Zapraszam Cię do pytania, czy umiem komunikować moje NIE? A jeśli tak jest, to czy nie nadużywam tego słowa?

Znacie może osobę, gdzie widzicie, że niekoniecznie chce coś zrobić albo nie jest pewna swojej decyzji, a mimo wszystko nie potrafi powiedzieć nie?
Często są wykorzystywane przez innych, np. w pracy- „zostaniesz dłużej godzinę”? Nie potrafią powiedzieć nie…

Takie osoby są „tresowane” na bycie uległym, za tym kryje się poczucie winy, toksyczny wstyd i strach.
Wstyd powiedzieć co chcę, co czuję.
Strach, że stracę,
Strach, że odrzucą.
Strach, że odbiorą to co mam.

Czy to znasz?

Przypomnij sobie ile razy w szkole byliśmy zmuszani do mówienia tak na rzeczy, którym chcieliśmy powiedzieć nie.
Nie lubisz matematyki albo śpiewu?
Nie ważne, musisz się jej uczyć, bo tak jest w programie.
Nie robisz tego? Siadaj i pała.
Nie zdasz do następnej klasy? A to dopiero wstyd! A dodatkowo jaki opierdol w domu!

Jeszcze wcześniej.
Chcesz iść do żłobka albo przedszkola? Nie ważne, musisz bo wszystkie dzieci idą.

Jeszcze wcześniej, masz ok 5, 6 lat poznajesz świat i wypowiadasz swoje opinie na głos? Na przykład widzisz otyłą ciocię i mówisz wprost, że jest gruba.
Zawstydzenie, zamieszanie, bo tak nie można, nie wypada… ale za to już wypada powiedzieć innej cioci, że jest szczupła…
To nie wypada, tamto nie wypada, to można, tamto nie można… o ile razy ja dostałam opierdziel za mówienie rzeczy „które były niewygodne”. A one były jakie były…

Trzeba być dobrą dziewczynką.
Trzeba być grzecznym chłopcem.
Trzeba ładnie się wypowiadać.
Trzeba jeść nożem i widelcem.
Trzeba się zawsze ładnie uśmiechać jak ktoś przyjedzie.
Trzeba się przywitać buziakiem z wujem, który zalatuje alkoholem i przed sekundą wcinał śledzie….
Trzeba!

O a jak wyjdziesz z domu? To dopiero trzeba uważać. Nie biegać za szybko, nie skakać za wysoko. Tam można zbić kolano, a tam stłuc głowę. A tam? A tam to lepiej nie myśleć co niebezpiecznego może się stać.
Trzeba uważać!

A jak byliśmy malusieńcy to mama była zawsze blisko, ta najważniejsza, ta jedyna, ta bez której byśmy nie przeżyli.
Więc jak ona mówi co trzeba co nie wolno, to jest to prawda. Prawda i koniec.
Sprzeciwisz się? To co zrobisz? Wyprowadzisz się z domu w wieku 5 lat? Choć znam też takich śmiałków…

Jeśli rodzic szanuje nasze NIE uczymy się, zaznaczać granice.
Niestety często tak nie było.
Bo jak Ty dziecko chcesz zrobić „po swojemu” jak ja dorosły wiem, co dla Ciebie będzie najlepsze. Zawsze.

Dyscyplina egzekwowana może siła, może krzykiem, może strachem przed odrzuceniem, może manipulacją.

A co czuje dziecko? Wstyd, poczucie winy, złość i strach.

Wstyd stanąć za sobą, żeby nie zostać ośmieszonym bądź odrzuconym.
Poczucie winy, bo przecież mamusia mówi inaczej.
Złość, którą nie można pokazać na zewnątrz.
Strach postawić granice więc bierzemy na siebie tyle, ile na te małe barki dziecka jest za dużo, za ciężko, za trudno.

To jest lepsze niż strata, ja pokażę mamie, ja udowodnię, że potrafię, ja udźwignę ten ciężar wtedy mnie doceni, zobaczy, ukocha.

A w środku jest to małe dziecko, które się boi i woła „proszę zobacz mnie, zaakceptuj, nie odrzucaj… proszę, zrobię wszystko”

W dorosłości odgrywamy te same schematy, starając się ponad siły, walcząc, krzycząc, odpuszczając, poddając się, wchodząc w rolę ofiary…
Bo tam w środku ciągle płacze to małe nieukochane wewnętrzne dziecko.

Uczymy się wpuszczać za blisko albo stawiać granicę na samą myśl, że ktoś chce ją przekroczyć.
Jest wielkie NIE, nie dla rzeczy, nie dla nowości, nie dla wyjścia ze strefy komfortu.

Czy znasz może osoby, gdzie jak opowiadasz o czymś nowym, innym od znanych utartych struktur to ona zawsze odpowie nie?
Nie… to nie dla mnie.
Nie… ja mam tamto sprawdzone.
Nie… mi to nie pasuje.
Ja wolę po staremu.

A co za tym się kryje?
Tak, to ten sam strach.

To małe dziecko w środku boi się, że znowu zostanie nadużyte. Wstyd jak zainwestuje czas albo energię i nie wypali, a co ludzie powiedzą? Wyśmieją, odrzucą, powiedzą, że coś ze mną nie tak.

Kochani te wzorce są tak mocne i silne, że czasami jesteśmy uwięzieni w tych schematach nawet nie wiedząc o nich!

A nauka stawiania zdrowych granic, mówienia NIE jest jedną z ważniejszych rzeczy w naszym życiu. Spotykając się z Wewnętrznym Dzieckiem i w tych wszystkich sytuacjach pozwalając mu powiedzieć „NIE, nie zgadzam się”, Ty dorosła/y uczysz się swoich zdrowych granic.

W tu i teraz uczymy się będąc w kontakcie ze sobą, z emocjami, z uczuciami, czasami może się nie udać ale pamiętajmy, że to jest nauka.

Zatrzymaj się teraz na chwilę. Pomyśl, pobądź trochę z tym pytaniem, które zaraz przeczytasz.

Kiedy ostatnio powiedziałeś/aś nie i było to zgodne z Tobą?
Kiedy wypowiedziałeś/aś nie nawet nie słysząc pytania do końca?
A kiedy chciałaś/eś ale koniec końców zrobiłeś coś wbrew sobie?

Zobacz, gdzie była ta granica w tamtej sytuacji i co za nią stoi?
Czy może złość, że ktoś był za blisko?
Czy może strach, że jak czegoś nie zrobię to stracę? Stracę co?
Czy może strach, że ktoś może mnie zranić, nie mogę zaufać?
Czy może poczucie winy, że jak ja zrobię jak chcę to ktoś na tym ucierpi?

Kto pierwszy w Twoim życiu przekraczał Twoje granice?
Którą sytuację zapamiętałaś/eś najmocniej?
Kto pierwszy nadużył Twojego zaufania?
Komu ufałeś/aś a ta osoba Cię wykorzystała bądź zdradziła?

Zobacz co się dzieje z Twoim ciałem, gdy czytasz te pytania? Czy czujesz gdzieś napięcie? Gdzie w ciele? Przy którym pytaniu?

Wystarczy, że się nad tym zatrzymasz i zastanowisz. Możesz wziąć kartkę i długopis, i opisać tą sytuację, sprawdzaj jak się przy tym czujesz i pozwalaj tym emocją płynąć. Słowa nie muszą być ładne i składne, to nie jest esej na ocenę. To Ty pozwalasz sobie, żeby wybrzmiało to co boli w środku.

Najprawdopodobniej odpowiedzi na te pytania będą prowadziły do rodziców, opiekunów.

Oczywiście nie zawsze było to robione w złej wierze, intencji. Często to były osoby nieświadome, nieznające własnych granic. Czasami niestety opiekunowie posiadali tak głębokie rany, że zadawali ogromną krzywdę swoim dzieciom powielając stare wzorce.
.
Nie ważne czy bałaś/eś manipulowana/y przez nieświadomą osobę, czy też bita/y za mówienie NIE.

Ważne i najważniejsze jest, żebyś się nad sobą pochylił/a. Nad tym niewinnym dzieckiem w sobie i pokazał/a mu, że teraz już jest inaczej, teraz już może BEZPIECZNIE stanąć za sobą zawsze.

Ty będziesz blisko.
Nie ważne ile to będzie trwało.
Ważne, że Ty w tym wytrwasz.

Kochani ja wiem, jak czasem jest trudno!
O tak!
Kilka miesięcy temu moje Wewnętrzne Dziecko powiedziało NIE. Mała Asia, około dziesięcioletnia usiadła w fotelu bujanym przy dużym oknie z widokiem na morze.
I ani rusz!
I o co chodzi?
Dlaczego?
Po co?
Przecież ja dorosła miałam plany!

A po to, żeby zwolnić, być, doświadczać.
Przychodziłam do niej codziennie i siadałam obok. Po kilku dniach na mnie spojrzała, a po kilkunastu powiedziała, okay już wystarczy
.
I wtedy też rozpoczął się we mnie przepiękny proces, odkrywania w sobie tych pięknych delikatności i subtelności.
Uszanowałam to NIE.
Umysł chciał szybciej, bo po co tak?

Ale dusza chciała inaczej.
A jaka magia zaczęła pojawiać się w życiu?
Otworzyły się nowe drzwi, nowe możliwości!
O tak!

Proces odzyskiwania siebie i swoich granic to nie jest szybki rajd. To jest roller coaster, raz szybciej, raz wolniej, raz w górę, raz w dól.

Z czasem ta droga staje się bardziej stabilna.
Ale jak nauczymy się z tego wszystkiego korzystać, czerpać, doświadczać, szanować to jest to najwspanialszy cud życia.

CUD życia, naszego Życia.

Z miłością❤️
Asia

Witajcie Kochani,

Zapraszam Was serdecznie do zobaczenia mojego nowego nagrania, gdzie poruszam temat balansu w procesie z Wewnętrznym Dzieckiem. Uważam, że w procesie tak samo ważny jest czas oczyszczania, procesowania ale również przyglądania się tym zmianom, które zachodzą w naszym życiu.

Tak jak jedna mała żaróweczka, nie jest w stanie oświetlić wielkiego pomieszczenia, tak w naszym życiu jedną zmianą nie jesteśmy w stanie zmienić naszego świata. Pracując ze sobą sukcesywnie, zapalając więcej światła w naszej rzeczywistości i dostrzegając je, zaczynamy dostrzegać te wielkie zmiany, które się dzieją. I w tym nagraniu zapraszam do celebrowania każdej jednej, choćby najmniejszej zmiany.

Świadomość tego, co nas blokuje jest niesamowicie ważna, bo dzięki rozpoznaniu możemy uwolnić to co nam nie służy ale skupianie się tylko na tym, co jest nie tak, nastawiamy się na wyszukiwanie w sobie problemu.

Co ze mną jest jeszcze nie tak, że nie mogę żyć tak jakbym chciała? A no samo to przekonanie wraz z ładunkiem emocjonalnym jest odpowiedzią samą w sobie, ponieważ skupiamy się na tym co jest w nas nie tak, więc automatycznie zakładamy, że jest coś nie tak ,więc jak ma być coś TAK, jak my nie patrzymy w ogóle w tą stronę. Jej, mam nadzieję, że mój przekaz jest zrozumiały 😊

Zachęcam do nagradzania się po każdym nowym odkryciu, po każdym procesie czymś, co nas wspiera. Tutaj też zapraszam do wybierania takiej formy nagrody, która ma efekt długoterminowy.

Co mam tutaj na myśli?

Ja nagradzałam się ciastkami i cukiereczkami co w efekcie skutkowało zwiększeniem masy ciała i obniżeniem poczucia wartości, jak więc widzicie nie jest to najlepszy sposób. Dawałam sobie przyjemność krótkoterminową, co w dłuższym czasie skutkowało efektem odwrotnym. Miałam też wiele emocji i przekonań dotyczących jedzenia z wczesnego dzieciństwa, z którymi się spotykałam i teraz moja waga powoli i naturalnie spada. Jak patrzę na to z perspektywy czasu to widzę, że te zachowania były dla mnie potrzebne, żebym mogła doświadczyć i spotkać się z tymi wrażliwymi, delikatnymi częściami mnie.

W moim procesie też dość często pozwalałam sobie na lampkę wina albo whiskey. Na początku bardzo się za to ganiłam, bo nie powinnam, bo nie wypada, bo to jest „złe”. Pracowałam nad sobą, nawet nie nad tym konkretnym tematem i samo odpadło. Nawet nie wiem kiedy, po prostu przestałam mieć potrzebę picia alkoholu. Czasami piję dobrą szkocką, bo bardzo lubię jej smak ale to jest już na całkowicie innej energii niż kiedyś.

Podaję te dwa przykłady, po to żeby przybliżyć dwie zależności. Tak jak w przypadku alkoholu, to była moja taka „ucieczka” od problemów a nie miałam z tym głębszego powiązania emocjonalnego, to samo odpadło dzięki temu, że pracowałam ze sobą, podwyższałam wibracje i nie czułam dłużej potrzeby, żeby kontynuować. Natomiast w przypadku jedzenia, gdzie był tam duży bagaż emocjonalny potrzebowałam dużo więcej czasu, żeby pokazało się źródło problemu, jak również potrzebna jest też praca z nawykami, żeby stworzyć trwałe nowe połączenia neuronowe.

Piszę o tym w kontekście balansu, ponieważ nie poruszyłam tego aspektu w filmiku a uważam, że też jest bardzo ważny.

Jeśli Kochani potrzebujesz wsparcia w procesie, zaparzam serdecznie na sesje, gdzie w bezpiecznej przestrzeni jest możliwość spotkania się ze wszystkimi emocjami. Uzdrowić ranę matczyną i ojcowską.

Z miłością,

Joanna Skalska

Od kilku dni mam ochotę posprzątać bardzo dokładnie moje mieszkanie. W środę zajrzałam do każdej szafki w kuchni, wytarłam każdy widelec, przyprawę a dziś zaczęłam sprzątać salon. Potrzebuję więcej przestrzeni na nowe a przestrzeń emocjonalna jest połączona z tym co mnie otacza, również z bałaganem w szafkach. Ja patrzę na wszystko bardzo holistycznie.

Zaczęłam sprzątać słuchając jednocześnie online summit pod tytułem „Beyond Brain Fog: How to Use Tapping to Overcome Brain Fog and Chronic Fatigue”. Prowadząca zaprosiła do ćwiczenia, a ja idąc za jej wskazówkami poczułam się taka przeciążona, tak dużo na głowie, tyle do zrobienia. Czy dam radę?

Zatrzymałam nagranie i pozwoliłam sobie na te emocje, uczucia, ciało zaczęło opadać zmęczone w fotelu. Nie miałam sił. Pojawiło się zdanie „Nie ma sensu się starać i tak mi się nie uda”. Zaskoczona pozwoliłam sobie w tym być, doświadczyć tego w pełni. To było długie kilka minut…

Zobaczyłam siebie w podstawówce, klasy 3-6. Nie wiedziałam co mnie woła, nie wiedziałam co to za wspomnienie, dlaczego te uczucia były takie mocne… Czułam ogromne przytłoczenie i świadomość, że nie ważne jak bardzo będę się starała to nie jestem w stanie tego wygrać. Nie było sensu walczyć, przegrana była określona z góry… poczułam energię mojej wychowawczyni, która mnie nie lubiła. Mama spijała z jej ust każde słowo i nigdy nie zapytała mnie o zdanie, czy wydarzyło się to o co oskarżała nauczycielka i w jakiej skali. Słowa nauczycielki były święte, nie byłam w stanie się przez nie przebić.

Winna.

Niedobra.

Nie umie się zachować.

Koniec semestru, czas kartkówek i klasówek.

Ja sama. Czułam, że nie ma nikogo obok mnie.

Przytłoczona, bo jak dostanę niską ocenę to będę miała duży problem…

Przyjaźniłam się z dziewczyną, która była najlepsza w klasie więc wytwarzałam sobie presje, żeby nie być gorsza…

Przytłoczenie, przytłoczenie, przytłoczenie.

Pozwoliłam, sobie je czuć, wspomagałam się opukiwaniem. Poszłam ja dorosła do mojej Wewnętrznej Dziewczynki, ona nie zwróciła na mnie nawet uwagi. Była tak bardzo smutna, nie widziała wyjścia z sytuacji, nie miała żadnej możliwości tytko musiała iść dalej choć wiedziała, że i tak nie sprosta oczekiwaniom. Czułam oddech nauczycielki na mojej twarzy, czułam jak stoi przede mną a ja nie mogę iść dalej, czułam jak bardzo mnie blokuje a ja WTEDY nie mogłam NIC ZROBIĆ! NIC! Nie czułam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić.

Wtedy w moim ciele pojawił się mechanizm dysocjacji, mój umysł zdecydował, że lepiej będzie dla mnie jak te emocje zostaną wyparte. W późniejszym życiu te same emocje się pojawiały, ale ja pięknie umiałam się od nich odcinać skupiając się na pozytywach, doceniając się za to co zrobiłam, denerwując się na najmniejszą pierdołę, żyjąc moją pracą, imprezami itd. Jak będąc w kompletnym odcięciu od siebie miałam spojrzeć na część mnie, która myśli, że nie warto w ogóle zaczynać bo i tak zostanę niesprawiedliwie osądzona. Do czasów szkolnych, nauczycielki i matki wracałam wiele razy ale dziś byłam wreszcie gotowa, żeby zintegrować w sobie tą część.

Wróciłam do mojego wewnętrznego dziecka, ona nie reagowała na mnie ale wiedziałam, że zawołała mnie po coś. Moje ciało zaczęło się wykręcać w lewą stronę, jakbym nie mogła patrzeć w przód. Pozwoliłam sobie tego doświadczyć. Ja z pozycji dorosłego rodzica powiedziałam, że już nie jest sama. Pojawiło się więcej światła. Z moich ust wyszły słowa skierowane do nauczycielki „to było takie nie fair! Z Tobą jest coś nie tak”. Wiele razy procesowałam złość skierowaną do niej więc te słowa wystarczyły…

Poczułam się lżej ale czułam w ciele taki łańcuch na mojej talii, który ciągnął mnie w tył. Coś tam jeszcze było… ale co? Czułam jak zapadam się w fotelu, głębiej i głębiej. Usłyszałam głos mojej babci… „ nie jest bezpiecznie mówić”. Skąd wiem, że to była babcia? Po prostu, nawet to podważyłam ale odpowiedź pojawiła się silniejsza. Zapytałam dlaczego, a w odpowiedzi usłyszałam, że przez to możesz zginąć. Tak, wtedy zobaczyłam jak ten strach, który był podczas wojny odnośnie swobodnego wypowiadania się był ciągle żywy w moim rodzie. Wtedy konsekwencje wypowiadania swojego zdania, gdzie było ono inne od ogółu mogły być niebezpieczne. Poczułam ogromny ciężar na mojej klatce, ból w kolanach, było mi bardzo ciężko oddychać.

A co ja teraz robię? Mówię i piszę o sprawach, gdzie wiele osób myśli o mnie co najmniej „dziwna” a stosunkowo niewielka ilość ludzi interesuje się podobnymi tematami co ja.

Wtedy przypomniały mi się czasy gimnazjum, nie chciałam tak szybko przechodzić od tematu ale było to zbyt silne. Przypomniałam sobie piękną rozmowę z nauczycielką i poczułam, że ona mnie widziała. Rozpłakałam się całą sobą. Poczułam, że wydawało mi się, że jestem sama, bo miałam wiele takich doświadczeń to jednak były osoby w moim życiu, które widziały mnie taką jaka byłam. Ja na tamten czas nie umiałam ich dostrzec, a wtedy podczas tamtej rozmowy ona zaprosiła mnie empatycznie do pokazania siebie. I teraz czułam, że akceptowała mnie taka jaka byłam. Przez wiele lat widziałam tamtą sytuację w innym świetle. Nie umiałam dostrzec osób, które mnie widziały jako mnie i dawały mi na to przestrzeń. Teraz widzę takie osoby w moim życiu a w przeszłości myślałam, czułam, że jestem sama, jedyna z takimi problemami i przez nikogo nie akceptowana. Nie umiałam dostrzec tych pięknych świateł, które świeciły obok mnie.

Wróciłam do mojej babci, podziękowałam za troskę o mnie i uwolniłam ten schemat z mojego ciała. Wtedy nie było bezpiecznie wypowiadać swojego zdania ale TERAZ jestem jedną z tych osób, która przeciera szlaki mówi wprost o tym co czuje, o tym jak było i jakie to było dla mnie trudne.

Wróciłam do mojej Wewnętrznej Dziewczynki z podstawówki, ona już mnie widziała. W odpowiedzi na to co potrzebuje odpowiedziała – „BĄDŹ”. Więc byłam, w miłości do siebie a w moim sercu pojawiło się ciepło.

Ile z nas doświadczyło sytuacji, gdzie z pozycji dorosłego mogą to się wydawać błahostki ale z pozycji dziecka było to dla nas tak przytłaczające, że doświadczamy dysocjacji. Odcinamy się od tej części nas, która cierpi za bardzo, bo gdybyśmy w pełni ją czuli pewnie objawiłaby się jakąś chorobą fizyczną. Te części nas, one tam są i czekają na powrót do domu a my możemy spotkać się z nimi i zintegrować je z całością. Te części nas wołają przez trudne emocje, powracające sytuacje a my mamy możliwości, mamy narzędzia, które rewelacyjnie działają i możemy sprawić, żeby widzieć przeszłość, taka jak była ale bez bólu. Nasze blokady mogą też sięgać do naszego rodu, ponieważ babcia przekazała je mamie a mama nam…

Tak ja ta sytuacja, może wydawać się nieistotna. Oczywiście, że miałam prawo poczuć się przytłoczona, bo w salonie jest totalny bałagan, pranie firan a jeszcze większa część mieszkanie przede mną. Praktykuję sesję EFT więc mój grafik na przyszły czas jest wypełniony po brzegi. Miałam prawo czuć się przytłoczona ale z pozycji dorosłego wiem, że każdy czysty kąt w domu, każda sesja da mi ogrom radości i nie mogę się doczekać, żeby tego doświadczyć. Ale uczucia i mechanizmy, które we mnie wybrzmiewały krzyczały: to jest niebezpieczne, nie możesz rozmawiać swobodnie z tyloma nieznajomymi, podejmujesz wyzwanie, gdzie z góry jesteś skazana na przegranie.

I tak było. KIEDYŚ przegrana była jedynym doświadczeniem, które mogłam przeżyć ale doświadczyłam też pięknych chwil, które przyjęłam do serca i TERAZ wiem, że jestem bezpieczna mówiąc moją prawdę. Dzieląc się nią. Dzieląc się technikami, wiedzą, umiejętnościami, które działają rewelacyjnie a ja czasami jestem pod wrażeniem tych pięknych chwil, które doświadczam.

Wzruszyłam się teraz i oczy mi się zaszkliły. Nigdy nie myślałam, że będę mogła doświadczyć takich pięknych chwil, zawsze je łączyłam z wakacjami, zwiedzaniem a nie z siedzeniem w wielkim rozgardiaszu obok środka czystości, który zaraz wezmę w rękę.

Bardzo Ci dziękuję, że przeczytałaś/eś opis mojego procesu, którym się dzisiaj dzielę.

Życzę Ci wspaniałego dnia.

Każdy z nas potrzebuje szczęścia, miłości, radości, pieniędzy, akceptacji, bezpieczeństwa.

Czasami idealizujemy rzeczywistość, patrzymy na przeszłość przez różowe okulary i marzymy o cudach, które mogą nam się przytrafić, ale jednak nigdy się nie zdarzają.

Albo patrzymy na przeszłość, jaka była straszna, teraźniejszość do dupy a w przyszłości nie szykują się żadne zmiany.

Łatwo jest usiąść przed książką czy telewizorem i dać się ponieść opowiadanym historią, pięknym widokom, które nie spotykają nas. Wzrasta frustracja, że tak bardzo się staram, a nie mogę zmienić mojego życia, że w poniedziałek znów idę do tej pracy, która może nawet i trochę lubię, ale wiele rzeczy w niej mi nie odpowiada. Idę, patrzę, doświadczam a strach przed zmianami jest tak duży, że decyduję się pozostać w mojej strefie komfortu.

Och jak bardzo to było mi znajome, a Tobie?

Chciałam doświadczać radości, a nawet gdy była piękna chwila nie umiałam się nią cieszyć. Ciągle brzmiało, zaraz się to skończy, nie zasługujesz, strach przed doświadczeniem tego piękna, że będzie ból jak ta chwila się ulotni.

Wybrałam drogę prosto do traum.

Zdecydowałam się na otwarcie tych pozornie zasklepionych ran, które ciągle sączyły bólem i cierpieniem. Udałam się do środka cyklonu i czułam jak moja kontrola życia, była tylko iluzją. Nie miałam nad niczym kontroli a jedyne co doświadczałam to zawód, frustrację i pozorne uczucie, że panuje nad wszystkim.

W moim dzieciństwie doświadczyłam wiele, dlatego pierwsze kilka miesięcy mojego procesu były jak piekło. Dodatkowo czułam opór przed dopuszczeniem do siebie tych wszystkich emocji, bo tak bardzo się ich bałam, że ten proces się przedłużał, męczył, wkurwiał… Myślałam, że nigdy się nie skończy.

Proces z Wewnętrznym Dzieckiem jest świadomym zejściem do tych wszystkich bolesnych momentów, które doświadczyliśmy. Otwieramy ranę, oczyszczamy ją, wlewamy eliksir miłości, który zaczyna działać w całym naszym ciele. Jak ten eliksir pulsuje w naszych żyłach to automatycznie trafia do innych ran boleśnie o nich przypominając. A one krzyczą, zajrzyj tutaj, zobacz mnie, ja Ciebie też potrzebuję.

Ból, złość wydaje się być bez końca…

Ciało reaguje, mogą się pojawić dolegliwości psychosomatyczne, zwątpienie przychodzi coraz częściej. Czy aby na pewno to ta droga…?

Potem życie podsyła nam sytuacje a my potrafimy spojrzeć na nią inaczej, widzimy świat taki jaki jest i jest mniej bólu…

Te rany powoli się goją, jest więcej radości, pozwolenia na to, co się pojawia i nie ma już tych mocnych reakcji, jest lżej, milej, przyjaźniej, radośniej.

Uczymy się, że proces rozwoju osobistego nie ma końca, pojawiają się sytuacje a ja z nimi się spotykam w akceptacji.

A jak się pojawia opór i coś schrzanię to podchodzę do tego ze zrozumieniem, to doświadczenie było mi potrzebne, żeby wejść schodek wyżej na mojej drabinie świadomości.

Jestem, wstawiam się i wiem, że nigdy nie będę idealna, a jednocześnie wiem, że ta chwila jest dla mnie idealna, żebym mogła doświadczyć tu i teraz. Wiem, że za sytuacjami, które mnie poruszają płynie nauka, mogę odrobić lekcje albo ją zignorować.

Wybór należy do mnie.

Wiem, że z osoby, która siebie nienawidziła, nie znała jestem teraz w przestrzeni miłości do siebie, świata i innych.

Było warto wypłakać każda jedną łzę, przejść przez ten proces i świadomie zdecydowałabym się na to samo.

Jeśli Ty jesteś w procesie, pamiętaj, że nie jesteś sama, jest wiele osób, które przechodzi albo przechodziło przez podobną drogę do Twojej.

Nie jesteś sama❤

Pozdrawiam,

Joanna Skalska.

Zapraszam, żeby skierować uwagę do siebie, do ciała. Zatrzymać się na chwilę, wziąć kilka oddechów do przepony, w głąb brzucha i zapytać się siebie.

Jak dzisiaj czuje się moje ciało?
Ciało, bez którego nie byłoby mnie tutaj…

Zwróć uwagę na Twoje OCZY, czy patrzą z zaufaniem, czy może spoglądają groźnie? Czy czujesz napięcie wokół oczu, masz problemy z rozpłakaniem się, bóle z tyłu głowy?

W dzieciństwie przeglądamy się w oczach matki, gdy matka patrzy z miłością i możemy się w jej oczach „przejrzeć” uczymy się zaufania do życia. Ale, gdy jej oczy są nieobecne, bądź czasami wrogie rodzi się w nas uczucie lęku, niepewności, braku bezpieczeństwa.

Polecam patrzeć na siebie w lusterku, najczulej jak tylko potrafisz ze słowami miłości, o ile jest na to gotowość.

Zachęcam Cię teraz, żeby zwrócić uwagę na ŻUCHWĘ. Czy jest ona luźna, czy może zaciśnięta? Czy zgrzytasz zębami, bolą Cię zęby z niewiadomych przyczyn, obgryzasz paznokcie, ołówki, długopisy? Ja jak jestem zdenerwowana, to od razu czuję zaciśniętą szczękę.

Zaraz po urodzeniu, pierwszy objaw sięgania mamy poprzez usta, gdzie uczymy się ssać. Uczymy się wtedy gotowości na przyjmowanie. Zatrzymanie w taśmie oralnej jest związane też z „połykaniem” uczuć, np. złości, gdzie nie mogliśmy powiedzieć tego, co czuliśmy.

Moim ulubionym ćwiczeniem jest wyrzucanie języka z dźwiękiem, a gdy procesuję złość gryzienie ręcznika. Polecam 🙂

Przechodząc niżej, zwróć uwagę na KARK, czy chowasz głowę w ramiona w sytuacji przerażenia? Czy oddzielasz głowę od całego ciała, w strachu przed uczuciami? Czy może patrzysz na ciało, jakby nie było Twoje?

Chronimy kark w sytuacji strachu, gdy coś może nam się stać, jednocześnie też w uczuciu złości, że nam się to przytrafia. Emocje są zbyt duże i przytłaczające. Możemy patrzeć na nasze ciało w całkowitym odcięciu. Nosić uniesienia głowę jakby te emocje, uczucia mnie nie dotyczyły albo wycofujemy głowę, usztywniamy kark pokazując światu, że nie pozwolę się złamać.

Moją praktyką jest dotykanie czule głowy, mycie włosów z delikatnym masażem. Rewelacyjne jest też uziemienie głowy, gdzie jedną rękę trzymamy na czole a drugą u podstawy czaszki.

Czas teraz spojrzeć na klatkę piersiową i SERDUSZKO. Zobacz czy możesz oddychać swobodnie, czy czujesz czasami kołatanie serca, ciężar na plecach, bóle w klatce piersiowej?

Kiedy czujemy miłość w zaufaniu do tego, co się pojawia nasza klatka piersiowa jest miękka i elastyczna. Na podstawie doświadczeń zranień, gdzie poczuliśmy jakby ktoś nam „wbił nóż w plecy bądź serce”, klatkę piersiową albo obudowaliśmy, albo obkurczyliśmy.

Ja z moim partnerem praktykujemy powolne zbliżanie ręki do serca na taką odległość, jaką druga osoba ma przestrzeń. Jest to fajnie ćwiczenie, gdzie ćwiczymy swoje granice i zaufanie, ale tutaj jest bardzo ważne opłakanie ran i wyrażenie złości i od tego sugeruję zacząć.

Czy oddychasz na co dzień swoją PRZEPONĄ? Czy czujesz się swobodnie oddychając przez przeponę, czy może czujesz ucisk, skurcz, pięść w żołądku, zaciśnięcie?

Przepona jest mocno powiązana z szyją, barkami, podstawą czaszki. W doświadczeniach stresu, strachu przepona dostaje informacje, żeby się skurczyć i ochronić. W sytuacjach napięć nasze ciało reaguje też spłyceniem oddechu co ma bezpośredni wpływ na przeponę, w ten sposób ciało chroni nas przed zalaniem uczuć, które są zbyt przytłaczające.

Ja stosuję świadome oddychanie do przepony, pozwalając jej się wypełnić powietrzem. Kiedyś przy tej praktyce towarzyszył mi dyskomfort, ale wraz z obserwacją i ćwiczeniami z całym ciałem, ten ruch jest teraz swobodny i przyjemny.

Mój faworyt- MIEDNICA. Zapraszam Cię, żeby zobaczyć jak ułożona jest Twoja miednica, czy biodra skierowane są w przód a może tył. Czy masz częste bóle dolnych pleców, nabrzmiałe nogi, bolesne miesiączki, uczucie nóg z waty, hemoroidy?

Z miednicą powiązane są mocno nogi i stopy, które lubią ruchliwość a ilu z nas było zawijane w becik? Tutaj wyżną rolę odgrywa czas, kiedy rodzice nas pionizowali, uczyli siadać na nocniku, jak podchodzili do naszych kup. Ważnym czasem jest też etap genitalny i seksualny dla dziecka, gdzie często rodzice poprzez wypartą własną seksualność nie potrafią wesprzeć dziecko w tym ważnym okresie.

W moich ćwiczeniach najwięcej czasu spędzam nad ćwiczeniami mięśni okolic miednicy. Rozciągam mięśnie przywodzicieli, pracuję nad otwarciem stawu biodrowego, ćwiczę TRE i wypycham miednicę do przodu. Bardzo polecam.

Odczuwamy świat trzema częściami naszego ciała:
1) głową,
2) sercem,
3) miednicą.

Jest to bardzo ważne, żeby swobodna energia, emocje przepływały przez nasze całe ciało. Przy zablokowanej miednicy i sercu, gdzie pozostajemy w głowie mamy wizję świata przeskanowaną przez nasz umysł. A umysł działa z pozycji strachu, z pozycji traum, gdzie może być mało miejsca na miłość i zaufanie. Dlatego tak istotne jest zwrócenie się do ciała, uwolnienie traum i odczuwanie go, z tymi wszystkim, co nam niesie.

W miłości czasami zdarzają się sytuacje, gdzie kochamy romantycznie drugą osobę, ale robimy to albo z pozycji miednicy- gdzie jest seks, a nie podąża za tym serce i rozum, albo z pozycji głowy- gdzie jest miłość, ale nie ma seksu. Jest albo, albo. Dlatego zwracając sobie czucie w całym ciele, gdzie ciało jest rozluźnione i jest naturalny przepływ wtedy mamy dostęp do wszystkich części.

Podczas pracy z każdą taśmą z osobna wpływamy na całe nasze ciało, zwracając sobie czucie, oddajmy sobie przepływ, naturalność i pełne połączenie ze sobą.

Czasami mogą to być bardzo intensywne doznania, gdzie traumy się otwierają pojawiają się przejściowe objawy psychosomatyczne, dlatego warto zadbać o wsparcie. To jest bardzo indywidualne, ja tego wsparcia potrzebowałam.

Ponad rok temu, gdy intensywnie pracowałam nad traumą seksualną, budziło mnie trzęsienie w środku nocy. Gdy ja smacznie spałam, moje ciało uwalniało. Kilka nocy z rzędu wstawałam i stosowałam TRE, pomagałam swojemu ciału, wspierałam je. To jest proces, ciało dyktuje czas, TRE i ćwiczenia Lowenowskie stosuję już długo, stosunkowo od niedawna, kilka miesięcy temu, przyszła do mnie joga i dodatkowe rozciąganie.

Tak jak wspominałam, ciało dyktuje czas, a ja mam wybór czy wysłucham jego potrzeb i zacznę je spełniać. Czy wstawię się i znajdę chociaż 15 minut dziennie na ćwiczenia, czy znowu będę miała coś „ważniejszego” do zrobienia.

Mam nadzieję, że krótkie opisy zaproszą Cię do tego, żeby zwrócić uwagę na to, co się pojawia u Ciebie.

Pozdrawiam serdecznie ❤

Joanna Skalska

Zdjęcie: pinterest

Jestem złością,
Jestem nienawiścią,
Jestem zazdrością,
Jestem strachem,
Jestem frustracją,
Jestem melancholią,
Jestem niepokojem,
Jestem wstydem,
Jestem pogardą,
Jestem załamaniem,
Jestem rozczarowaniem,
Jestem nieufnością,
Jestem szałem,

Jestem miłością,
Jestem czułością,
Jestem spokojem,
Jestem rozbawieniem,
Jestem akceptacją,
Jestem kompetencją,
Jestem zaciekawieniem,
Jestem zachwytem,
Jestem bezpieczeństwem,
Jestem wielkodusznością,
Jestem empatią,
Jestem nadzieją,
Jestem radością,
Jestem namiętnością,
Jestem dumą,
Jestem przyjemnością,

Jestem czy nie jestem?
Jestem czy czuję?

A to, że tym nie jestem a czuję to znaczy, że kim jestem?

Jestem osobą, w której przestrzeni pojawiają się wszystkie emocje.
Mam wybór albo utożsamię się z emocjami, które się we mnie pojawiają albo stanę się narracją umysłu albo będę w akceptacji do tego co się pojawia ze świadomością, że tym nie jestem.

Większość moje życia myślałam, że jestem zła, niedobra, a czy to była prawda? Nie.
Czy jest prawdą, że jestem tylko dobra i wspaniała? Nie.

Odczuwam wszystkie emocje i te „dobre i niedobre” ale nie znaczy, że nimi jestem.

Traumy zasłaniają nam sposób patrzenia na rzeczywistość. W interpretacji do naszej historii utożsamiamy się z pewnymi częściami bardziej a z innymi mniej. Możemy się z nimi spotkać, przepuścić je przez ciało i pozwolić odpaść iluzji.

A co jakby mieć akceptację do wszystkiego?
Do każdej części mnie?
Tej miłej, przyjemniej, którą znajduje poklask u innych.
Ale też tej mrocznej, zabójczej, na którą społeczeństwo nie lubi patrzeć.

Jak jesteśmy w przestrzeni akceptacji dla siebie, mamy automatycznie więcej przestrzeni dla innych.

Ja po roku wróciłam do napisania listu do mamy i zaakceptowałam tą część z którą się utożsamiłam. Nawet nie wiedziałam, że ona tam ciągle jest… ale była i już wiem, że nią nie jestem😁

Ponad rok temu poszłam nad morze, zachęcona książką „Toksyczni Rodzice” Susan Forward spalić list. Nasz umysł uwielbia rytuały. Myślałam a co mi tam, spróbuje, pewnie mi nie zaszkodzi a co jeśli pomoże?

Dzisiaj wróciłam w to samo miejsce znając moc intencji i spaliłam z intencją oczyszczenia się z narracji umysłu, tych które uwierzyłam, że są częścią mnie i które przejęłam ze słów mamy.

Nad morzem.
Morze ma przestrzeń na wszystko, nie przywiązuje się do pogody ale robi się cieplejsze, gdy jest więcej słońca i zimniejsze w zimę. Czy ono nad tym ubolewa? Nie…
Po prostu jest.

Pozdrawiam serdecznie ❤

Często wracałam pamięcią do gaf, które popełniłam. Teraz wiem, że to obwinianie siebie było z powodu toksycznego wstydu.

Osądzałam siebie jak najgorszy wróg…

A co z sytuacjami, gdzie naprawdę coś zrobiłam niefajnie, zraniłam drugą osobę?

Wracając do tych sytuacji, wracałam do emocji jakie wtedy mi towarzyszyły. To był wulkan złości, strachu, braku bezpieczeństwa. Emocje, których nie umiałam opanować, brały nade mną kontrolę.

Przyglądałam się przekonaniom jakie miałam na temat świata i siebie. Boże jak ja źle o sobie myślałam…

Wierzymy w to co druga osoba o nas mówi, rzadko zatrzymujemy się na pochwałach ale często na tych negatywnych słowach, tym bardziej, że niestety często jest ich więcej…
-że źle robisz,
-że źle myślisz,
-że nie umiesz,
-że niewystarczająco dobra,
-że głupia,
-że brzydka,
-że koleżanka z ławki jest lepsza a ja gorsza,
-że…

I te przekonania brzmią w umyśle i bolą…

A jak osoba, która myśli o sobie, że jest zła, niedobra, itd. że nie ważne co zrobi i jak zrobi i tak spotka się z krytyką, i tak nie zrobi czegoś idealnie, żeby zasłużyć(!)?

Zasłużyć wreszcie na tą akceptacje, szacunek, miłość…

Bo w środku jest wypełniona cała tą krytyką a nie miłymi słowami a za tym idą emocje.

Spójrz na sytuację, gdzie Twoje zachowanie nie było takie jakie byś chciała. Zobacz, czy emocje przejęły nad Tobą kontrolę i w którą stronę były ukierunkowane Twoje myśli. Zobacz w jakiej świadomości był Twój umysł. Wróć do tamtej sytuacji, jakbyś cofnęła się w czasie.
Czy byłaś przepełniona miłością, akceptacją do siebie?
Czy może przekonaniami, które były niszczące?

Co teraz możesz zrobić z tą świadomością, którą masz?
Co wybierasz?

Czy wrócić do siebie, objąć siebie świadomością i miłością.

Zobaczyć przekonanie, które Tobą kierowało, pójść krok dalej, do źródła i zobaczyć miejsce, gdzie ono powstało i jak z Tobą szło przez całe życie i jak podejmowałaś decyzje na jego podstawie… Zastąpić je na nowe sprzyjające Tobie.

Zobacz w sobie Wewnętrzne Dziecko, pozwól na uwolnienie emocji z ciała…
I obejmij świadomością i miłością siebie z tego czasu, gdy powstało to przekonanie i gdy popełniłaś błąd już jako starsza osoba…

Teraz Ty możesz dać sobie tą akceptację, szacunek, poczucie bezpieczeństwa i miłość, tego co tak bardzo było potrzebne.

Masz inny wybór…
Możesz pozostać tu, gdzie jesteś i obwiniać się dalej…

Co wybierasz?

Pozdrawiam ciepło,

Joanna Skalska

Siedzę właśnie w autobusie. Pojawiły się pewne komplikacje, nikt nic nie wiedział, nikt nic nie mówił. Wiele zawirowań i pasażerowie, którzy nie mają pojęcia czy dojadą do celu, zdenerwowanie, irytacja i narzekanie dookoła.

Zabrakło bardzo ważnej rzeczy, którą jest komunikacja.

Niektórzy z pasażerów byli zdenerwowani i odreagowywali na kierowcach, inni narzekali po cichu przez telefon, jeszcze inni komentowali głośno, szukali punktu zaczepienia i dawali upust swojej frustracji, gdzie tylko się dało i do osoby, która chciały tylko słuchać. Byli też tacy, którzy nie wiedzieli co robić i czy aby na pewno dobrze zrozumieli komunikat o przesiadce i podpytywali naokoło czy aby na pewno, ten autobus będzie dla nich, po tym jak zajęłam miejsce jeden z pasażerów martwił się o walizkę, czy na pewno ją przeniosą.

Każdego z nas dotyczyła ta sama sytuacja, a wiele osób zareagowało kompletnie inaczej. Odezwały się stare mechanizmy. Fakt, nikt nie chciał zostać sam na parkingi przy autostradzie bez punktu zaczepienia i możliwości zmiany środka komunikacji. Strach, zdenerwowanie, frustracja, niespełnione oczekiwania.

A co wystarczyło zrobić, żeby uspokoić o wiele tą sytuację? Zakomunikować, że kierowcy, ustalają z biurem różne możliwości i jak sytuacja się wyklaruje, dadzą nam znać. Co usłyszeliśmy? Przerwa i stoimy i tyle. Kierowcy mają doświadczenie w tego typu sytuacjach i znają możliwości rozwiązań, natomiast wielu z pasażerów nie ma takiej wiedzy, w tym ja:)

Tak samo jest w codziennym życiu. Czasami nam się wydaje, że druga osoba powinna wiedzieć co siedzi nam w głowie albo jakie są wg. nas możliwości wyjścia z konkretnej sytuacji a jest zupełnie inaczej. Ile ja miałam złości w sobie, że mój partner nie spełnia moich oczekiwań, które powinien się domyśleć, że je mam! To była ogromna projekcja.

Może być ciężko powiedzieć nawet samemu sobie, że nie wiem, że jest mi trudno podjąć decyzję bądź kolejne kroki, bo… bo odzywają się stare mechanizmy. Strach, poczucie winy, toksyczny wstyd, które blokują przed działaniem, szczerą komunikacją, słuchaniem wewnętrznego wołania.

Może być ciężko powiedzieć drugiej osobie, że po prostu jeszcze nie wiem, bo czuję strach przed osądem, odrzuceniem. Ten strach małego dziecka, które tego doświadczyło, gdy komunikowało swoje potrzeby i dostawało bury, gdy czegoś nie wiedziało. Kto z nas nie doświadczył zawstydzenia w szkole ze strony rówieśników albo nauczycieli za brak określonej wiedzy.

Właśnie w takich sytuacjach jak dzisiaj, pozornie drobnych ale jakże wymownych pokazują się te zranienia, które nosimy w sercu. Tyle różnych zachowań w tak małej grupie osób, gdzie spotkało nas to samo.

Od nas zależy, czy poszukam winy w innych, kierowcy, firmie przewozowej i będę mieć straszny dzień do samego końca, bo tak się uwieszę na tej sytuacji.

Czy może zobaczę co we mnie powoduje ta sytuacja, zachowania innych, jakie emocje się we mnie rodzą i która mała ja, tego już wcześniej doświadczyła, czego ona potrzebuje? Co ja dorosła teraz mogę zrobić a czego nie mogłam zrobić kiedyś. Jak mogę o siebie zadbać pozostając cały czas przy sobie w kontakcie ze swoimi emocjami?

Ja kilka lat temu w takiej sytuacji byłabym kłębkiem nerwów, wkurw nie z tej ziemi, dzisiaj obserwowałam siebie i innych. Mogłam to zrobić, dlatego że spotkałam się z moją złością, strachem, odrzuceniem w moim procesie. Zapewniłam mojej wewnętrznej dziewczynce opiekę, którą tak bardzo potrzebowała.

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna Skalska

Dzisiaj usłyszałam te słowa na sesji i z nimi zostałam na dłużej.

Zdałam sobie sprawę, że teraz często słyszę to zdanie. Inni pokazują mi to co się we mnie zmieniło. Kiedyś z cierpliwością nie miałam nic wspólnego. Wszystko musiało być na już, a jeśli nie było czaił się stres i strach.

Wróciłam pamięcią do wspomnień, gdy ja coś chciałam i gdy ode mnie coś chcieli. Wszystko musiało być na już, na teraz.
Gdy oczekiwano ode mnie coś w domu, np. sprzątania, musiałam to zrobić od razu bo inaczej bura.
Gdy ja coś chciałam i zostało mi obiecane to chciałam to od razu bo inaczej wiedziałam, że nie będzie w ogóle. Bo mama zmieni zdanie. Bo będzie miała inne wydatki. Bo tych bo, było zawsze dużo.

Zakorzenił się we mnie program, który mówił, że jeśli jest pragnienie, oczekiwanie, prośba to chcę to od razu bez czekania bo inaczej moje potrzeby będą nie spełnione a za tym myśl, że nie zasługuję albo w drugą stronę, ja zostanę obarczona winą za niespełnienie oczekiwań innych. Moi pracodawcy byli zachwyceni, bo pracowałam ponad moje siły, żeby tylko nie ponieść kary, w tym przypadku zwolnienia. Sama też w moim procesie chciałam wszystko jak najszybciej i efektowniej co skończyło się miesiącem wegetacji, gdzie nie potrafiłam się spotkać z żadną z emocji.

W pewnym momencie przestałam mówić o moich pragnieniach na głos, bo spotykały się z tekstami typu: ty to byś wszystko chciała, a może do tego gwiazdkę z nieba, skąd ja Ci na to wszystko wezmę pieniędzy itd. Gdy mówiłam na głos co chce osiągnąć a moje małe marzenie nie doszło do skutku czułam ogromny wstyd i zaprzestałam w ogóle marzyć. Bo jak mam marzenie i będę mówiła o nim na głos to inni będą pytać i oczekiwać, że je spełnię, będę czuła ogromny wstyd i porażkę, gdy mi nie wyjdzie. Tak samo, gdy byłam małą dziewczynką i rodzice mi coś obiecali, ja się tym chwaliłam przed rówieśnikami a później czułam wstyd, że jednak to nie doszło do skutku.

Jeszcze 2 lata temu, jak np. gdzieś wyjeżdżałam na długo planowany wyjazd czułam się odcięta od siebie, jakbym nie była w swoim ciele, byłam w totalnym odcięciu od tego co mnie otacza. Pamiętam jak siedziałam w samolocie lecąc do Włoch i mówiłam sama do siebie: „Tak wiem, pamiętam jak nawet przestałam marzyć o wyjeździe na wakacje za granicę ale teraz lecę, teraz tu jestem, zwiedzę Toskanie i Rzym. Jestem.”. „Jestem” to było słowo, które powtarzałam jak mantra. Żeby poczuć, że to co kiedyś nie miało szans zaistnieć, teraz jest i mnie dotyczy, bo moje ciało nie musi się już zamrażać i odcinać od uczuć. Teraz jestem tu i teraz, jestem bezpieczna.

Ta cierpliwość powstała jako jeden z tych małych cudów, które miały miejsce podczas odkrywania siebie. Że jednak cierpliwość jest w mojej naturze. Jak sięgam pamięcią, nie pracowałam nad tym konkretnie tematem a dawałam sobie akceptację, miłość, bezpieczeństwo i poczucie, że moje potrzeby sa ważne i zasługują na to, żeby zostały spełnione. Wracałam do siebie tysiące razy i pokazywałam sobie, że ja teraz mam sprawczość w swoich rękach i mogę tego dokonać. Teraz to co czuję jest ważne i mam na to przestrzeń, tyle przestrzeni ile mi potrzeba.

Jakiś czas temu otworzyłam się na kolejny proces, zdobywam wiele informacji, które testuje ze sobą. Cześć z nich integruje i poszerzają moje widzenie a część odrzucam bo tego nie czuję. I fakt, łatwiej byłoby być już ten krok dalej, z tym rozpoznaniem ale celebruję to dojrzewanie. Żeby można było zjeść dojrzały owoc, on potrzebuje swojego czasu, żeby urosnąć i dojrzeć. Surowe jabłka są twarde i kwaśne a dojrzałe soczyste i słodziudkie. Tak jak teraz wiem i potrafię czekać, żeby jabłko dojrzało, tak też mam świadomość i zaufanie do tego co się pojawia w moim życiu. I fakt czasami chcę przyspieszyć czas i tupię nóżkami z niecierpliwością ale nie mam już tej presji za plecami, która towarzyszyła mi wcześniej.

Pozdrawiam serdecznie z miejsca w którym dzisiaj celebruję tu i teraz. Zatrzymanie w sobie, zatrzymanie w tej pięknej przestrzeni.

Pozdrawiam ciepło,
Joanna Skalska

Ponad rok temu zobaczyłam tęczę w medytacji. Usłyszałam też wtedy, że czuję mocno boginię tęczy. Kiedyś jak jechałam z siostrą samochodem to była tuż przed nami i prowadziła nas kilka chwil do przodu. Innym razem, gdy wracałam z Partnerem do domu zaczynała się tuż za naszym autem. Często zachwyca swoją obecnością w riwierze.

Dzisiaj, gdy powróciła do mnie pewna sytuacja sprzed kilku miesięcy usiadłam do pamiętnika i zaczęłam znów ją opisywać, aż nagle przyszedł impuls. Aśka idź na spacer. Poszłam i zobaczyłam malutką tęczę, na chwilę, ale to wystarczyło, żeby przypomnieć.

Tak jak tęcza ma swoje piękne kolory tak i my mamy w sobie wielokolorowe emocje. Z jednego brzegu wygląda tak, z innego inaczej plus ciągle jest w ruchu. Raz jest bardziej wyrazista, raz mniej, czasami zostanie na bardzo długo aż w końcu się rozpłynie i pozostanie po niej wspomnienie.

Można też ją przyrównać do relacji i spojrzeć na to co się pojawia przy każdym człowieku i zobaczyć jej unikatowość. Widzę jak niektóre osoby pojawiają się w moim życiu z wyraźnym kolorem fioletowym i są moimi „przewodnikami” duchowymi, od których się dużo uczę. Inni natomiast przychodzą z wyraźnym żółtym, gdzie jest ogrom radości, z zielonym spokojem albo z czerwoną miłością. Nie jest to jednak płaskie i pod zielenią też może kryć się smutek a pod czerwienią złość, a pod fioletem żal. W wirze uczuć i emocji, gdzie każda z nich jest ważna i potrzebna.

Warto spojrzeć z boku na to co się pojawia i zobaczyć, co ja tutaj mam do zobaczenia. Co te kolory mi mówią odnośnie przeszłości albo teraźniejszości, gdzie w moim kierunku były konfrontujące zachowania i gdzie może ja działam podświadomie, z przestrzeni, której wcześniej nie widziałam.

Stawić się w pełni do zobaczenia tego cudownego kolorytu życia i wziąć to co na ten moment jesteśmy gotowi. Przyjrzeć się relacjom, które mieliśmy i które mamy. Co dajemy i co otrzymujemy, jak się w nich czujemy. Czy swobodnie, czy może nie do końca i co mogę w tej sytuacji zrobić. Podziękujmy za każdą naukę płynącą z tego doświadczenia. Bez niego nie bylibyśmy tu i teraz z tą świadomością.

Całuję,

Joanna Skalska