jeden. OPŁACAŁO SIĘ!

Emocje to dla mnie przede wszystkimi informacje:

  • złość to znaczy, że jest czas na postawienie granic bądź działam wbrew sobie. Może to być nawet działanie nieświadome, np. w sytuacji, gdy zależy nam na kimś i chcemy spełnić oczekiwania drugiej osoby rezygnujemy z rzeczy, które są dla nas ważne, to może być bardzo subtelne i delikatne i czasami wystarczy tylko zakomunikować i zaproponować małą zmianę,
  • smutek, to znaczy, że straciłam coś, co było dla mnie ważne,
  • strach, że jestem w sytuacji zagrożenia, chociaż strach i lęk długo się ze sobą przeplatały w moim życiu,
  • zazdrość, pokazuje nasze marzenia, kiedyś przeze mnie znienawidzona a teraz kłaniam się jej nisko, bo pokazała mi drogę w życiu, którą chcę iść. Nie mówię tutaj o toksycznej zazdrości, bo taką też miałam i zintegrowałam ją już jakiś czas temu, mam na myśli zdrową zazdrość, która nawiguje i pcha do działania, gdy wsłuchałam się w to, co miała mi do powiedzenia i zaczęłam realizować pasję czuję jakbym obudziła się na nowo po długim letargu.

Żadna z naszych emocji nie jest nowa, emocje towarzyszą nam od początku naszego życia i jeśli jesteśmy od nich oddaleni to one domagają się wysłuchania, czasami w dość ekspresyjny sposób. Złość niewysłuchana wybucha, złość stłamszona skutkuje zachowaniami pasywno-agresywnymi. Niewysłuchany, nieutulony smutek prowadzi do stanów depresyjnych a traumy seksualne do ciągłego życia w strachu, poczuciu zagrożenia. Czy kiedyś czuliście, że z pozoru mała sytuacja spowodowała w Was straszny wybuch złości? Wtedy trudno kontrolować słowa i łatwo się rani innych, bo to właśnie te niewysłuchane emocje przejmują nad nami kontrole albo tak tłamsimy ten wybuch, że później pojawiają się ściski w sercu i jesteśmy bez sił, bo całą naszą energię użyliśmy do kontroli tej fali emocji, która się pojawiła.

Ciało jest nośnikiem emocji, ważne jest, żeby się wsłuchać w to, co ma do powiedzenia i podczas procesowania mogą pojawić się nowe odczucia, łatwo jest się tego wystraszyć, ale dajmy sobie przestrzeń na nowe stany, doznania i postarajmy się do nich podchodzić z ciekawością, bez oceniania. To jest bardzo ważne, żebyśmy nie reagowali strachem. W sytuacji, gdy np. procesujemy strach i czujemy ścisk w gardle, czasem może nawet paraliż, zamrożenie to nie pospieszając tego stanu, dajmy temu przestrzeń. To na początku będzie nowe, nieznane, ale wraz z praktyką poznamy swoje ciało i procesy staną się przyjemniejsze, a nie straszne jak to może być na początku. Każdy z nas jest inny i może daną emocję czuć w innej części ciała, to jest naturalne, bo każdy z nas miał inną przeszłość.

Emocje dzielimy na takie, które trzeba wyrzucić, wywalić, wykrzyczeć- np. złość- bądź zintegrować, poczuć i dać tej emocji miejsce w naszym ciele- np. smutek. Tak jak wspominałam wcześniej za emocjami kryją się informacje, bo zintegrowana złość daje przestrzeń do kreacji, a zintegrowana zazdrość pokazuje marzenia. Każdy z nas nosi w sobie emocje, co nie oznacza, że my jesteśmy emocją, bo jeśli ja jestem zdenerwowana, smutna to nie znaczy, że jestem złym człowiekiem bądź smutkiem, ja go odczuwam a nim nie jestem. To są nasze odczucia, a nie nasza tożsamość. Każdy z nas w środku jest dobry tylko często działamy z pozycji niewysłuchanych emocji i zranionego dziecka. Starając się zepchnąć te „złe” emocje na drugi plan to te „dobre” emocje też tam spychamy, nie da się czuć miłości, wdzięczności, radości przy odrzuconym smutku, złości, poczuciu odrzucenia. W naszym ciele jest miejsce na wszystkie emocje i są one potrzebne do prawidłowego funkcjonowania.

Podchodźmy do wszystkiego, co się w nas dzieje z zainteresowaniem, ciekawością, bez oceniania, bez strachu. Nie jesteśmy w stanie naszych emocji przeprocesować umysłem, nasz umysł jest bardzo mądry, ale emocje są osadzone w ciele. Nasz umysł może przyjąć nowe informacje bardzo szybko, w jednej sekundzie czegoś nie umiemy a w kolejnej już tak, ale nasze ciało potrzebuje więcej czasu do przystosowania się do nowego języka, nowej rzeczywistości, którą sami świadomie kreujemy.

A co jeśli pozwolę tym emocją wyjść? Czy wtedy nie zaleję całego świata złością i nie padnę od depresji? Takie pytanie pojawiało się na mojej drodze, gdy zaczęłam się interesować pracą z emocjami. Jak widzicie ciągle tu jestem i do Was piszę, czyli przeżyłam 😊 Miałam sporo momentów, gdy ból, smutek, strach, poczucie odrzucenia, poczucie gorszości, straszne wyrzuty sumienia rozsadzały moje serce, dałam sobie na przeżywanie emocji dużo czasu, tyle ile potrzebowało moje ciało. Dla przykładu ok. 2 miesiące płakałam praktycznie codziennie, aż zaczęłam myśleć, czy na pewno idę w dobrą stronę, teraz już wiem, że tak i że ja potrzebowałam wypłakać ten ból, cierpienie, które było w moim sercu. Nie wyrażałam swoich emocji od maluszka więc potrzebowałam sporo czasu, żeby zaadaptować się do nowej rzeczywistości, w której wybrałam żyć. Rzeczywistości, w której nie jestem niewolnikiem emocji a one są moim sprzymierzeńcem.

Etapy procesowania emocji.

  1. Znaleźć ciche, ustronne miejsce, gdzie będziemy mieli przestrzeń tylko dla siebie i tak długo, jak potrzebujemy.
  2. Czujemy emocje. Przyglądamy się jej i pozwalamy zaistnieć w naszym ciele. Możemy wyobrazić sobie strużkę światła, która przechodzi przez nasze ciało, od góry do dołu, tyle razy ile potrzebujemy. Gdy poczujemy jakąś zmianę, uczucie, nie boimy się tego, zauważmy, że jest, a jeśli nie czujemy zmiany w ciele to też jest okay.
  3. Może pojawić się bariera- dajemy jej przestrzeń. Umysł może też zacząć uciekać w myśli i wtedy z intencją, świadomie je oddalamy, zaważamy, że są, ale nie zatrzymujemy się. Na przykład: myśl- muszę jeszcze zrobić obiad- widzę ją, akceptuje, ale nie idę dalej, czyli nie zatrzymuje się na tym konkretnym obiedzie i nie zastanawiam się co ugotuję i jak. Możemy potraktować je jak reklamy w telewizji, są, mijają i pojawiają się kolejne do momentu wyciszenia.
  4. Kierujemy oddech w miejsce, w którym czujemy ucisk bądź ból. Wyobrażamy sobie, jakby ta emocja była w balonie i staramy się naszym oddechem napompować ten balon, jak balon osiągnie największą objętość to pęknie. Emocja w ciele zintegrowana i możemy poczuć zmęczenie bądź lekkość.

Nasze ciało jest mądre i nie pozwoli nam przyjąć więcej niż jesteśmy w stanie na dany moment przeprocesować więc zaufajmy mu i pozwólmy sobie na doświadczanie. Pamiętajmy, żeby podchodzić to tego z ciekawością, zrozumieniem, zainteresowaniem, co takiego się kryję pod tą emocją, co ona chce mi powiedzieć. Odsuńmy umysł na chwilę i dajmy przestrzeń na kontakt z naszą podświadomością, która jest kluczem do naszego ciała a ciało kompasem dla emocji. Procesujcie emocje tak często, jak czujecie to za stosowne, nie zmuszajcie się do tego, bo wyznacznikiem jest ciało i to ono dyktuje czas. Nie bójcie się zapytać o pomoc, na początku praktyka może wydawać się dość trudna, ale u boku wspierającej osoby możemy bardzo szybko nauczyć się tego procesu. Każde nasze spotkanie ze sobą, z emocjami pozwoli nam rozbudzić to piękne światło, które jest w każdym z nas. Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do kontaktu.


W poniższym nagraniu opowiadam o ecmojach i ich procewaniu. Zachęcam po obejrzenia:

Całuję Was mocno,

Joanna Skalska

Widzę, jak moje wewnętrzne dziecko krzyczy do całego świata słowo: DOŚĆ!

Jak moja podświadomość krzyczy DOŚĆ w moim ciele, czuję jak budzi się coś nowego! Coś wielkiego, niezwykłego. W tym pięknym astrologicznie czasie gdzie po 7 latach Chiron wyszedł z Ryb i przeszedł do Barana, mojego znaku, znaku wspieranego przez Marsa, energii męskiej, energii działania-ja mam DOŚĆ niedziałania. Ja CZUJĘ jakby wszystkie znaki na ziemi i niebie pokazywały- Aśka zacznij działać, przecież jesteś gotowa! Ja CZUJĘ tę energię, ja CZUJĘ tę wielką moc, ja CZUJĘ te zmiany, ja CZUJĘ jak mocno ewoluuję, jak zmieniam siebie, jak CZUJĘ się gotowa, żeby wyjść w świat i pokazać prawdziwą mnie! Bo ja jestem wspaniała, bo ja jestem niewinna, bo ja jestem czysta! Ja urodziłam się czysta, tak jak każdy z nas, ale urodziłam się w świecie, gdzie, moje naturalne emocje nie były mile widziane, gdzie, gdy jako dziecko je pokazywałam, to spotykałam się z krytyką najbliższych i krzywymi spojrzeniami od obcych na ulicy. Nie było tam przestrzeni na bycie sobą, musiałam się dostosować do tych zasad, które panują w naszej kulturze, gdzie naturalność nie jest mile widziana, a zbyt duża ilość pytań jest męcząca. Ale czy ja mam iść w świat z tymi nagonkami, czując ten wzrok na sobie? O nie! Chodziłam upaprana w tym błocie przez tyle lat i wreszcie mówię, krzyczę DOŚĆ! DOŚĆ wstydzenia się, że jestem taka, jaka jestem, DOŚĆ wstrzymywania siebie, bo co powiedzą inni jak zobaczą, mnie prawdziwą, czym się interesuje i co robię w swoim życiu! DOŚĆ wstrzymywania się o mówieniu, że jestem szczęśliwa, bo moi bliscy nie są szczęśliwi, ukrywania tego i spychania w niewidzianą przestrzeń, żeby tylko ktoś tego nie zauważył! DOŚĆ blokowania siebie, ale przecież ta blokada jest we mnie! Przecież jeśli ktoś mnie kocha i szanuje, nie będzie mi zazdrościł mojego szczęścia, co oczywiście nie oznacza, że będę smutnej osobie krzyczeć o moim szczęściu w twarz, wszystko z przestrzeni poszanowania innych. Mam dość blokowania mojej kreacji, mówienia głośno o tym, co mam i czuję, bo czuję się lojalna wobec osób, które tego nie mają. To jest nasz świadomy wybór, mój pracy ze sobą, pracy z przekonaniami i cieszenia się efektami i innych i ich życiu w miejscu, gdzie znajdują się obecnie. Zaczyna się od decyzji- „Tak, teraz zaczynam działać”. Czy jest łatwo? Nie, nie jest. Czy jest o warto? O TAK!

Ja jestem miłością, ja jestem wsparciem, ja jestem szacunkiem, ja widzę w ludziach dobro, ja widzę w każdym z nas Światło! Wiele razy mój partner powtarzał mi, że ja myślę idealistycznie i ja widzę tylko pozytywy, a nie widzę tego zła na świecie, teraz to rozumiem. Jestem świadoma zła, które jest, ale jestem tutaj na tym świecie, żeby widzieć w ludziach dobro, żeby szerzyć dobro dookoła i przypominać o tym pięknym Świetle, które czasami może być niewidoczne i może się wydawać, że zgasło. Ono jest w nas od momentu narodzin, poczęcia do ostatniego tchu naszego życia.

Całuję,

Joanna Skalska