Wysoce wrażliwa?

Właśnie skończyłam oglądać film dokumentalny o osobach, które mają wysoką wrażliwość: „Sensitive- The untold story”. Planowałam obejrzeć ten film dawno temu, ale dzisiejszego ranka, gdy zapytałam się siebie co chce robić w ten niedzielny deszczowy poranek, przyszła odpowiedź. Wypożyczyłam film, który zaprosił mnie do wielu przemyśleń.

Wiedziałam, że odczuwam świat inaczej niż wiele bliskich mi osób, nawet na sesjach słyszałam, że mam wysoką wrażliwość, ale ciągle brakowało mi pewnego klocka, takiej cegiełki, która mogłaby scalić mur. Bo jak ja jako dziecko, ciągle krzyczące, dopominające się o swoje, uczestniczące we wszystkich apelach przed całą szkołą, głośna, zwracająca na siebie uwagę ni jak nie pasowałam do prezentowanego wycofanego dziecka, które mocno absorbuje świat, musi być na uboczu, bo jest on zbyt przytłaczający. Od dziecka szłam przez życie rozpychając się łokciami, przedzierałam się, żeby tylko być widziana, żeby tylko nie zniknąć. Często w centrum uwagi pokazując wszem i wobec, że ja SAMA dam sobie radę.

SAMA.

Tego najbardziej się bałam. Rana odrzucenia, którą miałam w sercu stworzyła system obronny, który odciął mnie od mojej wysokiej wrażliwości, żebym mogła przetrwać. Dla dziecka ważniejsze jest, żeby było widziane przez matkę nawet w złym świetle, niż żeby nie było widziane wcale. Dwie dużo starsze siostry miały swój nastoletni świat, gdy ja byłam małym dzieckiem plus idealna siostra, wzorowa uczennica, duma rodziny i ja- najmłodsza, krzątająca się pod nogami, nie ważna, nie istotna, „ta, co zawsze coś odwali”. Teraz rozumiem, że moje zachowanie było systemem obronnym. Chciałam być widziana, nic więcej, nie byłam w stanie rywalizować z perfekcyjną siostrą, ale mogłam być jedynie widziana, gdy robiłam coś „złego”, nikt nie widział tego wołania o pomoc, nikt nie widział, że ja chcę, żeby ktoś mnie zauważył i zaakceptował taka, jaka jestem. Zawsze byłam za głośna, bo jak się bawiłam to na całego, zawsze byłam tą, co robi awantury, bo mnie bardzo bolało, gdy moje granice były przekraczany w subtelny, manipulacyjny sposób i mówiłam o tym wprost. Myślałam, że taka jestem, ekspresyjna, głośna, niedobra. Pamiętam sytuację, gdy babcia zamartwiała się o moją kuzynkę, która w wieku około dwudziestu lat gdzieś wyjeżdżała, ja w wieku 19 lat wyprowadziłam się z domu, babcia powiedziała, że o mnie się nie martwi, bo ja sobie poradzę nawet jakby cały świat zalała woda. Nie widziałam, czemu mnie tak bardzo zabolały jej słowa. Zabolały, bo ja też chciałam, żeby ktoś się o mnie martwił, żeby ktoś mnie wspierał, żeby ktoś mi pomagał i akceptował taka, jaka jestem, a nie zostawił samej sobie, bo jakoś SAMA sobie poradzisz. Moja rana odrzucenia była taka ogromna, że odwróciłam się sama od siebie, tak jak odwróciła się ode mnie matka, bliscy. Chciałam za wszelką cenę być widziana, to mi wystarczyło, żeby nie zapomnieli, że jestem, żeby mama nie pojechała szybko samochodem do jej mamy, gdy ja będę się bawiła w domu obok u drugiej babci. Żeby pamiętali, że jestem. Z tej wielkiej rany wytworzyła się ogromna zbroja Asi walczącej, Asi nic nie ruszy, Asi, która ma wszystko gdzieś. Ta zbroja pomogła mi przetrwać, ale pod nią był ogrom bólu, tęsknoty za bliskością i lęku przed odrzuceniem, które to popychały do działań z pozycji braku akceptacji i lęku przed samotnością. W filmie jest wzmianka o tym, że niektóre dzieci, zaczynają krzyczeć i płakać, gdy są przytłoczone, często spotykają się z niezrozumieniem od dorosłych, bo jak to? Przecież przed chwilą się bawiłaś i wszystko było okay a teraz płaczesz? Co z tobą jest nie tak? Ciągle pamiętam jak płakałam w łazience przy oknie i prosiłam, żeby ktoś mnie zabrał z tego domu. W takich sytuacjach dziecku potrzeba akceptacji i zrozumienia, czasami nawet wystarczy zapytać, a nie z góry demonizować i przyklejać łatkę tej złej, niedobrej, tej, z którą coś jest nie tak. Wystarczy trochę empatii, współodczuwania i zrozumienia dla ekspresji emocji, bo one pojawiły się z jakiegoś powodu, dla dorosłego może to być błahostka, ale dla dziecka są one ważne.

Nie potrafię powiedzieć jak wiele razy wracałam do mojej małej Asi i pokazywałam jej, że uczucia, jakie ma są okay, że to jest w porządku, że tak się czuje i jestem przy niej ja, ja ją rozumiem i będę przy niej zawsze, że sposób w jaki odczuwa jest unikatowy i wspaniały a inni po prostu mają inną wrażliwość. Odkrywanie kawałek po kawałku mojej wrażliwości nie jest łatwą przygodą, usłaną płatkami róż, ale ta podróż jest warta każdej łzy, łzy smutku czy też wzruszenia. Mam wrażenie, że po każdym procesie odkrywam siebie na nowo, zdejmuje kawałeczki tej zbroi, którą nosiłam na sobie od maluszka a pod którą, jest to piękne wewnętrzne światło. Ta wielka pustka została wypełniona przeze mnie, ja sama dałam sobie przestrzeń na przeżywanie emocji i uwalnianie ich z ciała. Wracałam do wszystkich momentów, gdzie moje emocje, gdzie Ja czułam się nieważna i okazywałam sobie empatię jak również uznanie dla moich uczuć.

Wspomnę jeszcze o procesie, który miałam ostatnio. Często wracałam do chwili, gdy siostra siedziała z mamą w kuchni. Mama piła kawę, siostra herbatę i spędzały czas razem. Za każdym razem, gdy pojawiałam się na horyzoncie siostra opowiadała mamie jakąś sytuację, gdy zrobiłam coś, powiedziałam coś nie tak. Złość matki spadała na mnie, ja krzycząc wychodziłam a one we dwie mogły dalej na mój temat rozmawiać, jaka to nie jestem, zła, niedobra i nie umiem się zachowywać. Od dawna zdawałam sobie sprawę z mechanizmów, jakie tam zachodziły, rywalizacja o miłość matki itd. Często też procesując tę sytuację pojawiała się złość i smutek, dopiero niedawno poczułam ten straszy ból odrzucenia na innym poziomie niż kiedyś procesując wiele razy tę sytuację, przyznałam przed sobą, że ja też chciałam być częścią tych pogaduszek. Siostra miała idealny sposób, żeby się mnie pozbyć i zagarnąć całą uwagę dla siebie, często mnie ośmieszała albo zawstydzała, gdy siedzieliśmy wszyscy przy stole. Ja wybuchałam złością, bo moje granice były przekraczane i znowu w oczach bliskich byłam tą złą, która krzyczy i nie umie się zachować. Z tego miejsca jestem świadoma, że ja byłam ofiarą w tej sytuacji, chociaż wtedy myślałam o sobie, że ze mną jest coś mocno nie tak. Czując więcej, przeglądając się w oczach rodziców widziałam ten brak akceptacji, na mnie taką, jaka jestem. System rodzinny, w którym się wychowałam był dość złożony a ja z moją wrażliwością, z głębią odczuwania, ekspresją uczuć, krzycząc, bo tylko wtedy byłam słyszana idealnie wpasowałam się do miana „czarnej owcy” rodziny.

Wspominam o tej historii, bo chcę nadmienić, że proces powrotu do siebie, nie trwa 3 miesiące, jest to proces wieloletni a głębsze pokłady wrażliwości ujawniają się wraz z naszą pracą, spotykaniem się ze sobą, dążeniem do przodu, niepoddawaniem się i akceptacją na wszystko, co się pojawia. Ten wewnętrzny głos prowadzenia jest w nas i każdy jest w stanie go usłyszeć o ile nie jest zagłuszany przez traumy i gdy się na niego otworzymy w uważności. Zawsze możemy zajrzeć w siebie głębiej, zawsze możemy spotkać się ze sobą bardziej a my, wysoce wrażliwi, którzy musieli ukryć tę wrażliwość głęboko na dnie mamy ogrom do odkrywania.

Całuję,

Joanna Skalska

1 Comment

Dodaj komentarz

  1. Może moja historia jest trochę inna, ale spotkałam się z poczuciem braku akceptacji taką jaka jestem. „Przyjaźniłam się” z dziewczyną, której cały czas próbowałam udowodnić swoją wartość, a tak naprawdę pozwalałam się źle traktować. Ona tak naprawdę robiła wszystko by zniechęcić innych do mnie, próbowała nie dopuszczać do myśli, ze jestem kimś więcej niż niepewną siebie osobą. Przechodząc do konkretów – ona spowodowała mój całkowity brak pewności siebie i swoich możliwości. Ale cóż, naprawa samej siebie nie trwa pare tygodni, ale potrzebuje znacznie więcej czasu. Mam nadzieje, że tobie szybko udało się dojść do ładu 🙂 Mi się udało bo natrafiłam na fajnych ludzi. Chociaż…. trochę jeszcze jest do roboty. Będę trzymać kciuki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s